Niechciani bohaterowie

 

Męska piłka ręczna w Trójmieście praktycznie nie istnieje. A przecież sześć lat temu w Gdańsku była mistrzowska drużyna. Bez dużej kasy nie uda się tego powtórzyć – pisze trójmiejskie „Echo Miasta”.

Mało kto z kibiców młodego pokolenia pamięta, że Gdańsk jeszcze dziesięć, czy 20 lat temu, słynął z mocnych drużyn piłki ręcznej. Ba. Sześć lat temu szczypiorniści GKS Wybrzeże zdobyli tytuł mistrzów Polski. Sezon później kłopoty finansowe zepchnęły klub w niebyt. Trudno uwierzyć, że duża część obecnych wicemistrzów świata grała w tym klubie. Niektórzy chętnie wróciliby w rodzinne strony, ale tutaj nie mogą się sportowo realizować.

Wyciągnęli rękę

Byłoby pewnie jeszcze gorzej i w efekcie męska piłka ręczna umarłaby zupełnie, gdyby nie pomoc gdańskiej uczelni. Akademia Wychowania Fizycznego i Sportu wzięła na swoje barki utrzymanie zespołu. Niebagatelna w tym zasługa prof. Janusza Czerwińskiego. Honorowy rektor i prezes zarządu Związku Piłki Ręcznej w Polsce zdecydował się pomóc upadającej chlubie Gdańska. Odczuwalny był jednak brak pieniędzy. Akademicy walczyli dzielnie, ale ostatecznie rok temu spadli do I ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Jestem przekonany, że Mateusz Jachlewski i Damian Wleklak wróciliby do Gdańska, gdyby powstał tutaj silny ośrodek – mówi Mieczysław Jachlewski, ojciec świeżo upieczonego wicemistrza świata. – Mateusz sam często mówi, że najbardziej brakuje mu morza”.

Omijają Gdańsk

Upadek Wybrzeża przyczynił się do tego, że najbardziej utalentowani zawodnicy zaczęli szukać pracy w innych polskich miastach. – Ładnych parę lat temu tytuły mistrza Polski decydowały się w Gdańsku – wspomina Wojciech Nowiński, szkoleniowiec, który wraz z AZS AWFiS Gdańsk próbuje w obecnym sezonie wrócić do ekstraklasy. – Zawsze było tutaj bez liku znakomitych zawodników. Potencjał był, zabrakło sponsorów.

Więcej w „Echu Miasta”