To były emocje do samego końca, a do happy-endu zabrakło naprawdę niewiele. W drugiej połowie meczu 4. kolejki Ligi Mistrzów Industria Kielce była lepszym zespołem, ale nie udało się jej odwrócić losów spotkania i pokonać One Veszprem. We własnej hali Madziarzy wygrali wynikiem 35:33 (21:15).
One Veszprem – Industria Kielce 35:33 (21:15)
One Veszprem: Corrales 9/39, Appelgren 1/4 – Remili 9, Descat 8, Martinović 5, Mesilhy 5, Marguc 4, Zein 2, Thiagus Petrus 1, Elisson, Ligatvari, Cindrić, Lenne, Pechmalbec, Molnar.
Industria Kielce: Morawski 2/11, Cordalija 7/33 – Jarosiewicz 8, Vlah 5, Karalek 4, Sićko 3, Moryto 3, A. Dujshebaev 2, Kounkoud 2, Maqueda 2, Kaddah 2, D. Dujshebaev 1, Nahi 1, Olejniczak, Rogulski, Monar.
Spotkanie One Veszprem z Industrią Kielce w czwartej kolejce EHF Ligi Mistrzów zostało wybrane przez EHF Meczem Tygodnia. Od początku meczu zespół trenera Talanta Dujshebaeva nie pozwalał się rozpędzić faworyzowanym Węgrom. W ataku Industrii wiele zależało od Szymona Sićki i Arkadiusza Moryty, którzy zdobyli pierwsze cztery bramki, a rozgrywający „zarobił” jeszcze dwuminutową karę dla Thiagusa Petrusa, który podczas interwencji obronnej założył mu koszulkę na głowę.
Od pierwszych minut w bramce żółto-biało-niebieskich oglądaliśmy Bekira Cordaliję, który przez blisko dziewięć minut nie zanotował skutecznej interwencji i został zmieniony przez Adama Morawskiego. W pierwszej sytuacji pokonał go Gasper Marguc i było to pierwsze dwubramkowe prowadzenie One Veszprem w tym meczu – 7:5.
Kielczanie w ataku chcieli grać długo, dokładnie, do tzw. pewnej piłki. Gospodarze jeden z takich ataków wytrzymali i doprowadzili do tego, że Aleks Vlah musiał już rzucać, a wtedy skuteczną interwencją popisał się Rodrigo Corrales. W bardzo szybkiej odpowiedzi zespół trenera Xaviera Pascuala podwyższył prowadzenie na trzy bramki. Stratę do dwóch „oczek” zmniejszył wracający do gry po czerwcowej operacji barku Dylan Nahi. Jego występ na Węgrzech był pod znakiem zapytania, ale wydaje się, że jest już w pełni sił, by brać udział w meczach EHF Ligi Mistrzów. Do składu wrócili też Vlah (złamany nos) oraz Artsem Karalek (zawieszenie za faul w Lizbonie). Białorusin jest ważnym ogniwem zarówno w ataku, jak i obronie, a w 19. minucie pokazał swoje umiejętności na kole, gdy w bardzo trudnej sytuacji chwycił piłkę i wywalczył rzut karny, który na gola zamienił Piotr Jarosiewicz (10:12).
Siła rażenia w ofensywie zespołu węgierskiego była imponująca. I to mimo braku na boisku byłego rozgrywającego kieleckiego klubu, Luki Cindricia. Bramki z drugiej linii oraz z szóstego metra zdobywali kolejno Elderaa, Ali Zein czy wreszcie Nedim Remili. Francuz, kolejny eks-kielczanin, w pierwszych trzydziestu minutach miał na koncie siedem trafień (na 11 prób). Tymczasem na 17:12 dla swojego zespołu trafił z karnego Hugo Descat, choć Bekir Cordalija był naprawdę bliski skutecznej interwencji. Na około 40 sekund przed syreną kończącą pierwszą połowę bramkę zdobył jeszcze Mesilhy. W odpowiedzi do pozycji rzutowej doszedł Benoit Kounkoud, ale nie pokonał Corralesa i w efekcie One Veszprem wygrywało 21:15.
W pierwszej połowie kieleccy bramkarze obronili łącznie trzy rzuty – Morawski dwa i Cordalija jeden. Po drugiej stronie było siedem skutecznych interwencji – sześć Corralesa i jedna Mikela Appelgrena (obronił rzut karny Piotra Jarosiewicza). Trzeba zwrócić uwagę, że Hiszpan, który w przeszłości grał w ORLEN Wiśle Płock, bronił w ważnych momentach i nie pozwolił żółto-biało-niebieskim się rozpędzać.
Po przerwie od dobrej akcji rozpoczęli Szymon Sićko i Artsem Karalek, a obrotowy znów popisał się efektownym rzutem i „zza siebie” pokonał Corralesa. W 37. minucie na trzy bramki stratę zmniejszył Jorge Maqueda, który zdobył dwie bramki z rzędu – jedną po kontrze, a drugą po rzucie z drugiej linii. Gospodarze nie pozwalali jednak Industrii zbliżyć się bardziej, a na domiar złego Węgrzy kapitalnie grali w obronie. Widać to było choćby w 42. minucie, gdy Veszprem grało w osłabieniu, a gospodarze i tak rewelacyjnie się przesuwali i nie pozwalali dograć kielczanom na czystą pozycję. Bramkę Industrii (Karalek na 24:27) udało się zdobyć dopiero po faulu.
Bramkę kontaktową zdobył natomiast Piotr Jarosiewicz (26:27), kiedy kielczanie wykorzystali, że gospodarze grali bez bramkarza i udało się wyłuskać piłkę oraz zamienić ją na bardzo ważnego gola. Wtedy zaczęły się prawdziwe emocje! Bekir Cordalija obronił rzut Remilego, ale pomylił się Alex Dujshebaev i znów zrobiło się trzybramkowe prowadzenie dla One Veszprem.
Dobrymi interwencjami wykazał się Bekir Cordalija (pięć obron w drugiej odsłonie), a pięć minut przed końcową syreną o czas poprosił trener Talant Dujshebaev. Czy kielczanie będą w stanie odrobić trzy bramki? Żółto-biało-niebiescy kibice wierzyli, że tak, a ich nadzieję zwiększył Kounkoud, który ze skrzydła pokonał Corralesa. Rzut na bramkę kontaktową w kolejnej akcji oddawał Jorge Maqueda, ale trafił tylko w słupek…
Na dwie i pół minuty przed końcem kibice w Veszprem Arena dostali jeszcze większą dawkę emocji. Hugo Descat po rękach Cordaliji pokonał go z karnego, a po drugiej stronie boiska „siódemkę” wywalczył Vlah (skutecznie rzucił Jarosiewicz). Na 66 sekund przed końcem Polak znów stanął naprzeciw Corralesa i zdobył 33. bramkę dla Industrii. Kielecki zespół w tym momencie tracił jednego gola, ale piłkę mieli gospodarze i o czas poprosił trener Xavi Pascual.
Jego zawodnicy stracili piłkę w ataku, kielczanie wyprowadził długie podanie, które przechwycił jednak Ivan Martinovic, ale został podcięty przez Theo Monara. Sędziowie skorzystali z wideoweryfikacji i odesłali Francuza na ławkę kar. Przy piłce zostali gospodarze, a Gasper Marguc ustalił wynik meczu na 35:33.
W następnej kolejce, w środę 15 października, Industria Kielce w Hali Legionów zagra w Hali Legionów z HBC Nantes. Początek tego meczu o godz. 20.45.
źródło: kielcehandball.pl







