Strona główna | ZPRP | Mariusz Jurasik liczy na polski doping w Niemczech

Mariusz Jurasik liczy na polski doping w Niemczech

 

Powrót Mariusza Jurasika do reprezentacji Polski, po ponad rocznej przerwie, był bardzo udany. Zdobywając 24 bramki był najskuteczniejszym zawodnikiem białoczerwonych podczas Lauritz Knudsen Cup rozegranego w Danii.

Trochę czasu minęło zanim ponownie zagrałeś w reprezentacji?
– Po raz ostatni grałem w kadrze w 2005 r., to był turniej w Poznaniu. W ub.r byłem powoływany, ale na przeszkodzie stawały problemy z barkiem.

Od Twojej poprzedniego pobytu w reprezentacji pojawiło się w niej kilka nowych twarzy.

– Nie ma to dla mnie żadnego problem. Ci młodsi chłopcy, których wcześniej nie znałem, w Danii przekonałem się, że są to wartościowi gracze. Jestem pewien, że są to najlepsi w tej chwili zawodnicy, którzy grają w polskiej lidze. Tych co znam, to wszyscy grają za granicą.

A kto z tych nowych wywarł na Tobie największe wrażenie?

– Michał Jurecki, skrzydłowi Jachlewski i Tłuczyński. Tomka znam jeszcze z czasów, gdy grałem w Budeslidze 2. Wiedziałem, że musi trafić do kadry, tylko to było kwestią czasu kiedy, jeżeli będzie grał na takim poziomie, jak do tej pory. Każdy z tych młodych zawodników wnosi coś pozytywnego do zespołu. Nie ma co specjalnie nikogo wyróżniać. Na pewno nam się przydadzą.

Tomek Tłuczyński ma szansę zagrać w Budeslidze 1?

– Myślę, że spokojnie dałby sobie tam radę. Tu dużo zależy od szczęścia i umiejętności. To drugie już ma. Nie rozmawiałem z nim prywatnie czy chciałby tam zagrać? Myślę, że jakby otrzymał dobrą ofertę, to by z niej skorzystał.

W Danii byłeś naszym najskuteczniejszym zawodnikiem. Czy czujesz się liderem drużyny, przynajmniej jeśli chodzi o ten element gry?

– Nie czuję się liderem. Zawsze byłem bramkostrzelnym zawodnikiem. Trochę obawiałem się tego turnieju, bo grałem na pozycji prawego skrzydła. Kiedyś występowałem dokładnie w tym miejscu na boisku, ale to było 5-6 lat temu. W klubie gram wyłącznie na prawym rozegraniu. Moje obawy były za wczesne. Nie ma co jednak wpadać w euforię, bo do mistrzostw jest jeszcze daleko. Na pewno chciałbym taką formę przynajmniej podtrzymać lub jak się uda poprawić.

Dużo bramek rzucaliście, ale też dużo traciliście. Tak było choćby w meczu z Islandią (40).

– Z Islandią to było chyba nasz najgorsze spotkanie w turnieju pod względem obrony. Defensywa nie funkcjonowała taka jak trzeba. Mieliśmy dużo problemów szczególnie w strefie środkowej. Do MŚ jest ponad dwa tygodnie. Zrobimy wszystko, aby te dziury pozaklejać.

Jakie nastawienie masz przed MŚ?

– Zawsze bojowe. Mogę od siebie powiedzieć, ale też w imieniu chłopaków, że będziemy walczyć i zrobimy wszystko, aby nie tylko wyjść z grupy, ale później zrobić jakiś konkretny wynik.

Wcześniej jest turniej w Hiszpanii. Zagracie z jednym z rywali grupowych. Wiesz o tym?

– Teraz dowiaduję się, że będzie to Brazylia. Nic bliżej na temat tej drużyny nie wiem. Kiedyś graliśmy na MŚ w Portugalii z Brazylią. Tamten mecz wygraliśmy dosyć łatwo. Słyszałem, że piłka ręczna w Brazylii poszła do przodu i nie jest to już słaby przeciwnik. Poziom naszej dyscyplina nie tylko w Europie, ale i na świecie się wyrównał. Kiedyś 4-8 lat temu były to słabe drużyny. Można było z nimi wygrywać 12 golami. Te czasy się już skończyły. Z każdym przeciwnikiem na MŚ będzie się trudno grało. Trenerzy mają zapis wideo z ich meczów, ale my jeszcze tego nie oglądaliśmy.

Do Polski docierały sygnały, że zostałeś trochę poturbowany przez rywali?

– To jest taki kontaktowy sport. Grałem dwa pełne spotkania plus połowę z Islandią. Można było powiedzieć, że bardzo dużo grałem. Po tych spotkaniach jakbym powiedział, że mnie nic nie boli, to byłbym chyba nienormalny. Dzisiaj czuję się bardzo dobrze, na nic nie narzekam.

Mistrzostwa odbędą się w Niemczech, gdzie mieszka dużo Polaków. Dużo rodaków wybiera się z kraju na tę imprezę. To chyba dobrze, że będziecie mogli liczyć na doping.

– Mamy nadzieję, że zwłaszcza na grupowy mecz przeciwko reprezentacji Niemiec przyjdzie bardzo dużo naszych rodaków. I będziemy się czuli nie jak w Niemczech, ale jak w Polsce.

Marek Skorupski