Strona główna | Europejskie Puchary | LM: Obrońca trofeum rozbity w Kielcach

LM: Obrońca trofeum rozbity w Kielcach

 

Po raz drugi w ciągu tygodnia mistrzowie Polski zmierzyli się z dwukrotnym triumfatorem Champions League, HC Vardarem Skopje. PGE Vive Kielce wykorzystało atut własnego boiska i tym razem zgarnęło cała pulę. Przewaga drużyny Talanta Dujszebajewa w ostatnim kwadransie była przytłaczająca. Kielczanie solidnie zapracowali na wygraną dziesięcioma bramkami.

Fot: PressFocus

Europejska Federacja Piłki Ręcznej starcie Vive – Vardar wybrała jako mecz tygodnia Ligi Mistrzów. W poprzedniej kolejce, po trzymającym w napięciu do samego końca spotkaniu,  oba zespoły podzieliły się punktami. W tabeli grupy B oba kluby, na korzyść gości ze Skopje, dzieliły dwa miejsca i zaledwie punkt. Rewanż kielczanie rozpoczęli z dużym animuszem – od szybkiego prowadzenia 2:0.

Obie drużyny nie mogły wystąpić w najsilniejszych składach ale też kibice zobaczyli rekonwalescentów.  Vive mogło skorzystać z młodszego z braci Dujszebajewów , Daniela, a wśród gości wystąpił mistrz Europy 2016, brązowy medalista olimpijski z Rio, Christian Dissinger.

Mistrzowie Macedonii również i tym razem często wprowadzali dodatkowego zawodnika w miejsce bramkarza. Po przechwytach ułatwiało to gospodarzom zdobywanie tzw. łatwych goli. Trzeba przyznać, że zawodnicy Vive w takich sytuacjach szanowali piłkę. Rzuty oddawali, mając dużą gwarancję, na poprawę rezultatu.

Tymczasem pod koniec pierwszego kwadransa przewaga mistrzów Polski dalej wynosiła nie więcej niż dwa trafienia. Co ciekawe wynikało to bardziej z dobrej dyspozycji między słupkami Andreasa Wolffa niż skuteczności jego kolegów w ataku.

Pod nieobecność kontuzjowanego Arkadiusza Moryto wykonawcą rzutów karnych był Branko Vujović, który pomylił się przy trzeciej próbie. W drugiej część pierwszej odsłony zaczęła się uwidaczniać lekka przewaga gospodarzy. Z dystansu bombardował Wlad Kulesz, z koła na zmianę żądlili Artsem Karelek i Julen Aguinagalde. Nic dziwnego, że mistrzowie Polski zdołali wypracować przewagę pięciu trafień.

Przyjezdni ani myśleli o łatwym oddaniu pola. Po kontrach kończonych przez Stojanche Stoilowa i Gleba Karalasza prowadzenie szybko stopniało. Trener gości, Eduard Kokszarow, już w pierwszej odsłonie skorzystał z aż trzech bramkarzy. Wynik do przerwy, po dobitce, ustalił Kulesz.

Po zmianie stron defensywa Vive była jeszcze trudniejsza do sforsowania. Pozwoliło to wrócić do najwyższego prowadzenia sprzed przerwy. Dobre zawody rozgrywał Igor Karacić, który znajdował sposób na wysuniętą linię obronę rywala. Kielczanie dawali sobie radę nawet w podwójnym osłabieniu. Pod własną bramką dopisywało im szczęście, a w ofensywie prezentowali bardzo przyzwoitą skuteczność. Z reguły nie mylił się Karalek. Rozluźnieni mistrzowie Polski, wysoko prowadząc, mogli pozwolić sobie na podwójną wrzutkę nad polem bramkowym. W głównych rolach wystąpili Alex Dujszebajew i Angel Fernandez, z tym, że bramkę rzucił ten pierwszy.

Wolff osiem minut przed końcem meczu zasłużenie usiadł na ławce. Jego zmiennik, Mateusz Kornecki, godnie zastąpił utytułowanego kolegę, broniąc m.in. rzut z 7 metrów Ivana Cupicia. Dwukrotni triumfatorzy Champions League tego dnia mieli zdecydowanie za mało atutów, aby zabrać do domu choć jeden punkt.

Liga Mistrzów / Grupa B / 8. kolejka:

PGE VIVE KIELCE – VC VARDAR 35:25 (17:14)
PGE VIVE: Wolff, Kornecki – Vujović 4, Karacić 6, A. Dujszebajew 3, Pehlivan 3, Aguinagalde 2, Janc 4, Lijewski, Kulesz 3, Fernandez 2, D. Dujszebajew 2, Karalek 6, Guillo.

VARDAR: Ghedbande, Kugis, Kizkij – Stoilov 5, Kukulovski, Dimitrioski, Sikosek-Pelko, Dissinger 2, Atman, Skube 6, Kalarash 2, Cupić 1, Dibirov 9, Shishkarev, Goropishin.

Sędziowali: Lars Jorum, Havard Kleven (Norwegia). Widzów: 4200.