Strona główna | EHF Euro 2016 | Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Dariusz Michalczewski

Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Dariusz Michalczewski

 

Dariusz Michalczewski: Ręczna to najbrutalniejszy sport zespołowy jaki istnieje

Urodził się w Gdańsku, ale musiał wyjechać za granicę, by móc rozwijać swój talent. Ciężka praca, silna psychika i zapał przyniosły tytuły Mistrza Świata federacji WBO, WBA i IBF w kategorii półciężkiej. Mowa o Darku Michalczewskim, światowej klasy bokserze i Ambasadorze EHF EURO 2016 w Gdańsku, który w rozmowie z nami powiedział kilka słów o boksie, o swoim najtrudniejszym przeciwniku oraz oczywiście o piłce ręcznej.

2015.11.08 GDANSK ERGO ARENA PILKA RECZNA HANDBALL TURNIEJ TOWARZYSKI PILKI RECZNEJ W GDANSKU MECZ POLSKA - HISZPANIA POLAND - SPAIN N/Z AMBASADORZY EURO 2016 W GDANSKU DARIUSZ MICHALCZEWSKI FOTO NORBERT BARCZYK / PRESSFOCUS

Monika Litwin: Nie sposób nie zacząć od ostatnich wydarzeń bokserskiego świata. Vladimir Kliczko przegrał walkę o mistrzostwo świata z Tysonem Fury. To jest znak nowej ery?

Dariusz Michalczewski: Nie, niestety to nie jest nowa era. Po tej walce widać, że boks jest w ciężkim kryzysie, ponieważ zawodnik, niedoświadczony, którego nikt właściwie nie zna, wygrywa z kimś takim jak Vladimir Kliczko. Właściwie ośmiesza Ukraińca i po dwunastorundowym pojedynku pięknie śpiewa piosenkę, nawet bez zadyszki. Przez to potwierdza się fakt, że boks przeżywa wielki kryzys. Proszę spojrzeć, że kiedyś, gdy mówiło się waga ciężka, to od razu przed oczami stawały nazwiska jak: Michael Murray, Holyfield, Tyson czy Lennox Lewis, a dzisiaj? Mamy Kliczkę, teraz jest ten Tyson Fury i kto jeszcze? Może Tomek Adamek i David Haye do tego. Bardzo słabo jest z boksem na chwilę obecną.

Prawdę mówiąc nie lubię bokserów, którzy zachowują się tak jak Fury, podchodząc do walki niepoważnie. Skąd się bierze takie zachowanie?

Ja także tego nie lubię i nie pochwalam, bo to nie jest do końca sportowe zachowanie, nie jest fair, ale trzeba pamiętać, że liczy się skuteczność. W boksie nie zwraca się uwagi na to, kto jakie miny robi, jak wygląda i skacze, ale ważne jest zadawanie ciosów, a Fury wyprowadził ich zdecydowanie więcej.

Faktycznie walkę wygrał sprawiedliwie. Mówi się o potencjalnym rewanżu, myśli Pan, że jest cień szansy, że Kliczko wróci na ten bokserski tron?

W wadze ciężkiej zawsze szansa jest większa niż w każdej innej, ale patrząc po tej walce nie sądzę, żeby Vladimir się podźwignął. Słabo to widzę, bowiem Fury dostał trochę wiatru w żagle, zebrał trochę doświadczenia w tym pojedynku. Trzeba pamiętać, że to nie była walka z jednym kończącym ciosem, co w wadze ciężkiej zdarza się dość często, ale to było ośmieszenie mistrza. Wygrał z Kliczką na punkty, wygrał trochę takim brzydkim cwaniactwem, którego nie lubię. Vladimir wyglądał jakby się przestraszył, nie robił nic, mało atakował. Nawet nie spróbował wyprowadzać więcej ciosów, mimo że z pewnością zdawał sobie sprawę, że przegrywa na punkty. W takiej sytuacji można postawić wszystko na jedną kartę, zaryzykować, a on tego nie zrobił.

Właśnie to mnie zastanawia, dlaczego nawet nie spróbował? Nie był odpowiednio przygotowany?

To jest tylko moje przypuszczenie, moja ocena, ale być może na Vladimira zadziałała ta gierka Fury’ego. Może się przestraszył tego całego gadania i pajacowania rywala? Nie wolno nam zapominać, że Kliczko przez wiele, wiele lat był najlepszy, co na pewno kosztowało go sporo wyrzeczeń. Także nie jest już najmłodszy. Ale nie mam pojęcia, mogę tylko „gdybać”.

Pan trochę podobnie do braci Kliczko, otrzymał niemiecki paszport, swoją karierę rozwijał za zachodnią granicą. Dlaczego bokserzy wybierają właśnie ten kierunek?

To prawda, aczkolwiek ja byłem uciekinierem, a Kliczkowie do Niemiec przyjechali z managerem, na zawodowy kontrakt i stało za nimi całe państwo. Mieli łatwiej niż ja, który zjawiłem się tam z jedną torbą i miałem 1300 marek w kieszeni. Oni od razu ruszyli w wielką karierę, a ja musiałem sobie ślady przetrzeć. W Niemczech były naprawdę dobre warunki do trenowania, tu w Polsce niekoniecznie. Musiałem to zrobić, by móc się rozwijać.

Ale właściwie jak już tam Pan dotarł, to Pana kariera bardzo szybko skoczyła w górę. W 1991 podpisał Pan pierwszy kontrakt, a rok później zdobył mistrzostwo Niemiec, chwilę potem mistrzostwo świata IBF, a w ’94 WBO. Co umożliwiło taki szybki sukces?

Niemcy i warunki jakie mi zaoferowali. Przede wszystkim bardzo szybko dostałem paszport i mogłem wystąpić w reprezentacji Niemiec na mistrzostwach Europy. Tam się pokazałem i wybiłem, dzięki temu podpisałem też kontrakt zawodowy. Skorzystałem z możliwości, jakie państwo niemieckie dawało. Nie było problemu z dostaniem dokumentów. Miałem papiery, miałem rodzinę, która wcześniej tam wyemigrowała, tak że wszystko poszło bardzo szybko.

Jakby Pan spogląda w przeszłość, to z kim walczyło się Panu najciężej?

W 2002 roku z Richardem Hallem. Boksowałem wtedy znów pod Polską flagą w Braunschweigu. To była bardzo ciężka walka. Bardzo mocno od niego dostałem wtedy, rozbił mi twarz, pamiętam, że ledwo na oczy widziałem, ale w dziesiątej rundzie udało mi się go znokautować.

Co w boksie liczy się najbardziej? Zadawanie ciosów?

Psychika. Jak w każdej dziedzinie życia. Człowiek słaby psychicznie nie jest w stanie zadawać żadnych ciosów, jest usztywniony i zdenerwowany. Trzeba umieć kontrolować emocje, bo gdy się nie umie ich opanować jest się słabym człowiekiem.

Odchodząc od Pana kariery, ale zostając przy Panu, warto wspomnieć o fundacji „Równe szanse”. Skąd pomysł na taką organizację charytatywną?

W 2003 roku założyliśmy ją z kolegą, partnerem biznesowym. Zaczęli się zgłaszać do nas ludzie potrzebujący z różnych środowisk. Na początku było to bardzo chaotyczne, teraz już mamy swój kierunek. Ja pomagam młodym sportowcom, takim jakim ja sam byłem. Mi też kiedyś ktoś pomógł, dostawałem wtedy takie pseudo stypendium. W ten sposób mogę się odwdzięczyć.

Fundacja to nie jedyna sprawa, w którą się Pan angażuje. Ostatnio został Pan po raz drugi już Ambasadorem wielkiego sportowego wydarzenia. Wcześniej było to piłkarskie EURO 2012, a tym razem EHF EURO 2016 w piłce ręcznej.

Fajnie, że mogę brać w tym udział. Moi starsi koledzy z Gdańska też w tym uczestniczą: Waszkiewicz, Wenta a to byli wielcy sportowcy, na których kiedyś się wzorowałem. Poza tym, będąc bokserem mam kontakt z mediami, a zatem mam sporą okazję do reklamowania ręcznej w Polsce.

Ostatnio w Gdańsku polska reprezentacja grała turniej towarzyski, ale trener Biegler nie miał do dyspozycji wielu zawodników z podstawowego składu. To dobrze, że przed taką imprezą sprawdza się tych młodych czy to raczej podstawowy skład powinien trenować?

Zawsze jest dobrze szkolić młodą krew, trochę ich doświadczyć. Dać szansę, by się uczyli i zgrywali ze sobą. Taki turniej to jest dobra okazja, by dać im okazję do gry. Ci młodzi nie mają jeszcze takiego doświadczenia, dla nich to jest wszystko nowe, a grając nie mają nic do stracenia. Świeżość jest zawsze potrzebna.

Polska ma w grupie mistrza Europy i zarazem mistrza świata, Francję. To dobrze czy źle od razu mierzyć się z tak silnym rywalem?

Trudno powiedzieć, z jednej strony chyba dobrze, a z drugiej może i źle. Może lepiej mieć to za sobą wcześniej, a może właśnie dobrze by było spotkać się z Francją później. Nie jestem ekspertem, więc ciężko powiedzieć. W każdym razie jak chce się być mistrzem Europy to trzeba wygrywać z każdym.

Co jest dla polskich reprezentantów najważniejsze w chwili obecnej?

Jak dla mnie to, żeby na fundamencie tej starej gwardii, tej której era już trochę przemija, powstał nowy, dobry zespół. Trochę tak jak Niemcy, którzy nałapali młodego narybku i rozwijają ich w perspektywie przyszłości. Potrzeba, żeby ktoś przejął stery.

Polacy zagrają w Krakowie, a do Gdańska przyjadą ekipy z Danii, Węgier, Rosji i Czarnogóry. Której z tych drużyn jest Pan ciekaw najbardziej?

Myślę, że Czarnogóry jestem ciekawy. Chociaż Duńczycy przecież też są świetni. Naprawdę dobre zespoły będziemy gościć na Pomorzu. Podejrzewam, że w hali będzie komplet, nawet bez obecności naszej kadry. Piłka ręczna jest tu popularna, a taki turniej z pewnością przyciągnie tłumy.

Jako Ambasador, co powiedziałby Pan tym kibicom, którzy nie są do końca pewni dlaczego warto przyjść na mecze i oglądać piłkę ręczną na najwyższym poziomie?

Powiedziałbym, że to jest najbardziej brutalny sport zespołowy jaki istnieje. Ręczna jest bardzo spektakularna, tam na każdym meczu lecą wióry, a piłkarze ręczni to wspaniali atleci. Dla mnie to są prawdziwi faceci, drwale. Dynamika, precyzja, technika, walka, to wszystko sprawia, że ten sport ogląda się z zapartym tchem.

Rozmawiała: Monika Litwin