Strona główna | Europejskie Puchary | LM: Veszprem lepsze w końcówce. Vive zagra o 3. miejsce

LM: Veszprem lepsze w końcówce. Vive zagra o 3. miejsce

 

W półfinałowym starciu Velux EHF Ligi Mistrzów PGE Vive Kielce uległo w Kolonii Telekomowi Veszprem 30:33. Polacy szansę na zwycięstwo utrzymywali do ostatnich minut, nie do zatrzymania był jednak Petar Nenadić, który z dwunastoma bramkami na swoim koncie przesądził o zwycięstwie węgierskiego zespołu.

Fot. Paweł Andrachiewicz / PressFocus

Mecz tysiąca podtekstów

Temperatura spotkania wysoka była jeszcze przed pierwszym gwizdkiem arbitrów. Wszyscy wciąż mieli w pamięci historyczny finał Ligi Mistrzów z 2016 roku, kiedy złoto z Kolonii przywieźli kielczanie, choć Veszprem na kwadrans przed końcem spotkania prowadziło dziewięcioma bramkami. W sobotę Węgrom nadarzyła się okazja do rewanżu, a żądza zwycięstwa nad Balatonem była ogromna, bo tytuł Ligi Mistrzów to jedyne, czego brakuje Veszprem w klubowej gablocie.

Vive też miało z Madziarami rachunki do wyrównania: w tym roku obie ekipy mierzyły się już dwukrotnie i w obu przypadkach górą było Veszprem. Do tego gdy Vive trzy lata temu wygrywało Ligę Mistrzów, to węgierską siatkę dziurawił Manuel Strlek. Teraz stanął naprzeciw byłym kolegom. Podobną drogę po sezonie obierze Vladimir Cupara. Zanim przeniesie się jednak na Węgry, spróbował zatrzymać przyszłych pracodawców. Na 60 minut świat się zatrzymał. Liczyło się tylko tu  i teraz.

Uczeń i mistrz

A tam trenerski pojedynek stoczyć mieli uczeń i mistrz: Talant Dujszebajew i David Davis, którzy trzy razy wspólnie wygrywali Ligę Mistrzów w barwach Ciudad Real. Raz jako koledzy z boiska, dwukrotnie Dujszebajew medal odbierał już jako trener. Dla Davisa obecny sezon w Veszprem to pierwsza praca w roli samodzielnego trenera klubowego. Do Final Four doszedł więc w pierwszej próbie. – Dobry uczeń musi umieć pokonać nauczyciela – śmiał się przed meczem.

Szkoleniowiec Vive od  początku półfinału chciał zaskoczyć młodszego kolegę agresywną obroną 5-1 z wysuniętym Blażem Jancem i „szybkim środkiem”, który konsekwentnie realizowali kielczanie. Rywale nic nie robili sobie jednak z zagrywek mistrzów Polski: świetne zawody w bramce rozgrywał Arpad Sterbik i to jego koledzy zdobywali łatwe bramki. Hiszpan pierwszy raz wyciągał piłkę z siatki dopiero w 6. minucie, kiedy pokonał go Alex Dujszebajew. Węgrzy mieli już wówczas cztery trafienia na koncie (4:1, 6. min.). Pierwsze rozdanie dla Davida Davisa.

Nerwy na wodzy

Dwadzieścia tysięcy kibiców na trybunach musiało zrobić wrażenie na o wiele młodszej i mniej doświadczonej ekipie z Kielc. Problemem kielczan była nieskuteczność. Mylili się bowiem i doświadczeni, i debiutanci: karnego nie wykorzystał Blaż Janc, z kontry spudłował Mateusz Jachlewski, a na kole nie radził sobie borykający się z kontuzją Julen Aguinagalde. Kompletnie niewidoczny był Luka Cindrić.

Sygnał do ataku dali za to: Władysław Kulesz, który bombą z II linii zmniejszył straty do dwóch bramek (7:5, 15. min.), Marko Mamić, czyli zdobywca bramki kontaktowej (8:7, 21. min.) i ten, który doprowadził do remisu – Arkadiusz Moryto (8:8, 23. min.). Kilkanaście sekund później Angel Perez wyprowadził kielczan na pierwsze prowadzenie w meczu, które po chwili podwyższył Alex Dujszebajew (10:8, 25 min.). Mistrzowie Polski opanowali nerwy i to oni zaczęli rozdawać karty. Do przerwy obowiązywał jednak status quo (13:13) i utrzymywał się aż do trafienia Blaza Blagotinseka, który pozwolił Węgrom ponownie odskoczyć na dwie bramki (17:15, 35. min).

Pusta bramka

Vive szybko odrobiło straty, do remisu doprowadził Artsem Karalek (38. min.). Po chwili z talii Davida Davisa przedwcześnie ubyła jednak kolejna ważna karta. Kolejna, bo jeszcze w pierwszej połowie po zderzeniu z Marko Mamicem parkiet opuścił Arpad Sterbik, którego godnie w bramce zastąpił Roland Mikler. Teraz czerwoną kartkę obejrzał za to Blagotinsek, szef obrony Madziarów.

Kielczanie nie potrafili wykorzystać ubytków w węgierskiej defensywie. Ci zaś swój licznik poprawiali w najprostszy z możliwych sposobów. Kiedy mistrzowie Polski grali w osłabieniu, dzięki trzem bramkom z rzędu zdobytym rzutem przez całe boisko do pustej bramki w ciągu kilkudziesięciu sekund osiągnęli najwyższe w meczu prowadzenie (22:18, 43. min). Był to punkt zwrotny spotkania. W trudnej chwili obudził się Luka Cindrić, ale po drugiej stronie szalał już…

Petar Nenadić.

Serb w ostatnim kwadransie ciągnął za uszy swoją drużynę, zdobył dwanaście bramek, i to dzięki niemu Veszprem utrzymywało przewagę. Mniejsi, zwinniejsi rozgrywający Vive z każdą akcją zaczęli co prawda sprawiać potężnie zbudowanej węgierskiej defensywie coraz więcej kłopotów, w czym prym wiedli najskuteczniejszy w obozie kielczan Alex Dujszebajew (6 bramek) i Luka Cindrić (5). Na szalone akcje porywał się też Blaż Janc. Po jednej z nich zdobył bramkę kontaktową (28:27, 53. min.).

Niestety, na więcej Veszprem nie pozwoliło. Duet Lekai-Nenadić załatwił sprawę. Ten pierwszy rozstrzygnął mecz trafieniem na 32:28 w 59. minucie. Kosmetyka wyniku przez Arkadiusza Morto i ostateczny rezultat to wygrana Veszprem trzema trafieniami.

Liga Mistrzów / Final Four / 1. półfinał:

TELEKOM VESZPREM – PGE VIVE KIELCE 33:30 (13:13)

VESZPREM: Sterbik, Mikler – Manaskov, Ilić 1, Tonnesen 2, Gajić 5, Nilsson, Nagy 3, Marguc, Strlek 4, Terzic, Blagotinsek 2, Nenadić 12, Mahe, Mackovsek, Lekai 4

VIVE: Cupara, Ivić – Bis, Dujszebajew 6, Aguinagalde, Jachlewski 1, Janc 4, Lijewski, Jurkiewicz 1, Kulesz 3, Moryto 2, Mamić 2, Cindrić 5, Fernandez Perez 1, Karalek 5.

Sędziowali: Slave Nikolov i Gjorgji Nachevski (Macedonia).