Strona główna | Europejskie Puchary | LM: Przełamanie PGE VIVE

LM: Przełamanie PGE VIVE

 

Po bardzo emocjonującym spotkaniu PGE VIVE pokonało Mieszkow w Brześciu 31:27 (15:9). Kielczanie zwycięstwo zapewnili sobie dopiero w ostatnich minutach starcia, mimo że prowadzili przez cały dystans gry.

fot. PressFocus

Po dwóch porażkach z rzędu (z FC Porto oraz Montpellier HB), PGE VIVE Kielce na wyjazdowy mecz do Brześcia jechało z jasną misją przełamania złej passy. Kielczanie zdążyli już bowiem spaść na 6. miejsce w grupowej tabeli. Ich kolejnym przeciwnikiem była czająca się za ich plecami drużyna Mieszkowa Brześć, która w przypadku zwycięstwa także wyprzedziłaby mistrzów Polski.

Musimy patrzeć na siebie, nie płakać, wstać i walczyć jak prawdziwi mężczyźni – przekonywał przed meczem trener Talant Dujszebajew. Hiszpański szkoleniowiec musiał tchnąć nowego ducha w swoją drużynę. Jego vis-a-vis, Raul Alonso, mówił zaś: – Ostatnie wyniki kielczan nie są najlepsze, ale być może po prostu nie mieli szczęścia. Jestem pewien, że Talant do meczu z nami znajdzie rozwiązania i odpowiednio przygotuje graczy do meczu. Ale sam zrobię to samo.

Kielczanie chcieli podążyć za słowami swojego trenera już od pierwszej minuty. Pod nieobecność Igora Karacica grę mistrzów Polski prowadził Mariusz Jurkiewicz. Kielczanie nadali grze bardzo wysokie tempo, czym zaskoczyli rywali. Po siedmiu minutach było 5:1 dla gości.

Świetnie w bramce spisywał się Andreas Wolff, który do końca pierwszej połowy obroni jeszcze trzy rzuty karne, powrót do skuteczności udowodni zaś będący w dołku Angel Fernandez, najskuteczniejszy w kieleckim zespole po pierwszym pół godziny (3 bramki). Zanim jednak to, na chwilę do głosu dojdą gospodarze.

Po bardzo intensywnym starcie w wykonaniu VIVE, drugie dziesięć minut należało do Mieszkowa. Kielczanie popełnili kilka prostych błędów, kilka razy pośpieszyli się z rzutem (tylko 56% skutecznych akcji do przerwy), dzięki czemu Mieszkow złapał drugi oddech i zdołał zmniejszyć straty do dwóch bramek (7:9, 20. min.).

Trener Dujszebajew musiał radzić sobie także z okrojonym składem – miał do dyspozycji tylko 13 graczy. W ten sposób długie fragmenty na parkiecie dostał m.in. Doruk Pechlivan. Szkoleniowiec robił to jednak na tyle umiejętnie, że ostatnie dziesięć minut drugiej partii kielczanie wygrali bilansem 6:2, a zaraz po przerwie osiągnęli najwyższą w meczu, bo siedmiobramkową, przewagę (16:9, 31. min.).

Gdy wydawało się, że VIVE powoli zaczyna kontrolować spotkanie, gospodarze zanotowali serię czterech trafień z rzędu (16:13). Taka różnica utrzymywała się później przez długi okres. W tym czasie oglądaliśmy snajperski pojedynek Williama Accambray’a oraz Władysława Kulesza. Francuz dla Mieszkowa zapunktował sześć razy, Białorusin trafił siedmiokrotnie. Obaj okazali się najskuteczniejszymi graczami na parkiecie.

Status quo trwał aż do 51. min. Wtedy to gospodarzom udało się złamać granicę dwóch goli różnicy (23:25). Bramkę kontaktową zdobył za to Branko Kankaras 180 sekund później (25:26). Na parkiecie wrzało, sędziowie co rusz wyrzucali graczy na przymusowy odpoczynek.

Na szczęście kielczanie nie pozwolili na więcej rywalom. Na trafienie Kankarasa odpowiedzieli trzema golami z rzędu i w ten sposób zamknęli mecz. Ostatecznie VIVE zwyciężyło 31:27.

Liga Mistrzów / Grupa B / 5. kolejka:

MIESZKOW BRZEŚĆ – PGE VIVE KIELCE 27:31 (9:15)

MIESZKOW: Pesić, Mackiewicz 1 – Kankaras 2, Kułak 1, Szkurinskij 2, Andrejew, Jurynok 1, Accambray 6, Szumak, Baranow, Razgor 4, Selwasiuk 1, Djukić 4, Vilipau 4, Malus.

VIVE: Kornecki, Wolff – A. Dujshebaev 4, Pehlivan 2, Aguinagalde 4, Janc 4, Lijewski, Jurkiewicz 1, Kulesz 7, Moryto 4, Fernandez Perez 5, Karalek, Guillo.

Sędziowali: Vaclav Horacek oraz Jiri Novotny (obaj z Czech).