Strona główna | Seniorzy | Paweł Genda: Wracam do Polski

Paweł Genda: Wracam do Polski

 

Czekam na propozycje. Mój kontrakt z VfL Luebeck-Schwartau wygasa w czerwcu. Z klubem w styczniu nie dogadałem się w sprawie jego przedłużenia. Teraz koncentruję się na dojściu do pełni zdrowia. Chciałbym wrócić do Polski i tu zagrać – mówi reprezentant kraju, Paweł Genda.

Żmudna rehabilitacja

Zawodnik w Niemczech przechodzi rehabilitację po drugiej w karierze kontuzji kolana, której nabawił się październiku ub.r. podczas meczu z Hiszpanią w argentyńskim turnieju Czterech Narodów. – Nie muszę zostawać zagranicą do końca kontraktu, ale skoro klub mi zapewnia rehabilitację, to nigdzie się nie spieszę – opowiada lewy rozgrywający.

Paweł Genda w reprezentacji Polski rozegrał 18 meczów, rzucił 24 bramki

Powszedni dzień Gendy wygląda w ten sposób, że na 9:30 przyjeżdża do klubu na trening siłowy. Potem do 14:00 ma masaże, mobilizację stawów i elektrostymulację. Jest pod stałą opieka klubowego trenera od przygotowania motorycznego. Po pierwszej kontuzji wrócił do gry po dziewięciu miesiącach. Dlatego teraz jest bardziej ostrożny w deklaracjach dotyczących ponownego zameldowania się na parkiecie. Tym bardziej, że w porównaniu do poprzedniego urazu – tego samego prawego kolana -(zerwania więzadeł krzyżowych) doszło uszkodzenie chrząstki.

– Na wideo porównywałem obie sytuacje, po których doznałem kontuzji. Były do siebie bardzo podobne. Bardzo prawdopodobne, że za drugim razem i tak bym sobie uszkodził kolano. Wtedy wszystkie testy wykazywały, że wróciłem do pełni zdrowia – tłumaczy.

Nie było woli porozumienia

Zawodnik w 2. Bundeslidze, wcześniej zakończonego sezonu, rozegrał siedem meczów. Początkowo grał krócej, po 5-10 minut – w obronie. Stopniowo coraz więcej czasu spędzał na boisku, także w ataku. – Trener Piotr Przybecki rozważnie wprowadzał mnie do gry. Coraz pewniej czułem się na parkiecie. Wchodziłem na wysokie obroty i niestety po raz drugi mi to się przydarzyło – przyznaje. Zawodnik wyjaśnia, że polski szkoleniowiec widział go dalej w zespole, ale organ doradczy prezesa klubu był temu przeciwny. Obie strony na początku roku uznały, że nadszedł czas rozstania.

Klub Gendy, VfL Luebeck-Schwartau, po 24. ligowych kolejkach zajmował 12.miejsce i tak też został sklasyfikowany na koniec niedokończonego sezonu. Awans odnotowały HSC 2000 Coburg i TuSEM Essen. Nikt z ligi nie spadł. W porównaniu do poprzednich dwóch lat jest zauważalna różnica, gdyż drużyna z kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn wówczas praktycznie do samego końca biła się o awans. Reprezentant Polski mówi, że przed ostatnim sezonem w klubie kwalifikacja o szczebel wyżej nie była głównym zadaniem. Zespół miał walczyć o swoje. Inna sprawa, że w kilku przypadkach VfL zanotował 1-2 bramkowe porażki w meczach, które równie dobrze mógł wygrać.

Drugim Polakiem w Luebeck-Schwartau jest Przemysław Mrozowicz (w klubie pojawił się w połowie stycznia), ale i jemu ze względu na pandemię koronawirusa nie dane było rozegrać imponującej liczby spotkań (6) w zespole. – Nie mieliśmy okazji, aby w 2.Bundeslidze razem zagrać. Widziałem go na treningu. Dobrze sobie radził. Nawet nie zdążyłem go zobaczyć w walce do punkty, gdyż do Niemiec wróciłem na początku marca, tuż przed zamknięciem granic – dodaje.

Powrót do Polski

26-letni reprezentant Polski przyznaje, że nie ma jeszcze sprecyzowanych planów odnośnie następnego pracodawcy. Przed związaniem się umową z VfL występował w MMTS Kwidzyn (2013-17). Zamierza wrócić do Polski. A na boisku planuje pojawić się na przełomie października i listopada. Utrzymuje stały kontakt z innymi naszymi kadrowiczami, zwłaszcza z tego samego rocznika. Podobnie jak koledzy decyzję Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej, o nierozgrywaniu kwalifikacji do MŚ 2021, przyjął z dużym rozgoryczeniem. – Zawsze to wspaniałe mieć możliwość zagrać w imprezie rangi mistrzostw świata. Proszę mi życzyć może nie szybkiego, ale spokojnego powrotu do zdrowia. Chciałbym, aby pech już wreszcie mnie opuścił – kończy.