12 czerwca 2024

Wygrał Ligę Europejską i poprowadzi kadrę do sukcesu na młodzieżowym EURO? [WYWIAD]

Oskar Czertowicz, juniorski reprezentant Polski, opowiada nam o zwycięstwie w Lidze Europejskiej razem z drużyną SG Flensburg-Handewitt, zdradza kulisy wspólnych treningów z najlepszymi zawodnikami na świecie i wskazuje mecz, który zmienił oblicze kadry juniorów prowadzonej przez Mariusza Jurasika. Młody rozgrywający zapowiada także zbliżające się Mistrzostwa Europy do lat 18, które w sierpniu odbędą się w Czarnogórze. “Możemy walczyć z każdym” – przekonuje Oskar.

Choć dopiero w lutym świętował “osiemnastkę”, Oskar Czertowicz ma już za sobą debiut w seniorskiej Bundeslidze, na co dzień trenuje z najlepszym zawodnikiem w Europie w ubiegłym sezonie, a niedawno odebrał złoty medal za zwycięstwo w Lidze Europejskiej, w której rzucił dziesięć bramek dla drużyny trzykrotnych mistrzów Niemiec, SG Flensburg-Handewitt.

Do klubowej akademii “Wikingów” Oskar trafił w 2021 roku, po latach treningów w innym niemieckim klubie, HG Saarlouis, gdzie wcześniej występował także jego ojciec – Łukasz Czertowicz – były piłkarz ręczny. Z tego powodu młody Oskar wyjechał z rodziną do Niemiec, gdy miał cztery lata. Jak zapewnia, nigdy nie myślał jednak o występach w innej niż biało-czerwonej koszulce. Obecnie jest jednym z liderów reprezentacji Polski juniorów prowadzonej przez Mariusza Jurasika.

Maciej Szarek, Związek Piłki Ręcznej w Polsce: Jak to jest wygrać Ligę Europejską już na starcie poważnej przygody z piłką ręczną?

Oskar Czertowicz: Jeszcze niedawno nawet nie marzyłem o wygraniu takiego trofeum w barwach takiej drużyny! Kiedy przyjechałem do Flensburga trzy lata temu, chciałem kiedyś potrenować, a potem – być może – zagrać w barwach pierwszej drużyny SG Flensburg-Handewitt. Zwycięstwo w Lidze Europejskiej to niesamowite uczucie i bardzo się z niego cieszę. Zwłaszcza, że miałem realny wkład w końcowy sukces.

Konkretniej osiem występów i dziesięć bramek: cztery w meczu ze szwajcarskim Kadetten Schaffhausen, dwie przeciwko duńskiemu Bjerringbro Silkeborg oraz serbskiej Vojvodinie i po jednej w rewanżu z Duńczykami i w starciu z czarnogórskim HC Lovcen-Cetinje.

Nikt nie może powiedzieć, że nie zasłużyłem na medal, choć w pierwszej drużynie Flensburga wciąż występuję jako junior. Kiedy w kwietniu drużyna zdobyła trzecie miejsce w Pucharze Niemiec i graliśmy w turnieju finałowym w Kolonii, czułem się zupełnie inaczej. W Pucharze prawie nie grałem, ale w Lidze Europejskiej to już inna bajka. Na Final Four w Hamburgu pojechałem jako pełnoprawny członek pierwszego zespołu i 17 zawodnik, bo ostatnio do gry po kontuzji wrócił Kay Smits. Przez całe rozgrywki byłem z drużyną i przeżywałem mecze tak, jakbym był na boisku.

Muszę powiedzieć, że wygrana w Lidze Europejskiej znaczy dla Flensburga bardzo dużo. Mówię nie tylko o zawodnikach i trenerach, ale przede wszystkim o kibicach. Ostatnie sezony w naszym wykonaniu były słabsze, to pierwszy tytuł dla Flensburga po pięciu latach przerwy. Dlatego drużyna była bardzo zmotywowana, żeby wygrać i dać radość naszym fanom.

Nie wierzę, że nie miałeś nadziei choćby na minutowy występ w wielkim finale.

Wiesz co, jestem w takim wieku i na takim etapie kariery, że w ogóle mi to nie przeszkadza! Wiem, że wszystko dopiero przede mną. Mam szansę trenować i występować w drużynie razem z największymi gwiazdami na świecie, więc sama obecność w takim zespole i możliwość uczestniczenia w takich wydarzeniach jak Final Four Ligi Europejskiej stanowią dla mnie większą wartość niż wejście na parkiet na chwilę. Nawet w finale. Bardzo się cieszę, że mogłem przeżywać cały sezon razem z pierwszą drużyną, wystąpić w poprzednich meczach i dołożyć swoje. Jeśli w moim rozwoju wszystko pójdzie dobrze, to wierzę, że przyjdzie czas także na finał.

Jak to się w ogóle stało, że wylądowałeś we Flensburgu?

Jeszcze w 2021 roku występowałem w juniorskiej drużynie HG Saarlouis. To nieco mniejszy klub, dlatego doszedłem do momentu, w którym chciałem zmienić drużynę. Miałem wstępny kontakt z wieloma akademiami i szkółkami. Było zainteresowanie np. ze strony Rhein-Neckar Löwen. Pojechałem też na trzy dni treningów testowych do Flensburga. Widać wyszły na tyle dobrze, że chcieli mnie zatrzymać. Razem z rodzicami nie zastanawialiśmy się zbyt długo i przeprowadziliśmy się do Flensburga. Od tego czasu wszystko idzie nawet lepiej niż sobie wyobrażałem!

Nie minęły trzy lata, a zostałeś piątym Polakiem, który włożył koszulkę drużyny SG Flensburg-Handewitt. Dołączyłeś do Bogdana Wenty, Marcina Lijewskiego, Damiana Moszczyńskiego i Michała Jureckiego. Pamiętasz pierwszy trening z pierwszą drużyną?

To było w styczniu 2023 roku w trakcie mistrzostw świata. Zespół nie był kompletny, więc na trening zaproszono kilku juniorów, w tym mnie. Nie było dużego stresu, bo w zajęciach uczestniczyło tylko kilku seniorów. Zupełnie inaczej było niedługo później, kiedy wszyscy gracze wrócili do klubu. Wchodząc do jednej szatni z Jimem Gottfridssonem czy Madsem Mensahem Larsenem czułem nerwy, ale na szczęście szybko okazało się, że to naprawdę fajni ludzie! Od pierwszego dnia wszyscy potraktowali mnie jak normalnego kolegę i chcieli pomóc. Szybko dostałem też ksywkę. Na jednym z pierwszych treningów dobrze poszło mi w gierce w piłkę nożną, więc zostałem “Lewandowskim”.

Na stałe z pierwszą drużyną trenuję od poprzedniego lata, kiedy odbyłem z nią pełne przygotowania do nowego sezonu. W grudniu podpisałem profesjonalny kontrakt, ale wciąż pełnię rolę juniora i łączę występy w trzech zespołach: w pierwszej drużynie, w drugiej drużynie i w juniorach.

Udało ci się już podpatrzeć coś u takiego Gottfridssona?

Wskazówki dostaję od każdego: od bramkarzy, skrzydłowych, obrotowych i rozgrywających. Dosłownie na każdym treningu uczę się nowych rzeczy. Czasem są to kwestie, na które nigdy wcześniej nie zwracałem uwagi.

Na przykład?

Różnica poziomów na treningach juniorów i seniorów jest ogromna. Na pierwszych treningach z pierwszą drużyną nie mogłem nawet zdobyć bramki… Dopiero jeden z bramkarzy przyznał, że zawsze wiedział, gdzie będę rzucać. Wcześniej po prostu wyskakiwałem i mogłem sobie wybrać kierunek, ale teraz w bramce stali mistrzowie świata. Nauczyłem się, że muszę zdecydowanie dłużej patrzeć na bramkarza i później oddawać rzut. Trzeba obserwować bramkarza, poczekać na jego ruch i dopiero wtedy rzucić. W odwrotnej kolejności bramkarze zawsze będą mieć czas, żeby skutecznie zareagować.

Kto z pierwszej drużyny Flensburga zrobił na tobie największe wrażenie?

Simon Pytlick. Duńczyk dołączył do nas przed sezonem i od razu zrobił efekt “wow”. Z miejsca było widać, że to super gracz i wcale nie dziwie się, że ostatnio odebrał wiele nagród indywidualnych (m.in. Gracz Sezonu EHF 2022/2023, Najlepszy Lewy Rozgrywający MŚ 2023 – red.). Największe wrażenie robi jego gra w ataku: szybkość podejmowania decyzji, szybkość poruszania się i świetnie ułożona ręka.

Pytlicka do wielkiej piłki ręcznej w duńskim GOG wprowadził Nicolej Krickau, czyli obecny szkoleniowiec Flensburga. To on stoi też za pierwszymi sukcesami Mathiasa Gidsela czy Emila Jakobsena. Czuć, że Duńczyk ma rękę do młodych talentów?

Tak, trener na pewno umie pracować z młodymi graczami, ale mnie najbardziej zaimponował tym, że już po pierwszym roku pracy z nową drużyną potrafił wygrać Ligę Europejską. Jestem pod wielkim wrażeniem jego wiedzy o piłce ręcznej, o taktyce. Kiedy mieliśmy pierwsze wspólne analizy wideo, byłem w szoku, na jakie rzeczy można zwracać uwagę. To może być jeden z najlepszych trenerów na świecie.

Dużo mówiliśmy o Lidze Europejskiej, ale za tobą także debiut w seniorskiej Bundeslidze. Na liczniku cztery występy, ale wciąż czekasz na pierwszego gola.

Zgadza się. Zadebiutowałem w meczu ostatniej kolejki poprzedniego sezonu przeciwko Rhein-Neckar Löwen, ale bramki jeszcze nie rzuciłem. Trener chce dawać mi szansę, kiedy prowadzimy, na boisku jest nieco spokojniej i mogę zagrać z mniejszym stresem. Moja pozycja jest bardzo odpowiedzialna, bo gram na środku rozegrania. W Bundeslidze bardzo trudno o taką sytuację, bo tu naprawdę każdy może wygrać z każdym. Od czasu do czasu pojawiam się w składzie, ale wciąż czekam na prawdziwą szansę. W Lidze Europejskiej łatwiej było trenerowi o wpuszczenie mnie do gry. Pierwsze mecze w dorosłej drużynie były dla mnie dużym przeżyciem. Nagle na trybunach nie było 200 osób, ale kilka tysięcy. Stres był, ale widziałem, że wszyscy chcieli mi pomóc, co poprawiało sytuację.

Wiesz już, jak będzie wyglądał twój następny sezon?

Na pewno zostaję we Flensburgu. Czeka mnie ostatni rok gry w drużynie juniorskiej. Liczę też na kolejne występy w pierwszej drużynie, ale jeszcze za wcześnie, żebym wiedział coś więcej. Będę czekał na swoje szanse, jak do tej pory.

Kiedy popatrzymy na skład juniorskiej drużyny Flensburga, roi się od znajomo brzmiących nazwisk: Jakubowski, Sekowski, Kościelski. Polskich zawodników wychowanych na obczyźnie jest więcej?

Nazwiska kolegów mogą brzmieć polsko, ale wszyscy są Niemcami i będą reprezentować ten kraj. Polskie korzenie wydaje się mieć jedynie Philipp Sekowski, którego mama pochodzi z Polski, ale on był już na zgrupowaniu reprezentacji Niemiec. Grając przeciw innymi niemieckimi drużynom juniorskim, także nie spotkałem się z Polakami.

Zdecydowaną większość handballowej edukacji odebrałeś w Niemczech. Poznałeś sekret niemieckiego systemu szkolenia, który tylko w ostatnich latach wychował złotych medalistów Mistrzostw Świata U21 w 2023 roku i brązowych medalistów EHF EURO U18 w 2023 roku?

Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, to profesjonalizm. W Niemczech od małego bardzo dużą wagę przykłada się do takich rzeczy jak organizacja rozgrywek czy zachowanie poza boiskiem. Z każdym trzeba się przywitać, a po meczu posprzątać szatnię. Taką mentalność wypracowuje się od najmłodszych lat.

Jeśli chodzi o samą piłkę ręczną, na pewno trenuje się i gra się nieco inaczej niż w Polsce. W Niemczech stawia się na bardzo szybką grę i bardzo mocne przygotowanie fizyczne. Oprócz tego, zawodnicy mają bardzo dużą swobodę w podejmowaniu decyzji i rozgrywaniu akcji.

W Polsce system wydaje się trochę inny, ale nie mówię, że gorszy. Na pewno akcje są o wiele bardziej zaplanowane i bardziej musimy trzymać się reguł ustanowionych przez trenerów. Podczas pierwszych zgrupowań w reprezentacji musiałem się mocno dopasować do bardziej hiszpańskiego stylu gry naszej kadry. Dzięki temu nauczyłem się jednak lepszej współpracy z obrotowymi, lepszej gry dwa na dwa i trochę wolniejszej gry, dlatego cieszę się, że mogłem spotkać się z nieco innym systemem, który pozwolił mi się rozwinąć.

Biorąc pod uwagę czas spędzony w Niemczech, nigdy nie miałeś chwili zawahania co do wyboru reprezentacji narodowej?

Nie. Moja rodzina pochodzi z Polski i odkąd byłem mały, zawsze mówiłem, że jeśli będę piłkarzem ręcznym, to będę grał dla Polski. Jestem szczęśliwy, że mogę występować w reprezentacji juniorów i mam nadzieję, że będzie tak dalej.

W sierpniu czekają was Mistrzostwa Europy do lat 18 w Czarnogórze. Losowanie nie ułatwiło sprawy – w fazie grupowej zagracie kolejno z Niemcami, Francją i Macedonią Północną.

Na takim turnieju nie można było spodziewać się łatwej grupy, ale jeżeli będziemy dobrze walczyć i zostawimy serce na parkiecie, wierzę, że będziemy mieli swoje szanse, żeby z niej wyjść. Uważam, że mamy dobrą kadrę, duży potencjał i wszystko zależy od nas. Mecz z Niemcami na pewno będzie dla mnie wyjątkowy, bo bardzo dobrze znam większość rywali. Niektórzy także mają już za sobą debiut w Bundeslidze, co tylko pokazuje, jak będą mocni.

My niedawno podczas towarzyskiego turnieju w Tunezji pokonaliśmy Francję (30:29), dzięki czemu pokazaliśmy sobie, a także przeciwnikom, że umiemy grać w piłkę ręczną i będzie trzeba na nas uważać, bo możemy powtórzyć taki wynik na mistrzostwach.

Ten mecz może być dla was przełomowy? Sam rzuciłeś Francuzom jedenaście bramek, zostając najlepszym zawodnikiem meczu i królem strzelców całego turnieju.

Zaraz po losowaniu faktycznie można było pomyśleć: “o kurde, ale mamy grupę!”, ale zwycięstwo z Francją naprawdę dużo zmieniło. Udowodniliśmy sobie, że przy dobrym dniu możemy walczyć z każdym, a rywalom, że nie można nas “olać”.

Droga na mistrzostwa Europy prowadziła przez turniej eliminacyjny w Cetniewie, gdzie decydujący okazał się mecz z Izraelem (24:20). Emocji nie brakowało, ale nie było to najpiękniejsze spotkanie.

Mecz nie był idealny, ale najważniejsza była wygrana, podobnie jak w meczach z Bośnią i Hercegowiną (24:20) i Luksemburgiem (42:17). Za parę lat nikt nie będzie pamiętał, jaki był styl. Zagramy na EURO i z tego bardzo się cieszymy. To będzie nie tylko fajne przeżycie dla nas wszystkich, ale także dobry sprawdzian, podczas którego będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony.

Ubiegłego lata wzięliście udział w Otwartych Mistrzostwach Europy w Goeteborgu. Powiedzmy uczciwie, że wyniki nie napawały optymizmem. W ośmiu meczach zanotowaliście tylko dwie wygrane, przegraliście np. z Estonią (18:25). Jeśli prawdą jest jednak, że jesteście tak dobrzy, jak wasz ostatni mecz, to w nim pokonaliście Francję, co już budzi duże uznanie. Jaką drogę przeszła reprezentacja pod wodzą Mariusza Jurasika w trakcie ostatnich 12 miesięcy?

Turniej w Szwecji zupełnie nie pokazał tego, na co nas naprawdę stać. Trudno było wracać do domu z takimi wynikami, dlatego powiedzieliśmy sobie wprost, że było bardzo źle i musimy ciężko pracować, żeby nam się to już nigdy nie powtórzyło. Myślę, że bolesne doświadczenie sprzed roku dało efekt, bo od tego czasu my i trenerzy wykonaliśmy dużą pracę. W kadrze pojawiło się wiele nowych twarzy, a trenerzy mieli czas, żeby zrobić analizę, wyciągnąć wnioski i wymyślić nowe rozwiązania. Udało im się. Dzięki temu w drużynie poprawiła się współpraca, zwiększył się poziom treningów i komunikacji z trenerami. Teraz o wiele lepiej potrafią przekazać nam swoje pomysły. W tym momencie wszystko zależy od nas. Jeśli weźmiemy te uwagi do siebie i będziemy ciężko pracować, będzie dobrze. Trenerzy nam pomagają, ale to my musimy obrócić ich pomysły w pracę i w efekt na boisku.

***

Reprezentacja Polski juniorów pod wodzą Mariusza Jurasika przygotowuje się do Mistrzostw Europy do lat 18, które w sierpniu odbędą się na terenie Czarnogóry. Jednym z ostatnich sprawdzianów dla Biało-Czerwonych będzie towarzyski dwumecz z rówieśnikami z Włoch zaplanowany na piątek i sobotę 21 i 22 czerwca w Giżycku (oba spotkania odbędą się o godz. 17.00). Transmisje na żywo z obu meczów będą dostępne na kanale Handball Polska w serwisie YouTube (TUTAJ).

SKLEP KIBICA

KOSZULKI | SZALIKI | CZAPKI | GADŻETY

Pin It on Pinterest