Strona główna | Seniorzy | „Paczas” na kwarantannie

„Paczas” na kwarantannie

 

W dorobku ma tytuły mistrza Polski i Ukrainy, triumf w Lidze Mistrzów. Nie dane mu było jednak stanąć na podium ligi węgierskiej, choć siły Telekom Veszprem HC kibicom piłki ręcznej nie trzeba długo przedstawiać. Paweł Paczkowski do roku 2024 jest zawodnikiem kieleckiego Vive, skąd ponownie został wypożyczony. Tym razem obrał dwuletni kierunek na białoruski Mieszków Brześć.

–  Do Polski wróciłem kilka dni temu i poddałem się rygorom dwutygodniowej kwarantanny. Przebywam na letnisku w środku lasu, wśród bliskich mi osób. Jeśli chodzi o zdrowie to nic mi nie dolega. Jeszcze na Węgrzech wszyscy zawodnicy i trenerzy Veszprem, na przełomie marca i kwietnia, byli poddani dwa razy testom na COVID-19. Wszystkie próbki dały wynik negatywny – opowiada 34-krotny reprezentant Polski.

Paweł Paczkowski w biało-czerwonych barwach rozegrał 34 mecze i rzucił 75 bramek.
Fot. Norbert Barczyk / PressFocus

Na Węgrzech bez trofeum

Paczkowski nie wywalczył żadnego medalu ligi węgierskiej, gdyż wyniki sezonu, po 19. kolejkach, zostały anulowane. Dwaj faworyci do tytułu wówczas mieli identyczną liczbę punktów, choć MOL-PICK Szeged miał o jedno spotkanie rozegrane więcej. Bezpośrednią potyczkę tych drużyn wygrało Veszprem.

– Anulowanie rozgrywek na pewno było dla nas dużym rozczarowaniem, ale wszyscy przyjęliśmy je ze zrozumieniem. Sytuacja wywołana koronawirusem jest wyjątkowa. Z Veszprem do końca czerwca jestem związany rocznym kontraktem. Klub obniżył nam zarobki o 25 procent. Była opcja przedłużenia umowy o rok, ale nikt w klubie nie podjął na ten temat rozmów, ani nie uzasadnił dlaczego nie chcą dalszej współpracy. Pojawiła się dobra propozycja z Brześcia więc z niej skorzystałem – tłumaczy 27-latek.


W lidze węgierskiej Paczkowski rozegrał 8 meczów i zdobył 17 bramek. Rozegrał też jedno spotkanie (2 gole) w Pucharze Węgier. Z 14 występów Veszprem w Lidze Mistrzów, tym sezonie, w składzie pojawił się raz. Z kolei w lidze SEHA czterokrotnie był wpisywany do protokołu, z czego trzy razy zagrał (11 trafień).

Czas na Białoruś

– Na pewno na Białorusi przyda się znajomość języka rosyjskiego. Przed wyjazdem do Zaporoża (w Motorze grał w latach 2017-19 – przyp. autora) umiałem czytać i pisać w tym języku. Później zacząłem swobodnie mówić. Wiem, że w tym kraju obowiązują inne przepisy epidemiologiczne niż w pozostałej części Europy, ale uważam, że każdy z nas jest odpowiedzialny, potrafi ocenić ryzyko i podjąć w razie potrzeby środki bezpieczeństwa. Oczywiście nie mam pojęcia co przyniesie przyszłość? Co się wydarzy i jak potoczy się nowy sezon? – dodaje zawodnik, który w ostatnim czasie nie miał możliwości trenowania na siłowni.

Paczkowski w Brześciu ma stawić się 1 lipca, choć spodziewa się, że czekać go będzie kolejna kwarantanna. W Mieszkowie zespół początek zajęć ma zaplanowany na 15 lipca. Na Białorusi po Veszprem (David Davis) ponownie przyjdzie mu obcować z hiszpańska myślą szkoleniową. Rozmawiał już z trenerem Raulem Alonso, ale była to bardziej kurtuazyjna wymiana zdań. Więcej wskazówek otrzymał od klubowego trenera przygotowania fizycznego. Z nowych kolegów bliżej zna tylko Marko Panicia, który polskim kibicom dał się poznać jako gracz Azotów Puławy.

Na występ w EURO musi poczekać

Prawy rozgrywający w ub. roku przez blisko osiem miesięcy dochodził do pełnej sprawności po kontuzji spowodowanej zerwaniem więzadeł kolanowych. Na boisko wrócił w drugiej połowie listopada. To dlatego musiał odpuścić występ na styczniowych mistrzostwach Europy, w których nigdy dotąd nie zagrał. – To byłoby dla mnie zbyt duże obciążenie zważywszy na niedawny powrót do pełni zdrowia. Nie chciałem ryzykować kolejnego urazu. Oczywiście, że oglądałem wszystkie mecze Polaków w Szwecji – opowiada.

Przyznaje, że jest pozytywnie zbudowany postawą kolegów na EURO. Fachowcy nie dawali naszej drużynie zbyt dużych szans. Wielu liczyło na dobry wynik w starciu ze Szwajcarią, do 40-45 minuty wszystko było jeszcze sprawą otwartą. Nie udało, ale jego zdaniem z gry w Goeteborgu można wysnuć pozytywne wnioski. Za styl jednak w piłce ręcznej nikt nie przyznaje punktów.

– Mam ambiwalentny stosunek do decyzji EHF odwołującej kwalifikacje w mistrzostwach świata 2021. Z jednej strony jestem tym zdegustowany, że wielu drużynom odebrało się prawo walki o awans na boisku, a z drugiej rozumiem, że sprawy bezpieczeństwa i zdrowia powinny przeważać. Uważam jednak, że gdyby Francja zajęła w ME niższe niż 14. miejsce, jako ostatnie gwarantujące awans do finałów, to decyzja byłaby inna – odważnie tłumaczy.

Paczkowski dodaje, że rywale Polski w odwołanych kwalifikacjach tj. Litwa a potem Białoruś byli w zasięgu Biało-Czerwonych. – Oczywiście Litwa to też dobry zespół z kilkoma zawodnikami europejskiego formatu. Wiadomo, że Białoruś to aktualnie bardziej doświadczona od nas drużyna, ale nie ma co ukrywać, że nam po prostu „leży” i była duża szansa na awans – mówi na koniec kadrowicz, który pozostaje w stałym kontakcie z trenerem kadry, Patrykiem Romblem.