Strona główna | EHF Euro 2016 | Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Mika Urbaniak

Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Mika Urbaniak

 

Jest jednym z ambasadorów EURO2016, śpiewa oficjalny hymn mistrzostw Europy, a przede wszystkim jest niesamowitą i wszechstronną artystką. Mika Urbaniak, wokalistka inna niż wszystkie, opowiada o początkach swojej kariery, o tym jaki musi być artysta, by przetrwać w biznesie muzycznym, a przede wszystkim o singlu „Come play with us”, współpracy oraz organizacji mistrzostw.

Na początek muszę zapytać, jak rozpoczęła się Pani przygoda z muzyką, pomijając oczywiście uwarunkowania genetyczne?

Pierwsze wspomnienia związane z muzyką to teledyski Michaela Jacksona. Oglądałam je, tańczyłam
i śpiewałam do nich. Właściwie to była moja pierwsza muzyczna miłość, a miałam wtedy 6-7 lat. Piosenki Jacksona robiły na mnie ogromne wrażenie i otworzyły mój zachwyt nad muzyką. Potem
w wieku 11 lat zaczęłam pisać swoje pierwsze teksty, wtedy też powiedziałam mamie, że chciałabym również grać na pianinie i właśnie tak to wszystko się rozpoczęło.

Rodzice, Michał Urbaniak i Urszula Dudziak, obydwoje bardzo zdolni artyści, mieli duży wpływ na Pani karierę?

Przede wszystkim zawsze wspierali we mnie wolność i bycie sobą. Nie wtrącali w to, co i jak mam robić. Nie mówili, że mam iść w ich ślady. My byłyśmy bardzo wolnymi dziećmi i mogłyśmy wyznaczać swoje ścieżki. Rodzice zarazili mnie miłością do muzyki i życia artystycznego. Dużo się nauczyłam obserwując ich od małego w trasach, na koncertach.

Ale to, co chciała Pani robić w życiu, było jasne czy pojawiły się jakieś inne marzenia, plany?

Muzyka była dość naturalnym wyborem, bo zawsze to kochałam i robiłam. Już lata później, jak poznałam biznes muzyczny trochę lepiej, przyszły takie momenty, w których zainteresowałam się innymi aspektami życia. Studiowałam psychologię, uczyłam się w francuskiego, gdy mieszkałam na Martynice, ale mimo wszystko cały czas dużo śpiewałam. Podchodziłam sceptycznie do samego biznesu, ale nigdy do muzyki. Ona zawsze gdzieś we mnie zwyciężała i mimo różnych zainteresowań to ona mnie porywała i wracałam do niej.

Wszystko to miało miejsce w Stanach, więc skąd pojawił się pomysł, by przyjechać do Polski?

To był eksperyment! (śmiech) Chciałam zobaczyć jak tu jest i przyznaję, że wciągnęło mnie to. Europa bardzo mi się podoba i lubię to, że można tak szybko polecieć do innego kraju, zobaczyć inną kulturę. Poza tym Europa ma bardzo rozległą i bogatą historię. W Stanach też jest mnóstwo rzeczy, które lubię, wracam do Nowego Jorku z przyjemnością, ale obecnie mieszkam w Londynie, wraz
z chłopakiem (Victorem Davisem – brytyjskim kompozytorem i artystą, współtwórcą utworu „Come play with us” – przyp. red.), a do Polski przylatuję, kiedy uczestniczę w jakichś projektach.

Słucha Pani czasem polskich artystów? Tych młodych zwłaszcza, których pojawia się w Polsce coraz więcej?

Czasami tak, ale to bardziej przypadkowo, gdy akurat leci coś w radiu. Bardziej znam artystów, którzy tworzą już od dłuższego czasu. Na świecie jest mnóstwo talentów, a ja zawsze szukam artystów, którzy mają w sobie dużo oryginalności, a tacy nie zawsze są promowani. Bardzo lubię unikalność
i ludzi mających swoją historię, niesamowite głosy jak Amy Winehouse. Lubię artystów, którzy mają w sobie odwagę, by być sobą.

Co jest najtrudniejsze w byciu artystą?

Wszystko! (śmiech). Trudno wybrać jedną rzecz. Powiedziałabym, że najtrudniej jest być silnym i nie pozwalać na to, by zewnętrzne czynniki i ludzie wpływali na to, co chcemy robić. Biznes muzyczny,
a samo tworzenie muzyki są zarazem różne i połączone. Człowiek musi być silny i walczyć, by nie pozwolić biznesowi wpłynąć znacząco na twórczość. Trzeba wiedzieć, co się robi, wierzyć w to i nie pozwolić, by cokolwiek to zniszczyło. Nie dać niczemu i nikomu wpłynąć na to, kim się jest i co się robi.

Dwa, zdawałoby się odmienne, światy, muzyczny i sportowy, mają ze sobą coś wspólnego? Jak Pani sądzi?

Więcej niż się wydaje. Przede wszystkim dążenie do celu i skupienie na tym, co się robi, są bardzo podobne w obu tych dziedzinach. Oczywiście trening. Artysta również musi trenować i pracować nad sobą, podobnie jak sportowiec. Powiedziałabym, że jest to także związane z byciem showmanem, bo po treningu przychodzi czas na występ i pokazanie swoich umiejętności przed tłumem ludzi. Oni grają nie tylko dla siebie, ale i dla ludzi. Do tego potrzeba ogromnej siły i charyzmy.

To były te bardziej muzyczne kwestie, więc przejdźmy do tych sportowych. Miała Pani wcześniej jakieś doświadczenia z takimi wydarzeniami jak mistrzostwa?

Nie, akurat nie. To jest mój pierwszy raz, a w niedzielę po raz pierwszy uczestniczyłam w meczu i było to bardzo ekscytujące, ciekawe i nowe przeżycie. Kocham doświadczać cały czas czegoś nowego, poznawać nowych ludzi, inne branże. Dla mnie to wielka przygoda i ogromnym przeżyciem była premiera hymnu mistrzostw przed niedzielnym finałem turnieju w Gdańsku. To jest wspaniałe uczucie. Ogromny zaszczyt dla mnie. Jestem niezwykle szczęśliwa i czuję się naprawdę wyróżniona, że to właśnie „Come Play With Us” dostąpił tego zaszczytu. Bardzo pozytywne emocje, podbudowujące
i cudowne.

W jaki sposób powstał hymn EURO 2016?

Komponowaliśmy razem: mój ojciec ze swoim zespołem Urbanator oraz ja i Victor Davis. Łączyliśmy swoje style i wyobrażenia. Aby coś powstało z serca, trzeba się w ten klimat wczuć. Wiadomo, że piosenka musiała zawierać takie punkty jak: zabawa, Polska, drużyna. Wszystkie elementy mistrzostw, jak maskotka High Five i hasło „Feel the emotions”, muszą ze sobą współgrać, dlatego też myśleliśmy o tych motywach pisząc tekst. Piosenka również musi pasować, więc przy pisaniu utworu kierowaliśmy się tym, że powinien być porywający, energiczny i pozytywny.

Podczas mistrzostw w piłce nożnej piosenki Shakiry, „Waka-waka” czy „Dare”, podbijały listy przebojów. „Come play with us” ma szansę stać się jednym z takim hitów?

Trudno powiedzieć, bo biznes muzyczny jest nieprzewidywalny, jest trochę jak loteria. Nie przywiązuję do tego takiej wagi, chociaż wierzę w ten kawałek. Nie stworzyłabym go, gdybym nie wierzyła. Myślę, że jest fajnie zrobiony, dobrze brzmi i sporo ludzi pewnie go pokocha. Można powiedzieć, że ma potencjał, ale ja się skupiam głównie na tworzeniu i to mi sprawia przyjemność. Zanim ten utwór zrobi „karierę”, powinien dać dużo radości i zabawy kibicom w hali oraz powinien ponieść drużynę do zwycięstwa.

Na co dzień tworzy pani trochę inny rodzaj muzyki. Ciężko było się przestawić?

Nie, gdyż trochę tak jest, że z jazzem jestem kojarzona głównie przez rodziców. Tak naprawdę żadna
z moich płyt nie jest jazzowa, chociaż to prawda, że odnoszę się w wielu utworach do jazzu. To wychodzi szczególnie podczas koncertów, bo tam lubię improwizować, bawić się i być wolną na scenie. Tworzę muzykę popową, ubraną w różne style – bluesowy, swingowy, ale wszystko w formie popowej. Czuję się dobrze w różnych klimatach. Nie lubię się ograniczać do jednego stylu, a hymn mistrzostw mogę wyrazić również standardem jazzowym. Można to porównać do używana różnych farb podczas malowania.

Czyli można powiedzieć, że jest pani muzykiem wszechstronnym?

Moje pojęcie muzyki jest bardzo szerokie. Kocham dobrą muzykę, kocham muzykę, którą czuję. Która wyzwala we mnie emocje. Odnajduję się w różnych stylach.

Była Pani w Gdańsku na turnieju, widziała Pani przedsmak mistrzostw. Co może Pani powiedzieć
o organizacji? Wpłynie to na wizerunek Polski zagranicą?

Organizatorzy świetnie się w tym odnajdują, wiedzą co robią i robią to dobrze. Przede wszystkim będzie niesamowita zabawa. Oczywiście, że wpływa to na wizerunek Polski. Wszystko, co się tu zrobi, będzie miało oddźwięk w innych krajach.

Mistrzostwa skończą się w styczniu, a jakie są Pani plany na przyszłość?

Szykujemy teraz następną płytę, przygotowujemy również trasę po Europie i Azji z poprzednią płytą. Zawitamy do Japonii. Na pewno dużo będziemy podróżować w przyszłym roku i oczywiście promować nową płytę, która wyjdzie prawdopodobnie na wiosnę.

Rozmawiała: Monika Litwin