Strona główna | Europejskie Puchary | LM: Brąz dla Barcy, waleczni kielczanie poza podium

LM: Brąz dla Barcy, waleczni kielczanie poza podium

 

W meczu o brązowe medale Ligi Mistrzów nie było powtórki z półfinału, tym razem Barcelona szybko wypracowała sobie przewagę, którą pewnie utrzymała do końca spotkania (40:35). PGE Vive Kielce walczyło dzielnie, jednak zmagania w Laxness Arenie zakończyło na 4. pozycji. Barca Lassa trzecią ekipą Velux EHF Final 4.

Fot. Paweł Andrachiewicz / PressFocus

Umiejętności czy psychika?

Sobotnie porażki obu ekip miały dla nich zupełnie odmienny wymiar: Vive do Kolonii przyjechało w pozycji określanej w języku angielskim mianem „underdoga” – czyli pretendenta, to Telekom Veszprem był faworytem półfinału, który spełnił oczekiwania kibiców (33:30). Tym nie sprostała zaś wielka Barcelona, którą na Final Four – według Arona Palmarssona – interesowało „tylko zwycięstwo”. A jednak, mimo że awans do finału Hiszpanie mieli już w garści, Vardar Skopje zdołał odwrócić losy meczu (27:29). Katalończycy byli oszołomieni i bezradni. Kamil Syprzak po spotkaniu mówił o „frajerstwie”.

Sobotni przegrani na drugi dzień spotkać mieli się zatem, by wyłonić brązowego medalistę. Można było zadać sobie pytanie: wygra klasa sportowa Barcy, wszak w przekroju całego sezonu byli oni zespołem zdecydowanie najsilniejszym czy głód zwycięstwa kielczan, który w przypadku Katalończyków nie był już wcale sprawą oczywistą? Do tego Vive w Kolonii w niedzielę przegrywać nie zwykło: dwukrotnie na ich szyjach zawisł już brązowy medal, w 2016 roku wygrali wielki finał. Mistrzowie Polski chcieli utrzymać tę statystykę. – Nie wiem skąd, ale musimy jeszcze raz wykrzesać z siebie wszystko, co mamy. Chcemy zakończyć sezon z brązem – zapowiadał Artsiom Karalek.

Grad bramek

Od wakacji obie ekipy dzieliło już tylko 60 minut, taki też oglądaliśmy więc handball – radosny, ofensywny, nastawiony „na tak”. Niestety, jeśli chodzi o potencjał w ataku, Barcelona nie ma sobie obecnie równych.

Worek z bramkami rozwiązał się błyskawicznie. Po 180 gry sekundach było już 3:3. Formacje obronne nie miały za dużo do powiedzenia, a trenerzy pomysł na nie mieli bardzo podobny: tak Xavi Pascual, jak i Talant Dujszebajew postawili na system 5-1. W barwach VIVE wysuniętym zawodnikiem zawsze był Blaż Janc, Barcelona była mniej schematyczna, „podwyższając” a to pod Lukę Cindrica, Alexa Dujszebajewa czy akurat utrudniając życie Władysławowi Kuleszowi. Białorusin miał z tym największe problemy (w pierwszej połowie zanotował mizerną skuteczność 1/5).

Barca wykorzystywała zaś każdą okazję, by sama nie musieć mierzyć się z całą obroną Vive i wiele bramek (do przerwy aż 5) zdobyła z kontrataku. Po jednej z nich Victor Tomas wyprowadził Barcę na prowadzenie 8:4 (9. min.), kilka minut później podwyższył Aleix Gomez (12:7, 17 min.).

I nie zmienia się nic

Po obu stronach nie było śladu zmęczenia poprzednim meczem, tempo gry (i zdobywania bramek) pozostawało na bardzo wysokim poziomie. Tak samo niezmienna pozostawała przewaga Katalończyków. Do szatni udali się prowadząc 20:16.

Już patrząc na sam wynik, można domyślić się, że ekipa Xaviera Pascuala urządziła sobie wręcz strzelecki przegląd kadr, bo już do przerwy próby na bramkę Vive podjęła się cała meczowa 16-stka za wyjątkiem obu bramkarzy, szefa obrony – Thiagusa Petrusa i Thimotey’a Nguessana, który w składzie na mecz z mistrzami Polski zastąpił nieobecnego w niedzielę Kamila Syprzaka. Najczęściej dla Barcy przed zmianą stron trafiał Jure Dolenec (4 razy), dla Vive – Arkadiusz Moryto (5, wszystkie z rzutów karnych).

Po przerwie nadal Polak nie mylił się z siódmego metra (ostatecznie 7/8 w tym elemencie), Barcelona dalej utrzymywała mniej więcej pięć bramek zaliczki, a spotkanie po prostu dobrze się oglądało.

Byle do mety

Spotkanie do złudzenia przypominało sobotni półfinał Barcelony z Vardarem Skopje. W 37. min. Victor Tomas doprowadził do sześciobramkowej przewagi Hiszpanów (26:20). Katalończycy musieli tylko „dowieźć” zaliczkę do mety. Wtedy zaczęli się gubić. W dziesięć minut stracili 3/4 przewagi (31:29).

Co gorsza, zaraz musieli radzić sobie w potrójnym(!) osłabieniu. W kluczowym momencie „bramkę z niczego” zdobył jednak Palmarsson i po chwili wszystko wróciło do normy. Pięć minut przed końcem meczu znów prowadzili czterema trafieniami (36:32).

I tej zaliczki już nie zmarnowali, nawet mimo czerwonej kartki Petrusa.

Liga Mistrzów / Final Four / mecz o 3. miejsce:

BARCA LASSA – PGE VIVE KIELCE 40:35 (20:16)

BARCA: Perez de Vargas, Moller – Tomas 5, Entrerrios 3, Sorhaindo, Andersson 2, Arino, N’guessan, Gomez 2, Petrus, Dolenec 7/6, Mem 7, Duarte 1, Ilić 6, Palmarsson 3, Fabregas 3.

VIVE: Ivić, Cupara, Wałach – Dujszebajew 5/2, Aguinagalde, Jachlewski 1, Janc 4, Lijewski 1, Jurkiewicz, Kulesz 3, Moryto 10/8, Mamić 1, Cindrić 3, Fernandez Perez 1, Karalek 6.

Sędziowali: Duarte Santos – Ricardo Fonseca (Portugalia).