Strona główna | Igrzyska Olimpijskie | Moim talizmanem jest Michał Jurecki

Moim talizmanem jest Michał Jurecki

 

Najważniejsze jest to, aby trenerzy traktowali zawodników nie jak maszyny, ale jak normalnych ludzi – mówi w wywiadzie dla miesięcznika „Handball Polska” Tałant Dujszebajew, selekcjoner Biało-czerwonych.

2016.04.10 Gdansk Pilka Reczna Turniej kwalifikacyjny pilkarzy recznych do IO w Rio de Janeiro Polska - Tunezja N/z Talant Dujszebajew Dujshebaev Michal Jurecki Foto Piotr Matusewicz / PressFocus 2016.04.10 Gdansk Handball Olympic Qualification Tournament Poland - Tunisia Talant Dujszebajew Dujshebaev Michal Jurecki Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus


Jakim turniejem dla reprezentacji Polski będą igrzyska olimpijskie? Na co pan liczy?

Mamy doświadczony zespół z zawodnikami, którzy wiedzą co to jest grać na wielkich imprezach. Wielu z nich było na olimpiadzie w Pekinie w roku 2008. Mam nadzieję, że będziemy dobrze przygotowani do walki. Nie chciałbym, aby moi podopieczni myśleli o medalu czy awansie do półfinału. Zależy mi na tym, aby wyłącznie myśleli o każdym najbliższym meczu. To jest najważniejsze. Te igrzyska uważam za najtrudniejsze w historii. Nie będzie ani jednego łatwego meczu. Kibice powinni zrozumieć, że poziom piłki ręcznej w ostatnich 20-25 latach bardzo się podniósł. Jeszcze w latach 90. XX wieku zdarzały się na igrzyskach gry ze słabymi zespołami takimi jak Brazylia, Argentyna, Australia czy Stany Zjednoczone. W każdej grupie zazwyczaj były dwa łatwiejsze spotkania.  Nie chcę skupiać się na tym co może się zdarzyć. Uważam, że w naszej grupie każdy może zająć miejsca 1-4, czyli te, które zapewnią awans do ćwierćfinałów. To jest na razie nasz cel. W drugiej grupie liderami będą drużyny Francji, Danii, Chorwacji i Kataru. One przeważnie grają w półfinałach i finałach najważniejszych imprez światowych. A przecież nie możemy zapominać o Tunezji, która też poważnie myśli o awansie. Musimy skupić się na sobie, a nie na tym z kim przyjdzie nam ewentualnie grać w kolejnych fazach turnieju i walczyć, walczyć.

Zdobył pan trzy medale olimpijskie. Jak wykorzysta pan to doświadczenie prowadząc reprezentację Polski w Rio?
W sumie zagrałem w czterech igrzyskach. Baron Pierre de Coubertin powtarzał, że liczy się udział w tej imprezie. My nie jedziemy tam, aby tylko się pokazać. Chcemy zaprezentować się z jak najlepszej strony. Zrobimy wszystko, aby zawodnicy byli dobrze przygotowani mentalnie i fizycznie. Wiadomo, że zwłaszcza dla młodych chłopaków to wielka atrakcja móc codziennie zobaczyć w wiosce olimpijskiej znanych sportowców. Chcę jednak, abyśmy skupiali się na sobie, na treningach. To powinien być dla nas normalny turniej, jak na wielkich imprezach.

Czy odczuwa pan presję kibiców, środowiska, które oczekuje medalu olimpijskiego?
Co to jest presja? Co będzie, gdy zdobędziemy lub nie medal? Presję mogą odczuwać ludzie żyjący w Iraku i Syrii, gdzie toczy się wojna. Dla nas to jest marzenie. Nie spodobała mi się krytyka po porażce z Holandią. Ludzie powinni zrozumieć, że to była inwestycja w młodych chłopaków, aby mogli dłużej pograć. W pewnym momencie po przerwie prowadziliśmy już przecież 20:14. Meczu nie było w telewizji i sędziowie gwizdali to, co chcieli. Ten zdobyty bagaż doświadczeń przez tych młodych jest najważniejszy. Chciałbym, aby ludzie patrzyli na to trochę z innej strony. Jak nie zdobędziemy medalu, to co się stanie?

Życie będzie toczyło się dalej…
…właśnie. To powtarzam moim zawodnikom. Chciałbym, aby oni zmienili mentalność. Aby nie bali się popełnić błędu. To jest najważniejsze. Chciałbym, abyśmy jako drużyna pojechali na igrzyska z marzeniem, a nie z presją. Wtedy będziemy mieli znacznie więcej szans. Jestem wręcz pewien, że wtedy nasze zadanie okaże się łatwiejsze.

Trzy medale olimpijskie jako zawodnik i teraz sukces w roli trenera z Vive Tauron w Lidze Mistrzów. Czy uważa się pan za szczęściarza?
Zawsze dobrze jest mieć szczęście po swojej stronie. W Kolonii w finale przegrywaliśmy już dziewięcioma bramkami. To świadczy, że w Kielcach mamy liderów, którzy pociągnęli zespół. Tacy jak Reichmann, Zorman, Lijewski, Aguinagalde, Jachlewski i Szmal. Naszym celem nie było wygranie Ligi Mistrzów, ale gra w Final Four. To jest najważniejsze. Dopiero awans do najlepszej czwórki Europy pozwala marzyć o końcowym sukcesie. Możemy tak awansować dziesięć razy i triumfować raz może dwa lub w ogóle. Ale właśnie ta stabilizacja, gra co roku wśród najlepszych jest głównym celem. Aby zawsze grać w półfinałach mistrzostw Europy i świata, musimy mieć dużo czasu na wspólną pracę. Musimy wiedzieć jaki mamy materiał, jaka czeka nas przyszłość. Na dziś mamy superzawodników, doświadczonych, którzy powoli będą kończyć kariery. Muszę maksymalnie to wykorzystać.

Ma pan jakiś talizman?
Moim talizmanem jest Michał Jurecki.

Czy grupy turnieju olimpijskiego są podobne pod względem wartości poszczególnych zespołów?
Mniej więcej tak. Każdy ma swoją opinię na ten temat.

Z optymizmem podchodzi pan do turnieju olimpijskiego. Każdy najbliższy mecz jest do wygrania…
Oczywiście. Z Brazylią i Niemcami możemy wygrać? Możemy. Możemy przegrać? Owszem. Potem to samo czeka nas z Egiptem. Pamiętajmy, że to mistrz Afryki, który w finale tej imprezy pokonał Tunezję. 75 procent składu zespołu gra w klubie El-Zamalek, gdzie codziennie reprezentanci kraju trenują. To niewygodny przeciwnik. Szacunek wobec Szwecji, Słowenii. My sami sobie stwarzamy presję. Doskonale znam presję, gdyż gram od 16 roku życia, a piłką ręczną zajmuję się już 32 lata. Wiele ważnych meczów wygrałem, wiele też przegrałem. I żyję. Mam drużynę, mam pracę, w Rio na pewno będziemy walczyć.

Marek Skorupski

Cały wywiad w „Handball Polska” nr 110