Strona główna | Europejskie Puchary | LM: VIVE przegrało w Veszprem

LM: VIVE przegrało w Veszprem

 

Mistrzowie Polski przegrali na Węgrzech z Telekomem Veszprem 24:28, choć do przerwy prowadzili 15:13. Gospodarze w drugiej połowie zdominowali mecz.

Dziewiąta już kolejka gier mówi nam, że wchodzimy w decydującą fazę grupowych zmagań. Przecież ledwie kilka godzin wcześniej Orlen Wisła wywalczyła sobie awans do kolejnej rundy. I o ile o sam fakt promocji VIVE martwić się już nie musi, dla kielczan gra idzie o jak najlepsze rozstawienie przed fazą pucharową. W sobotę mierzyły się trzecia (Veszprem) oraz czwarta (VIVE) drużyna w grupie B. Obie ekipy miały identyczną liczbę punktów na koncie. Zwiastowało to niezwykle wyrównany i emocjonujący mecz.

Musimy zatrzymać dwa punkty w domu. To jest najważniejsze. Jak to zrobimy, nie ma znaczenia. Po prostu musimy wygrać! – mówił przed meczem rozgrywający Veszprem, Petar Nenadić. Węgrzy zapowiadali także chęć rewanżu za porażkę 33:34 w Hali Legionów sprzed kilku tygodni. – Waga tego spotkania jest bardzo duża i na pewno czeka nas trudne zadanie – uzupełniał już z kieleckiego obozu Blaż Janc.

Pierwsza połowa w Veszprem Arenie dość pewnie rozegrana została jednak pod dyktando kielczan. Gospodarze w trakcie pierwszego pół godziny prowadzili tylko raz (7:6, 12. min.). Poza tym ciągle z przodu byli goście.

Wszystko zaczęło się od dwóch bramek Artsioma Karaleka (2:0). I było to… najwyższe prowadzenie VIVE w trakcie pierwszej połowy. Choć mistrzowie Polski utrzymywali zaliczkę, nie udało im się sforsować bariery dwóch trafień, pomimo kilku okazji. Dobrze w bramce spisywał się Andreas Wolff, któremu wydatnie pomagała kielecka defensywa. Stąd tylko 13 straconych bramek do przerwy. W ataku koledzy zapunktowali natomiast 15 razy.

Węgrzy nie dawali jednak wygraną i nie pozwalali odjechać przyjezdnym. Mistrzowie Węgier grali bardzo zespołowo, przed zmianą stron aż pięciu graczy dwukrotnie wpisało się do protokołu. Wśród kielczan najczęściej trafiał wspomniany Karalek (4 razy).

Po wznowieniu gry między węgierskimi słupkami pojawił się Arpad Sterbik, który okazał się brakującym elementem w układance gospodarzy. Hiszpan bronił kontry, karne, rzuty z drugiej linii. Pięć minut po przerwie znów był więc remis (16:16), a dwie minuty później Nenadić dał Węgrom prowadzenie (18:17). Od tego momentu ekipy szły łeb w łeb.

Węgrzy wyższy bieg wrzucili dopiero kwadrans przed końcem, kiedy pierwszy raz w spotkaniu wyszli na dwie bramki przewagi (22:20). VIVE zupełnie zacięło się w ataku, mistrzowie Polski nie rzucili bramki przez przeszło dziesięć minut. W tym czasie gospodarze zapunktowali cztery razy i ich przewaga sięgnęła już pięciu bramek (26:21, 57. min.).

Największe używanie w Veszprem Arenie mieli obrotowi: wśród Węgrów najskuteczniejszy był Andreas Nilsson (5 trafień), a spośród kielczan – Karalek (6). VIVE stać było na odpowiedź, Polacy rzucili trzy bramki z rzędu i zbliżyli się na dwa trafienia (24:26, 59. min.), ale gospodarze nie wypuścili już dwóch punktów z rąk. Ostatecznie wygrali 28:24.

Liga Mistrzów / Grupa B / 9. kolejka:

TELEKOM VESZPREM – PGE VIVE KIELCE 28:24 (13:15)

VESZPREM: Sterbik, Cupara – Manaskow 2, Yahia, Ferreira Moraes, Tonnesen 3, Gajić 4, Nilsson 5, Marguc 1, Lauge Schmidt 2, Strlek 3, Terzić, Blagotinsek, Nenadić 4, Mackovsek, Borozan 4.

VIVE: Wolff, Kornecki – Vujović 1, Karacić 2, Dujshebaev A. 2, Pehlivan 2, Aguinagalde 3, Janc 4, Lijewski, Kulesz 3, Fernandez Perez 1, Dujshebaev D., Karalek 6, Guillo.

Sędziowali: Vaidas Mazeika oraz Mindaugas Gatelis (obaj z Litwy)