Strona główna | Europejskie Puchary | Co za bitwa w Paryżu! Mistrzowie Polski zagrają w Final 4!

Co za bitwa w Paryżu! Mistrzowie Polski zagrają w Final 4!

 

Pomimo porażki w Paryżu 26:35, PGE Vive Kielce wyeliminowało w ćwierćfinale Ligi Mistrzów Paris Saint-Germain i awansowało do turnieju finałowego najważniejszych klubowych rozgrywek! Ostatecznie Kielczanie obronili 10-bramkową zaliczkę z pierwszego meczu, choć momentami przewaga gospodarzy wynosiła już nawet 11 trafień.

Fot. Grzegorz Trzpil

Jak nie my, to kto?

Przed rewanżową rundą ćwierćfinałów Ligi Mistrzów PGE VIVE było w doskonałej sytuacji. W pierwszym meczu kielczanie pokonali Paris Saint-Germain 34:24 i do Paryża jechali broniąc największej przewagi spośród wszystkich ćwierćfinalistów.

Mistrzowie Polski przed spotkaniem zarzekali się jednak, że nad Sekwanę nie jadą tylko po to, by przegrać różnicą nie większą niż 10-bramek. – Najważniejsza jest mentalność. Będziemy przygotowani na bardzo ciężki mecz. Oni rzucą się na nas od pierwszej sekundy! – przewidywał lider VIVE, Luka Cindrić. Paryżanie jednak nie zamierzali wywiesić białej flagi i zapewniali, że mogą odrobić stratę. No bo kto, jak nie oni – pytali retorycznie. Paryski gwiazdozbiór stać przecież na niemożliwe.

Hieny zaatakowały

– Oni rzucą się na nas jak hieny! – przestrzegał przed meczem Uros Zorman. II trener PGE Vive wiedział co mówi, bo faktycznie, paryżanie od pierwszego gwizdka arbitrów narzucili szalone tempo.

Wynik spotkania otworzył Luc Abalo po szybkim trafieniu z kontry. Takich właśnie bramek kielczanie mieli unikać jak ognia. W obronie zaś, w kontraście do pierwszego spotkania, PSG zaproponowało system 5-1, wyłączając z gry reżysera poczynań kielczan – Lukę Cindrica. Raul Gonzalez swoich podopiecznych nastawił na wojnę, Francuzi od pierwszej akcji prowokowali kielczan, a kary sypały się gęsto (w trakcie pierwszego pół godziny VIVE dostało ich aż 6, PSG – 5). Po pięciu minutach gospodarze prowadzili natomiast 3:1.

W paryskiej bramce z dużą dozą szczęścia bronił Rodrigo Corrales. Jeśli akurat Hiszpan nie zderzał się z piłką, kielczanie obijali aluminium. Mikkel Hansen z rzutu karnego podwyższył prowadzenie gospodarzy do trzech trafień (4:1), Duńczyk swojemu zespołowi dał również cztery trafienia przewagi (7:3), a Luc Abalo – pięć (8:3). Po kwadransie gry połowa strat odrobiona.

(nie)skuteczny atak

Blaż Janc w 16. minucie gry przerwał trwający osiem minut ofensywny impas kielczan (8:4). Każde trafienie VIVE było okupione jednak ogromnym wysiłkiem, podczas gdy licznik PSG kolejne cyfry wbijał z o wiele mniejszym oporem. Francuzi grali zespołowo i bezkompromisowo, szukając prostych, ale maksymalnie efektywnych rozwiązań. O powodzeniu akcji kielczan często decydowały za to pojedyncze przebłyski poszczególnych zawodników.

W pierwszej połowie sukcesem nie kończyła się nawet co druga próba Vive (44%), PSG za to na bramkę zamieniało zaś trzy z czterech okazji (75%). Gospodarzom udało się całkowicie zneutralizować lidera kielczan, Lukę Cindrica – do przerwy zanotował on porażająco niską skuteczność 1/8. Gdy Nikola Karabatić dał PSG już sześć bramek przewagi (13:7, 25. Min.), Talant Dujszebajew poprosił o czas. Jeszcze przed przerwą trafił jednak po raz kolejny Uwe Genseimer (18:11).

Przeciąganie liny

Po zmianie stron zaczęło się przeciąganie liny. Ten, kto pęknie pierwszy, przegra. Gospodarze musieli odrobić jeszcze trzy bramki, pierwszą z nich już po 180 sekundach zniwelował Nedim Remili (20:12, 34. min.). Kolejne cztery minuty później Gensheimer doprowadził do dziewięciobramkowej przewagi PSG (24:15, 39. min.). Wówczas obudził się Luka Cindrić. Chorwat rzucił dla kielczan trzy bramki z rzędu i dał kolegom chwilę oddechu (24:17, 40. min.).

Zabawa trwała w najlepsze. Różnica wahała się w granicach 7-9 bramek, a Vive nie dawało za wygraną. W 47. min. gospodarze dopięli jednak swego. Wówczas to Luc Abalo zdobył dla paryżan 29 bramkę. Vive miało ich na koncie 19. Straty odrobione, ale na tę chwilę awans do Kolonii wciąż był w rękach mistrzów Polski.

„Mental”

Przed meczem fraza powtarzana jak mantra. Dziesięć minut przed końcem, gdy awans stanął już na ostrzu noża, nie umiejętności, a siła psychiczna zespołów miała zadecydować o końcowym sukcesie. Gospodarze pierwszy raz teoretyczny awans wydarli mistrzom Polski dziesięć minut przed końcem, kiedy rozgrywający niesamowite spotkanie Remili (13 trafień) dał PSG jedenaście bramek przewagi (31:20). Gra toczyła się gol za gol. Raz bilety do Kolonii trzymali gospodarze, raz goście.

Kilka minut później kielczanie zdobyli bramkę numer 24, więc teraz PSG do awansu potrzebowało już jedenaście trafień przewagi. 180 sekund przed końcem Julen Aginagalde wykorzystał rzut karny i zmniejszył przewagę gospodarzy (25:34). Był to początek fantastycznej końcówki w wykonaniu kielczan: kolejną akcję Francuzów zatrzymał Vladimir Cupara, trafił Władysław Kulesz i jasnym stało się, że to kielczanie, mimo porażki, zagrają w Final Four!

Francuzi kompletnie pogubili się w ostatnich sekundach spotkania, PGE Vive pokazało zaś charakter, dzięki któremu w pierwszych dniach czerwca zagra o triumf w Lidze Mistrzów.

Liga Mistrzów / 1/4 finału / mecz rewanżowy:

PARIS SAINT-GERMAIN –  PGE VIVE KIELCE 35:26 (18:11)

PGE Vive: Cupara – A. Dujshebaev 4, Aginagalde 2, Jachlewski, Janc 4, Lijewski, Jurkiewicz, Kulesz 4, Moryto, Mamić, Cindrić 6, Fernandez Perez 1, Karalok 3.

PSG: Corrales,Omeyer – Gensheimer 5, Stepancić, Keita, Sagosen 2, Toft Hansen 4, Remili 12, Abalo 5, Dourte, L. Karabatić, Morros, Hansen 4, N. Karabatić 2, Ekhdal du Rietz, Nahi.

PIERWSZY MECZ: 34:24 (dla PGE Vive)

WYNIK DWUMECZU: 60:59 dla PGE Vive

AWANS: PGE Vive