Strona główna | Europejskie Puchary | LM: Bitwa w Zaporożu. Remis przed rewanżem w Kielcach

LM: Bitwa w Zaporożu. Remis przed rewanżem w Kielcach

 

Ten mecz nie mógł zakończyć się innym wynikiem. Tablica 27 razy wskazywała status quo i nie dziwi, że to właśnie na nim się zatrzymała. PGE Vive Kielce zremisowało w Zaporożu z Motorem 33:33 w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Dość powiedzieć, że przez całe spotkanie żadna z ekip nie uzyskała prowadzenia wyższego niż dwie bramki. Do rewanżu dojdzie za tydzień w Kielcach.

Fot. A.Starszyński / PressFocus (archiwum)

Fot. A.Starszyński / PressFocus (archiwum)

Zaczęła się wielka gra. Stawka? Udział w czerwcowym Final Four. By stanąć jednak do walki o bilety do Kolonii, czwarta drużyna grupy A – PGE Vive Kielce, musi wcześniej rozprawić się z piątą ekipą grupy B – Motorem Zaporoże. Polsko-ukraiński bój rozpoczął dla polskich kibiców fazę TOP 16 tegorocznej Ligi Mistrzów.

Uzyskując awans z grupy, Motor Zaporoże wypełnił plan minimum na ten rok. Wszystko ponad z udziałem Ukraińców byłoby niemałą sensacją. Dla PGE Vive to natomiast początek prawdziwej walki w obecnej kampanii. Cichym celem kielczan jest oczywiście gra o tytuł w Kolonii, plan minimum to zaś udział w ćwierćfinale, w którym na zwycięzcę tej rywalizacji czeka już Paris Saint-Germain.

W związku z tym obie ekipy przystępowały do spotkania z nieco odmiennym nastawieniem. Ukraińcy, mogli, a nie musieli, co widać było w ich poczynaniach na parkiecie od pierwszych minut. Gospodarze sobotniego meczu zaczęli bowiem z wysokiego „C” i szybko wyszli na prowadzenie 3:1 (4. min.). Grali z dużą odwagą, decydując się na wrzutki czy indywidualne rozwiązania akcji. Raz wychodziło, raz nie.

Kielczanie zaś rozpoczęli o wiele spokojniej. Mając na uwadze rewanż na własnym parkiecie, postanowili wyczekać mistrzów Ukrainy i rozkręcali się powoli. Szukali bezpiecznych  rozwiązań, ale mimo wszystko z ich postawy biła pewność siebie. Pierwszy raz inicjatywę przejęli dopiero po 10 minutach, wykorzystując falującą skuteczność przeciwników (6:5). Gdy zegar wybił dwudziestą minutę, przyjezdni powiększyli przewagę do 9:7.

Grą mistrzów Polski rządził i dzielił Luka Cindrić. Wracający po kontuzji Chorwat grał ze zdwojoną siłą. Jeśli akurat nie asystował kolegom, sam decydował się na wykończenie. Przed zmianą stron udało mu się to pięciokrotnie (na pięć prób). To o tyle ważne, iż na pozycji rozgrywających kielczanie zmagają się z niemałymi problemami. Na „chorobowym” przebywają bowiem Michał Jurecki, Krzysztof Lijewski i Daniel Dujszebajew.

Po stronie Ukraińców brylował zaś Artem Kozakiewicz. Skrzydłowy w trakcie pierwszego pół godziny sześć razy pokonywał bramkarzy VIVE. Trzy razy Vladimira Cuparę z gry, trzy razy Filipa Ivica z karnych. Dzięki jego trafieniom, wynik znów wskazywał remis (10:10, 23. min) i pomimo wielu zdobytych bramek nie drgnął już do końca pierwszej partii (16:16).

Zaraz po zmianie stron gospodarze postanowili przyśpieszyć. Dzięki „szybkiemu środkowi” kilkukrotnie zaskoczyli kielczan, jednak na dłuższą metę nie przyniosło to efektu. Co prawda Motor osiągnął prowadzenie 19:17, jednak wzorem pierwszej połowy, po chwili VIVE dotrzymało kroku, zdobywając dwie kolejne bramki z rzędu.

Przed meczem mistrzowie Polski najbardziej obawiali się duetu Aidenas Malasinskas – Boris Puchowski. – Myślę, że wspólnie stanowią około 70% siły zespołu – mówił nawet trener PGE Vive, Talant Dujszebajew. O ile w pierwszej połowie obaj nie zachwycali, w drugiej połowie wzięli na siebie ciężar gry (obaj po pięć bramek). Kielecką odpowiedzią był Alex Dujszebajew (osiem trafień), który także po niemrawej pierwszej części spotkania wrzucił wyższy bieg. Siła złego na jednego, Motor dziesięć minut przed końcem znów więc odskoczył (28:26).

Choć kielczanie gonili niemal przez cały mecz, ani przez chwili nie miało się wrażenia, że rywale zaczynają im się wymykać. Tym razem znów zakończyli ucieczkę Ukraińców w zarodku (29:29, 54. min.), a cztery minuty przed końcem Alex Dujszebajew odzyskał zaś prowadzenie (31:30). Vive nie zdołało jednak dotrzeć z nim do mety, mecz zakończył się bowiem remisem.

W ekipie gospodarzy jedną bramkę zdobył Mateusz Kus, cztery razy do kieleckiej siatki trafił powołany do kadry Paweł Paczkowski. Jedyny reprezentant kraju w barwach PGE Vive – Arkadiusz Moryto – również zakończył spotkanie z czterema golami na koncie.

Rewanż odbędzie się za tydzień w Kielcach.

Liga Mistrzów / 1/8 finału / pierwszy mecz:

Motor Zaporoże – PGE Vive Kielce 33:33 (16:16)

Zaporoże: Komok, Kirejew – Malasinskas 5, Puchowski 5, Kozakiewicz 9, Doroszczuk 3, Paczkowski 4, Babiczew 3, Denysow 1, Kus 1, Kubatko 2, Szynkel, Doncow, Bujnienko, Peszewski, Soroka.

Kielce: Cupara, Ivić – A.Dujszebajew 8, Cindrić 8, Kulesz 4, Karalek 4, Moryto 4, Aguinagalde 2, Jachlewski 2, Janc 1, Jurkiewicz, Mamić, Fernandez, Bis.

Sędziowali: Brunovsky – Canda (Słowacja)