Strona główna | PGNiG Superliga Kobiet | Sośnica i AZS na krawędzi ekstraklasy

Sośnica i AZS na krawędzi ekstraklasy

 

Gramy do końca. Tak przynajmniej zapewniły mnie dziewczęta po przegranym meczu ze Startem. I mówiły to w sobotę nie znając jeszcze wyniku meczu Ruchu Chorzów z Katowicami. Może bez obciążenia psychicznego odbudujemy nasz honor – mówi dla "Sportu" trener gliwickiej Sośnicy, Irena Johan. Ruch, który również jest zagrożony spadkiem, wygrał jednak mecz w Katowicach i ma na trzy kolejki przed zakończeniem cztery punkty przewagi nad Sośnicą i lepszy bilans bezpośrednich spotkań.

– Dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe, ale w zasadzie kwestia spadku jest przesądzona. Nawet gdyby Ruch dwa razy się potknął, w Elblągu i u nas, to w ostatnim meczu gra. u siebie z Katowicami i pewnie postawi kropkę nad i".

W Gliwicach nikt nie pamięta dokładnie kiedy Sośnica spadla po raz ostatni z ekstraklasy. Jeśli ktoś może coś wiedzieć na ten temat, to na pewno Irena Johan, która jest prawdziwą encyklopedią historii tego zasłużonego dla polskiej piłki ręcznej klubu.

– Pierwszy spadek przytrafi! nam się w 1976 lub 77 roku. Zbiegł się on z oddaniem hali w Sośnicy, bo wcześniej graliśmy w Bielszowicach – przypomina sobie Irena Johan. – Potem było falowanie, sezon do góry i spadek, awans i degradacja. Dopiero trener o warszawskim rodowodzie, Witold Rzepka w 1982 lub rok później wprowadził nas na stałe o ekstraklasy.

A całkiem niedawno, jak sobie przypomina szkoleniowiec Sośnicy, nadeszły tłuste lata. W 1995, 1999, 2001 roku klub zdobywał wicemistrzostwo kraju. Nie udało się jednak pozyskać strategicznego sponsora, kryzys górnictwa nie ominął Gliwic, a miasto nie wykazało praktycznie żadnego sentymentu dla żeńskiej piłki ręcznej. Co roku uciekały więc w Polskę najlepsze zawodniczki, tylko przed tegorocznymi rozgrywkami Sośnicę opuściły Agnieszka Jochymek, Gabriela Kornacka, Joanna Kozyra – reprezentantki kraju, a także Izabela KopećDominika Dolny. Z nimi w składzie zapewne byłyby play offy, a nie spadek. – Tak jak zapowiada! trener Harald Tłuczykont, nie będzie to łatwy sezon dla nas i niestety ten czarny scenariusz się sprawdza – dodaje Irena Johan. – Mam pod koniec tygodnia spotkać się z szefostwem klubu i zobaczymy jakie będą ustalenia zarządu, jakie mamy plany na przyszły sezon. Być może trzeba będzie na jakiś czas zapomnieć o sukcesach i wejść szeroką ławą młodych zawodniczek.

W Katowicach nie mają już złudzeń w kwestii utrzymania. Porażka z Ruchem oznacza pożegnanie z ekstraklasą sympatycznych akademiczek, aczkolwiek pytanie, co dalej – jest równie aktualne, jak w Gliwicach. – Żałuję tej porażki, bo chcieliśmy powalczyć chociaż o 11. miejsce. Przecież może się powtórzyć sytuacja sprzed roku, gdy nikt nie chciał wejść do ekstraklasy, a takie mam sygnały – przyznaje sekretarz AZS AWF Katowice Czesław Bzikot. – Pod koniec tygodnia zbiera się na sesji wyjazdowej zarząd klubu i wtedy zapadną jakieś decyzje. Na pewno chcielibyśmy utrzymać zespół, choć wiem, że za Krysią Wasiuk, czy Anną Szafnicką chodzą już inne kluby.

Akademiczki również rok temu nie utrzymały się w lidze, ale wówczas było to jednak zdecydowanie inne spadanie. Dziś działacze klubowi i przede wszystkim trener Adam Michalski mogą czuć satysfakcję, bo zespół w kilku meczach pokazał „pazurki" i łatwo się nie poddał. – Plany trzeba układać z perspektywą dwóch-trzech lat – podkreśla Czesław Bzikot. – Na szczęście nam brak pieniędzy nie grozi, choć zupełnie inne stawki wchodzą w grę w ekstraklasie i w I lidze. W najwyższej klasie rozgrywkowej wysokość dotacji to prawie 105 tysięcy złotych plus 100 tysięcy z ogólnej puli, co zabezpiecza nam wszystko. Klasę niżej otrzymamy już tylko niecałe 36 tysięcy dotacji, a to może nam nieco skomplikować sytuację.

Zbigniew Cieńciała