Strona główna | EHF Euro 2016 | Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Piotr Kupicha

Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Piotr Kupicha

 

PIOTR KUPICHA: Chłopaki, w zespole siła!

Tylko 50 dni zostało do EHF EURO 2016 w Polsce, a w związku z tym już niedługo przeżyjemy kolejne sportowe emocje za sprawą polskiej reprezentacji. Katowicki Ambasador, lider zespołu Feel, Piotr Kupicha ma kilka planów związanych z ME, zapowiada również, że będzie oglądał i wspierał drużyny. Od muzyka dowiedzieliśmy się trochę o jego pasji, o tworzeniu oraz o jego związkach ze sportem.

Monika Litwin: Na początek zapytam o Pana początki, kiedy zaczął Pan grać i komponować?

Piotr Kupicha: Była w tym ogromna rola rodziców, którzy kupili mi gitarę i to nadało jakoś kierunek temu, co robię do dzisiaj. To był takie pierwszy zryw, z resztą na początku byłem gitarzystą, a dopiero potem wokalistą, a ta pasja tworzyła się przez lata i została do dnia dzisiejszego.

Ale uczył się Pan gdzieś tego fachu, chodził Pan na lekcje gry na gitarze?

Byłem całkowitym samoukiem. Jedyne co robiłem, to kupowałem kasety video z twórczością Grzegorza Skawińskiego, świetnie rozpoznawanego z O.N.A czy zespołu Kombi, czy też Jacka Polaka. Można powiedzieć takich polskich wyjadaczy artystycznych. Oglądałem partie solowe na tych nagraniach, nawijałem, przewijałem te taśmy, aż je popsułem. W okresie mniej więcej 16, 17 lat po szkole siadałem z gitarą i spokojnie 8 godzin spędzałem na graniu.

Co Pana tak pociągało czy pociąga w muzyce?

Muzyka jest czymś obecnym w duszy. To samo czują malarze czy inni artyści, którzy coś tworzą. Muzycy lubią przebywać ze swoimi różnymi nastrojami duszy, można tak to nazwać. To mnie najbardziej pociąga. Gra słów przy pisaniu piosenek, melodia, która wpływa na moją wrażliwość. Kiedy udało mi się coś stworzyć i byłem z tego zadowolony, to moja wrażliwość była zaspokojona, spełniona. Muzyka ma na mnie pozytywny wpływ.

Jak wygląda zatem ten proces twórczy, pisanie tekstów?

Sam taki „proces” odbywa się w moim przypadku poprzez gitarę i czystą głową. Nie potrafię tak jak Keith Richards (gitarzysta zespołu The Rolling Stones – przyp. red.), który żeby napisać „Angie” musiał przejść sześć odwyków. Mi potrzeba czystego, normalnego stanu ducha, wręcz domowego, żeby tworzyć. Potrafię przenosić na papier pewne twory swojej wyobraźni, jest to coś co „mam w sobie”, można powiedzieć. A potem staram się bronić tego na koncertach.

Skąd wziął się pomysł utworzenia zespołu Feel i zostanie liderem grupy?

Ja już grałem od 1999 roku w zespole Sound City, potem przerodził się on w grupę Sami. W 2000 roku zaczęliśmy odnosić pierwsze sukcesy, stworzyliśmy piosenkę lata 2000 („Zakręć mnie” – przyp. red.), która została naprawdę fajnie przyjęta. Wtedy zdobyłem taką bazę, doświadczenie, przeżyłem pierwsze duże umowy wydawnicze, a krok dalej postanowiłem śpiewać, grać i być frontmanem. Trzeba zauważyć tę różnicę między liderem, a byciem muzykiem. Nabierałem pewności siebie, żeby to wszystko robić, stać z przodu i „brać ludzi za uszy”, bawić się.

Zespół Feel jest grupą grającą głównie pop, ale natrafiłam na singiel „Poczuj to”, który trochę zmienia klimat. Skąd zrodziła się ta zmiana?

Chyba to chwilowe przeobrażenie wynikało właśnie z popu, w którym jesteśmy osadzeni. My się kompletnie tego nie wstydzimy, że jesteśmy zespołem popowym, komercyjnym. Gramy muzykę, która wypływa z nas i jest w miarę lekką. Oczywiście single są najbardziej przemyślanymi utworami, które mają trafiać w gusta ludzi. „Poczuj to” był wypadkową wytwórni, która zaproponowała nam stylistykę trochę klubową, elektroniczną. My, ludzie urodzeni w końcówce lat 70, jesteśmy wychowani jednak na zwykłych gitarach i perkusji. Dla nas ta stylistyka była trochę obca, ale szukamy też kolejnych rozwiązań, żeby być blisko publiczności i grać. Myślę, że to są poszukiwania, których podejmuje się każdy artysta, a nawet człowiek. Nie wolno osiadać na laurach, ale trzeba szukać czegoś nowego.

Niedawno wyszła piosenka „Twoje włosy rozwiał wiatr”, co się z tym wiąże? Jakie są dalsze plany zespołu Feel?

To jest pierwszy zwiastun tego, co pojawi się w 2016 roku. Wtedy będzie 10-lecie zespołu, w co sami do końca nie wierzymy, że tak zleciało. Pierwszy koncert zagraliśmy w 2006 roku w hotelu Jachranka, jak dobrze pamiętam. Za rok pojawi się z tej okazji płyta „Feel – the best”, czyli najlepsze numery grupy, ale w wersji koncertowej, czyli będzie mocna gitara, mocna perkusja i wokal, bo ja też potrafię zaryczeć. To będzie również ukłon w stronę fanów, którzy o taką płytę prosili.

Proszę powiedzieć czy ciężko żyje się artyście w Polsce? Ciężko jest się wybić?

Tak, wybić się jest bardzo ciężko, ale jak już się wejdzie na ten pułap, na scenę to potem już żyje się na naprawdę dobrym poziomie. Oczywiście temu trzeba pomóc, bo znam mnóstwo przypadków osób, nie tylko ze świata muzyki, ale też sportu, które zarobiły miliony, a straciły trzy razy tyle. To wszystko zależy od człowieka. Jeżeli ktoś na wstępie kupuje willę z basenem i Bentleya, to na pewno nie robi tego racjonalnie.

Zatem jakie cechy powinna posiadać osoba, która chce się odnaleźć w showbiznesie?

Myślę, że trzeba być trochę stanowczym, trochę pokory też się przydaje. Trzeba wierzyć w swoje możliwości, ale bardzo ważna jest dobra podstawa, czyli rodzina i rodzice, bo oni mają na nas największy wpływ. Zawsze powtarzam, że to, co pokazujemy w dorosłym życiu, w znacznej mierze wynieśliśmy z dzieciństwa, czyli z tego jak nas rodzice wychowali. Jeżeli przeżyliśmy coś patologicznego, później wychodzą nasze słabości. Oczywiście pewnie niektóre z takich przeżyć tworzą naszą wrażliwość, ale w dorosłym życiu nie kończą się najlepiej. Na szczęście nie sądzę, żeby mi to groziło, także w tym miejscu muszę bardzo serdecznie podziękować swoim rodzicom.

Myśli Pan, że te wszystkie cechy, które Pan wymienił czy kwestia wpływu najbliższych, mają swoje odniesienie również w sporcie?

Pewnie, że tak. W sporcie też jest to ważne, ale z jedną różnicą. Nad sportowcami czuwa cały sztab psychologów i trenerów, a artysta musi mieć to w sobie, tę siłę. Tak jak kiedyś powiedział Adam Małysz, na początku śpiewał piosenki Arki Noego przed skokami, a potem zajęli się nim szkoleniowcy i zrobili to tak dobrze, żeby swoje słabości potrafił przezwyciężyć. Ale w efekcie to wszystko się łączy zarówno w muzyce, jak i w sporcie, talent plus ludzie, których spotyka się na swojej drodze.

Przechodząc na te tematy sportowe, został Pan ambasadorem EURO 2016, ale jakie ma Pan powiązania ze sportem?

Mam determinację w dążeniu do celu, pasję, którą popieram ciężką pracą, staram się zdobywać szczyty dosłownie i w przenośni, czyli to jest jakiś wspólny mianownik ze sportowcami. Wierzę w swój sukces, ale również wierzę w sukces naszych zawodników. W to, że będą złoci.

Uprawiał Pan jakiś sport?

Jasne! Uprawiałem szermierkę, biegałem, do tego grałem trochę w hokeja. Potem już zupełnie dla siebie jeździłem na rowerze po górach. Bardzo przyjemnie się jeździło.

A jeśli chodzi o związki z piłką ręczną? Interesuje się Pan, ogląda Pan mecze naszej reprezentacji?

Tak, ale na pewno nie tak bardzo jak mój ojciec (śmiech). Głównie tata, ale właśnie dzięki niemu sam wkręciłem się w ten sport. Wszyscy oglądaliśmy ostatnie zawody i pamiętamy, jaki ogromny sukces odnieśli nasi szczypiorniści w Katarze na mistrzostwach świata w styczniu tego roku. To niesamowite jak wspaniale udało im się przeskoczyć takie potęgi jak na przykład Hiszpania. Był to najwyższy poziom emocjonalny (śmiech).

Czyli tutaj w Polsce pokażą jeszcze więcej niż to 3. miejsce w Katarze?

Bardzo bym chciał. Przede wszystkim, żeby byli w świetnej formie i dobrych relacjach ze sobą i z trenerami. Żeby na tych mistrzostwach złapali trochę zabawy, a myślę, że jak to wszystko zafunkcjonuje to sukces sam przyjdzie.

Pan jest Ambasadorem w Katowicach, EURO to spora szansa na promocję miasta i regionu?

Katowice są miastem kultowym. Spodek, w którym odbywać się będą mecze, nie potrzebuje większej reklamy. Rozwój w Katowicach jest ogromny, infrastruktura jest na bardzo wysokim poziomie. Dlatego nie wolno utożsamiać Katowic tylko z kopalniami. Ten przemysł dalej funkcjonuje, ale rozwinęło się wiele innych rzeczy. Ja miałem wybór czy mieszkać w Warszawie, czy właśnie tutaj w stolicy Górnego Śląska i bez wahania wybrałem Katowice. Ze względy na drogi, na rozwój, na możliwości jakie oferuje to miasto. Chciałbym przekazać ludziom, że Katowice się rozwijają, stwarzają możliwości, a dużo osób świetnie się tutaj czuje nie tylko z tego względu, ale też z powodu ludzi. Nie zjeżdża się cała Polska, nie ma tego przemieszania jak w innych wielkich aglomeracjach.

Jako Ambasador, co chciałby Pan zrobić w Katowicach? Pojawi się Pan na meczach?

Oczywiście. Bierzemy busa zespołowego i jeździmy (śmiech). Dla mnie bycie ambasadorem to ogromne wyróżnienie ze strony miasta, władz. Na pewno będę wspierał drużyny, w Spodku chciałbym utworzyć taką mobilną, okrągłą scenę na trybunach, żeby dla kibiców zagrać parę dobrych dźwięków. Emocje meczowe podrasować jeszcze muzyką na żywo. Pomogę najlepiej jak umiem, czyli muzycznie.

Będzie Pan wspierał drużyny, a polską ekipę jaki słowami by Pan wsparł?

Chłopaki, wiecie najlepiej, że w zespole siła. Rozmawiajcie ze sobą, bądźcie dla siebie życzliwi, słuchajcie się i zdobywajcie dla nas medale.

Rozmawiała: Monika Litwin