Strona główna | Seniorki | Karolina Kudłacz-Gloc: Serce podpowiada jedno, rozum co innego

Karolina Kudłacz-Gloc: Serce podpowiada jedno, rozum co innego

 

Karolina Kudłacz-Gloc czas pandemii związany z koronawirusem postanowiła przetrzymać z rodziną w Niemczech. Zarząd Bundesligi Piłki Ręcznej Kobiet (HBF) niedawno postanowił anulować obecny sezon – bez ogłaszania końcowej klasyfikacji ani spadków do niższej klasy rozgrywek. Do czasu przerwania ligi zespół reprezentantki Polski, SG BBM Bietigheim, był wiceliderem.

Fot.: Rafal Rusek / PressFocus

– Mieliśmy kupione bilety lotnicze do Polski, ale nie dane nam było polecieć. Teraz, po zamknięciu granic, nie wyobrażam sobie, aby moje 2-letnie dziecko przez dwa tygodnie siedziało na kwarantannie. W tej sytuacji powrót do kraju nie wchodzi w rachubę – mówi rozgrywająca.

W pierwszej wersji rozgrywki Bundesligi, po 18 kolejkach, zostały zawieszone do 19 kwietnia. Po krótkim czasie przedstawiciele klubów – podczas wideokonferencji – uznali jednak, że powstała sytuacja epidemiologiczna uniemożliwia dokończenie sezonu. Rozgrywki zostały anulowane – bez ogłaszania końcowej klasyfikacji, w tym mistrza kraju. Do tego momentu liderem była Borussia Dortmund (punkt przewagi nad Bietigheim). Na ten moment nie wiadomo, które kluby zostaną zgłoszone do europejskich pucharów na następny sezon. Jeszcze za wcześnie o tym rozstrzygać.

Fot: Rafal Rusek / PressFocus

– Jak dowiedziałem się, że rozgrywki zostały definitywnie zakończone to poczułam jakbym dostała obuchem w głowę. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Przez jeden dzień nie miałam do niczego motywacji. Miałam zaplanowany trening, a tylko siedziałam w domu. Z takim wewnętrznym buntem. Trzeba było się jednak pozbierać – tłumaczy zawodniczka.

Wraz z koleżankami podpisała do końca sezonu porozumienie z klubem tzw. kurtzarbeit (praca krótkoterminowa). To 60 procent stawki kontraktowej. Oficjalnie nie mogą trenować, a w przypadku odniesienia kontuzji ubezpieczenie tego nie uwzględni, gdyż w świetle prawa są bezrobotnymi na zasiłku.

– W Niemczech sytuacja z każdym dniem robi się coraz mniej ciekawa. Epidemia się rozszerza, wirus atakuje coraz więcej osób. W regionie Bawarii są bardziej zaostrzone przepisy. Na szczęście mieszkamy w małym miasteczku (pod Stuttgartem przyp. autora) i jesteśmy uchronieni od dużych populacji osób. Mąż robi zakupy, a my z synem chodzimy na spacery. Razem jeździmy na wycieczki rowerowe. Mąż po dwóch tygodniach wrócił do pracy i obawiam się, żeby czegoś nie przyniósł do domu. Rozpisałam sobie plan treningowy, aby zachować sportowy rytm. Na pewno nie zastąpi to normalnego treningu. Nie mam możliwości wykonywania treningu siłowego. My sportowcy naprawdę jesteśmy w trudnym położeniu. Nasza praca związana jest z codziennym ruchem – wyjaśnia piłkarka, która sama przyznała, że była bardzo dobrze przygotowana do marcowych meczów kwalifikacyjnych EURO z Rumunią.  

Fot.: Norbert Barczyk / PressFocus

Kudłacz-Gloc stoi na stanowisku, że przez wznowieniem zaplanowanych na początek czerwca rozgrywek reprezentacyjnych, niezbędny jest czas – minimum trzech tygodni – który zostanie przeznaczony na treningi. Serce jej mówi, żeby zagrać (mają to być zawody w formacie turnieju), ale rozum podpowiada zupełnie co innego. Z kolei rozgrywanie finałów europejskich pucharów w sierpniu bądź we wrześniu uważa za zupełnie nieracjonalny pomysł. Zespoły mogą wówczas do meczów przystąpić w innych składach, z innymi trenerami.

– W tak ekstremalnej sytuacji jaka powstała poznajesz samego siebie. Nikt z nas chyba jeszcze nie był wcześniej w stanie takiej niepewności o przyszłość. Nie możemy nic przewidzieć ani kontrolować. Nie wiemy co będzie dalej? Na pewno wiemy, że trzeba starać się radzić z tymi problemami najlepiej jak potrafimy- kończy reprezentantka Polski.