Strona główna | Europejskie Puchary | LM: Zwycięstwo VIVE na koniec roku

LM: Zwycięstwo VIVE na koniec roku

 

Mistrzowie Polski zwycięstwem zakończyli 2019 rok w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Na własnym parkiecie PGE VIVE pokonało Mieszkow Brześć 30:24 (12:11).

Mimo ubiegłotygodniowej porażki z Telekomem Veszprem (24:28), PGE VIVE Kielce pozostawało w walce o najwyższe lokaty w grupie B. Przed sobotnim meczem kielczanie zajmowali czwartą lokatę, tracąc punkt do francuskiego Montpellier oraz oraz dwa do Veszprem. Przy korzystnych wynikach innych ekip, dwa “oczka” w meczu z Mieszkowem Brześć mogły zapewnić mistrzom Polski grupowe podium na koniec 2019 roku, 10. kolejka była bowiem ostatnią przed zimową przerwą.

Rywale zaś wespół z Motorem Zaporoże okupowali ostatnie miejsce w grupie, tracąc pięć punktów do szóstego Vardaru Skopje, ostatniego miejsca premiowanego awansem. Przed tygodniem mistrzowie Białorusi spektakularnie pokonali jednak obrońców tytułu 31:22 i utrzymali minimalne szanse na awans. – Patrząc na tabelę, Mieszkow może wydawać się prostym przeciwnikiem, ale doskonale wiemy, że nie będzie łatwo. Zwłaszcza, że będzie to dla nich bardzo ważna gra pod kątem wyjścia z grupy. Ale my też mamy swój cel – mówił przed meczem drugi trener VIVE, Uros Zorman.

Goście od pierwszych minut udowadniali, że zwycięstwo z Vardarem nie było przypadkiem. Choć pierwsze dwie bramki były udziałem kielczan, kolejne cztery z rzędu zdobyli już Białorusini, co dało im prowadzenie 4:2 po dziewięciu minutach.

Obie ekipy postawiły na defensywę, co w połączeniu z bardzo dobrą dyspozycją bramkarzy – Andreasa Wolffa oraz Ivana Pesica – powodowało niski wynik. Nie mógł wstrzelić się zwłaszcza Władysław Kulesz, najskuteczniejszy w pierwszym meczu pomiędzy tymi zespołami (wówczas siedem bramek, VIVE wygrało 31:27), który do przerwy miał zapis 1 na 5.

Rywale prowadzili już 6:3 (12. min.), a zły dzień Białorusina nadrabiać próbowali partnerzy z rozegrania – Branko Vujović (3 bramki do przerwy) oraz Igor Karacić (4). Dzięki trafieniu tego pierwszego kielczanie doprowadzili do remisu (7:7), Chorwat zaś z powrotem wyprowadził gospodarzy na prowadzenie (8:7, 18. min.).

Odzyskawszy inicjatywę, mistrzowie Polski zaczęli odjeżdżać rywalom. Po serii trzech bramek z rzędu prowadzili już 11:8 (24. min.). Goście przed zmianą stron zniwelowali jednak różnicę do jednego trafienia (11:12), głównie za sprawą Pesica w bramce oraz Alexandra Shkurinskiy’ego w ofensywie (4 bramki).

Po wznowieniu gry drużyny grały gol za gol. Dość powiedzieć, że tylko miedzy 30. a 45. minutą na tablicy wyników wyświetlono aż osiem remisów! Dopiero wówczas kielczanie znów odskoczyli na dwie bramki (21:19, 47. min.). Wszystko za sprawą bramkarskich popisów Andreasa Wolffa. A to nie koniec, bo po chwili Niemiec obronił karnego i przewaga gospodarzy wzrosła już do trzech trafień (22:19). Był to decydujący moment meczu.

Od tego momentu mistrzowie Polski zaczęli bardzo szybko powiększać różnicę aż do ostatniej sekundy. Najwyższe w meczu prowadzenie VIVE osiągnęło na koniec spotkania (30:24). Nieomylny był najskuteczniejszy w meczu Blaż Janc (7/7), a po białoruskiej stronie sześć bramek zdobył William Accambray.

Liga Mistrzów / Grupa B / 10. kolejka:

PGE VIVE KIELCE – MIESZKOW BRZEŚĆ 30:24 (12:11)

VIVE: Kornecki, Wałach, Wolff – Vujović 6, Karacić 4, A. Dujshebaev 2, Pehlivan, Aginagalde 1, Janc 7, Lijewski, Jurkiewicz, Kulesz 3, Fernandez Perez, D. Dujshebaev 3, Karalek 4, Guillo.

MIESZKOW: Pesić, Mackiewicz – Kankaras, Panić 2, Szkuriński 4, Andriejew, Yurynok, Obradović, Accambray 6, Baranow, Razgor 1, Obranović 3, Selwasiuk, Djukić 5, Vailupaow 1, Malus 2.

Sędziowali: Mirza Kurtagic oraz Mattias Wetterwik (ze Szwecji)