Strona główna | ZPRP | Na kłopoty Weiner

Na kłopoty Weiner

 

Drużyna Bogdana Wenty pokonując 36:33 w Hamburgu, po dwóch dogrywkach, Danię awansowała do finału mistrzostw świata. To największy w historii sukces polskiej piłki ręcznej. W walce o złoty medal Polacy zagrają z Niemcami, z którymi wygrali w grupie wstępnej imprezy. W polskiej bramce świetnie spisał się Adam Weiner zastępując chorego Sławomira Szmala. 

W życiu piękną są tylko chwile śpiewał zespół Dżem. Dla takich chwil warto jednak jest żyć. Niech ta chwila trwa jak najdłużej. Białoczerwoni dokonali niesamowitej promocji dyscypliny, polskiego sportu i wreszcie kraju. Niech teraz żałują sponsorzy, którzy dziesiątkami odwracali się plecami do Związku jeszcze kilka miesięcy temu. Twierdzili, że w naszych warunkach nie warto inwestować w polski szczypiorniak, bo kto to ogląda, to przecież tylko strata czasu i pieniędzy. Zespół Wenty zadał kłam tym teoriom. Chłopaki zdziesiątkowani przez infekcję wirusową podjęli walkę, wspaniałą walkę z dumnymi Duńczykami.

Chwała Wam za chwile nieopisanej radości, co tam chwile. To były ponad dwie godziny dreszczowca z bardzo miłym zakończeniem. Na pewno to nie koniec emocji. Niedzielny finał z gospodarzami imprezy zapowiada się arcyciekawie. Mistrz świata w nagrodę uzyska awans olimpijski do Pekinu.  

Nie sposób dokładnie opisać, to co działo się w czwartkowy wieczór w hamburgskiej hali. Było jednak kilka kluczowych momentów na, które warto zwrócić większą uwagę. Z pewnością była nią zmiana w polskiej bramce, przy stanie 9:9.  Chorego i widać bardzo osłabionego lekami bohatera ćwierćfinału z Rosją Sławomira Szmala zastąpił Adam Weiner. Ludzie małej wiary z pewnością uznali, że teraz Polska specjalnie nie ma szans ze Skandynawami. Kibice szczypiornika pamiętają zapewne, że Weiner potrafi jednak bronić. Udownił to choćby podczas towarzyskiegoo meczu w ubr. w Kielcach, który wygraliśmy z Niemcami. Bramkarz Wilhemshavener HV obronił 13 z 37 rzutów (35 procentowa skuteczność). Szybko wszedł w rytm gry. To po jego udanych interwencjach Polacy objęli porowadzenie 12:9. Potem jeszcze wiele razy ratował zespół z opresji.

Drugim takim momentem było rzut posłany z 10 metrów, z piekielną siłą, przez Karola Bieleckiego, na 15 sekund przed upływem regulaminowego czasu. Dało nam to remis 26:26. Któż wtedy przypuszczał, że czekają nas aż dwie dogrywki. W dodatkowym czasie gry cały czas byliśmy stroną przeważającą. Duńczykom nie pomógł nawet Lars Madsen, który w podobnych okolicznościach w ćwierćfinale pogrążył Islandię. Jego dwa gole pozwoliło Skandynawom w I dogrywce odrobić 2-bramkowe straty. A w kolejnym dodatkowym czasie zapewniły na krótko prowadzenie (31:30).  Nic to trzykrotnym brązowym medalistom mistrzostw Europy w końcowym rachunku nie pomogło. Polacy niesamowicie umotywowani, słaniając się na nogach, generowali dodatkowe pokłady sił. Celował w tym zwłaszcza kapitan zespołu Grzegorz Tkaczyk, który więcej godzin w przedzień i w dniu meczu spędził leżąc chory w łóżku niż na treningu.

Trzecim takim okresem był początek II połowy drugiej dogrywki. Rywale, skupieni na naszych gwiazdach, zapomnieli o Michale Jurackim. Jego dwa trafienia, poparte "wkrętką" Tkaczyka, dały nam przewagę 34:31. Tego nie można było już roztrwonić. Stało się. Gramy w Wielkim Finale z Niemcami. Podopieczni Heinera Branda w turnieju przegrali tylko raz – z Polską. Czekamy na powtórkę.                   

Polska – Dania 36:33 (30:30, 26:26, 15:14)

POLSKA: Szmal, Weiner – K.Lijewski 1, Kuchczyński 1, Jachlewski 1, Tkaczyk 6, Bielecki 8, Wleklak 1, B.Jurecki 3, Jurasik 5, M.Jurecki 3, Kuptel, Tłuczyński 3, M.Lijewski 4. Kary 10 min. Czerwona kartka: M.Lijewski. Trener: B.Wenta.

DANIA: Hvidt, Henriksen – Boesen 7, Leegaard 4, Jorgensen, Jensen 1, Christiansen 7, Madsen 3, Knudsen 3, Stryger 5, Oechlser, Boldsen 3. Kary 12 min. Trener: U. Wilbek.

Sędziowali: Breto/Huelin (obaj Hiszpania). Widzów 12 500.