Strona główna | Handball Polska | Andrzej Sokołowski – dostojny „Olaf”

Andrzej Sokołowski – dostojny „Olaf”

 

Przypominamy materiały o wybitnych osobowościach polskiej piłki ręcznej, które w dziale historia, przez lata ukazały się w magazynie „Handball Polska”.

Handball Polska nr 02/58/2012)
Tekst > Władysław Zieleśkiewicz
Zdjęcia > zbiory Andrzeja Sokołowskiego i Janusza Czerwińskiego.

Urodził się w Komorznie w powiecie kluczborskim, dużej wsi liczącej kilkuset mieszkańców, jednak w znacznej odległości od rozkochanego w piłce ręcznej Opola, i z dala od wielkiego sportu. Andrzej Sokołowski, brązowy medalista olimpijski z Montrealu, uchodził za zawodnika o dużej inteligencji i ogromnej intuicji w grze, wspaniale współpracującego z partnerami.


Mecz z Islandią czasie IO-1972

Opolskie początki

Przygodę ze sportem rozpoczął za sprawą młodego nauczyciela „wuefu” Sławińskiego, który grupę zdolnych chłopaków zgłosił do zawodów międzyszkolnych w lekkiej atletyce, piłce ręcznej i futbolu. Nieco później zetknął się również z koszykówką, ale tuż po ukończeniu „podstawówki”, kiedy został uczniem Technikum Przemysłu Budowlanych Materiałów Wiążących, zaczął grać w piłkę ręczną w Gwardii Opole. Miał wtedy 15 lat. Jego pierwszym trenerem i wychowawcą był Jan Pasoń. Później szkolił się pod okiem znakomitego szczypiornisty i byłego reprezentanta kraju Edwarda Hyli. Piłki ręcznej mógł się także uczyć od znacznie starszych od siebie kolegów, pamiętających jeszcze rywalizację na otwartych stadionach – Piotra Kulika i Gerarda Sowady. Bardzo dobre warunki fizyczne i ogromny talent sprawiały, że Sokołowski był powoływany na centralne zgrupowania juniorów. Tam też ostatecznie został obrotowym, wcześniej bowiem próbował swych sił również na lewym i środkowym rozegraniu. W roku 1967 z juniorami Gwardii Opole zdobył mistrzostwo Polski i od tej pory piłka ręczna stała się jego życiową pasją. Jeszcze w Opolu poznał młodszego o kilka lat Jurka Klempela, którego niezwykły talent już wkrótce miał eksplodować. Jako absolwent szkoły średniej w roku 1968 Sokołowski przeszedł do Śląska Wrocław. Tu odbył zasadniczą służbę wojskową, tu dojrzewał jako zawodnik i tu zdobywał pierwsze reprezentacyjne szlify.

Wielkie dni ze Śląskiem

Do naszpikowanej gwiazdami drużyny Śląska Wrocław trafił jeszcze za czasów Kazimierza Frąszczaka, utytułowanego zawodnika i niezwykle wymagającego trenera. W drużynie wrocławskiej grało wtedy kilku szczypiornistów pochodzących z okręgu katowickiego jak: Gąsior, Wrzeski, Ruśniok czy Kłosek. To właśnie im Sokołowski zawdzięcza pseudonim sportowy „Olaf”. Bywał też „Sokołem”, zwłaszcza dla niektórych trenerów. Po przyjściu do Śląska właściwie od razu stał się graczem pierwszej „siódemki”. Okres gry w WKS Śląsk Wrocław, to pasmo nie kończących się sukcesów. Zaczęło się od Pucharu Polski w roku 1969 i trzech tytułów wicemistrza kraju, kiedy to po prymat sięgały: Spójnia Gdańsk (1969, 1970) i Grunwald Poznań (1971). Począwszy od 1972 roku Śląsk Wrocław siedem razy z rzędu zdobywał mistrzostwo Polski, a Sokołowski był zawodnikiem kluczowym, obok Bogdana Kowalczyka, Zdzisława Antczaka, Jerzego Klempela, Bogdana Falęty, Stanisława Piekarka, Jacka Moczulskiego czy Wojciecha Burzyńskiego. Wydarzeniem zwieńczającym ten wspaniały okres w historii wrocławskiego klubu był awans wojskowych do finału Pucharu Europy w sezonie 1977/1978. 23 kwietnia 1978 w Magdeburgu Śląsk uległ mistrzowi NRD, SC Magdeburg 22:28 (10:18), a bramki dla drużyny wrocławskiej zdobyli: Klempel 8, Falęta 3, Smagacz 3, Moczulski 3 oraz Sokołowski, Waszkiewicz, Burzyński, Kocjan i Kowacki po 1. Dopiero siedem lat później osiągnięcie Śląska zdołało powtórzyć gdańskie Wybrzeże, z Danielem Waszkiewiczem i Bogdanem Wentą w składzie.

Po dwuletnim pobycie w Belgii Andrzej Sokołowski ponownie zasilił szeregi Śląska w lutym 1981 roku i pomógł swej drużynie wywalczyć brązowy medal mistrzostw Polski. Rok później brąz ten wojskowi „przekuli” na złoto, powiększające mistrzowską kolekcję do ośmiu tytułów. Tylko trzech graczy Śląska szczyci się posiadaniem całego, jakże bogatego, dorobku: Jerzy Klempel, Bogdan Falęta i Andrzej Sokołowski. Jakby tych osiągnięć było mało listę sukcesów powiększają jeszcze trzy dalsze triumfy w Pucharze Polski (1976, 1981, 1982).

Powołanie i pierwsze rozczarowanie

Po niezbyt udanych dla Polaków mistrzostwach świata w Szwecji (1967) nastąpiła prawdziwa zmiana warty w kadrze narodowej. Odeszli tak znani gracze jak: Franciszek Cholewa, Kazimierz Mieleszczuk, Krystian Kłosek, Andrzej Wlazło czy Alfred Wrzeski. Szukając następców duet trenerski Czerwiński – Majorek szybko dostrzegł czyniącego duże postępy Andrzeja Sokołowskiego. 21-latek ze Śląska Wrocław zadebiutował w reprezentacji późną jesienią 1969 roku podczas turnieju w rumuńskiej Timisoarze. Biało-Czerwoni zremisowali wówczas ze Szwecją 19:19, ulegli Jugosławii 16:17 i zwyciężyli Danię 18:14. W tym ostatnim spotkaniu Sokołowski zaliczył cztery trafienia i zyskał sobie przychylność selekcjonerów. Nic więc dziwnego, że znalazł się w ekipie na mistrzostwa świata we Francji (1970). Tu jednak nasz zespół zawiódł na całej linii i nie przebrnął eliminacji. W drużynie tworzonej przez bardziej doświadczonych graczy (Kuchta, Pniociński, Melcer, Dybol czy Zawada) Sokołowski nie był jeszcze zawodnikiem pierwszoplanowym, ale wystąpił w każdym z trzech meczów i zdobył bramkę. Z dużymi nadziejami jechał Sokołowski na pierwszą olimpiadę. Z chwilą ogłoszenia decyzji MKOl o powrocie piłki ręcznej do programu olimpijskiego podczas igrzysk w Monachium (1972), właściwe przygotowanie do tej imprezy stało się celem numer 1 dla naszej męskiej reprezentacji.

W olimpijskim debiucie, mimo kilkakrotnego prowadzenia, Polska tylko zremisowała ze Szwecją 13:13. Smak pierwszego zwycięstwa poczuli Polacy dopiero w meczu z Duńczykami, których ograli 11:8. Umiejętności i sił nie starczyło już jednak do pokonania drużyny ZSRR. Porażka 11:17 odbierała szanse na zajęcie wysokiej lokaty w turnieju. W spotkaniach o miejsca 9-12 nasi szczypiorniści odnieśli zwycięstwo nad Islandią 20:17 i po najsłabszym meczu ulegli Norwegii 20:23, zajmując ostatecznie 10. miejsce. Trener Janusz Czerwiński i sami zawodnicy nie kryli rozczarowania. Zespół polski był bowiem dobrze przygotowany do turnieju, ale w zgodnej opinii fachowców wykazał słabą odporność psychiczną, co decydowało o utracie bramek w końcówkach spotkań. Póki co monachijskie niepowodzenie oraz względy rodzinne (ciąża małżonki) i osobiste (studia na AWF) sprawiły, że Sokołowski postanowił na pewien czas „odpocząć” od reprezentacji, co miano mu za złe, grożąc nawet dyskwalifikacją.

Powrót do reprezentacji

W roku 1974 ominęły go więc mistrzostwa świata w NRD, gdzie polscy szczypiorniści wywalczyli znakomite 4. miejsce. Sukces drużyny narodowej najwyraźniej złagodził nieco stanowisko działaczy w tzw. sprawie Sokołowskiego i odłożono je w niepamięć. Osiem miesięcy później pechowa kontuzja kciuka Zygfryda Kuchty sprawiła, że trener Stanisław Majorek ponownie dał szansę Sokołowskiemu na powrót do reprezentacji. Obrotowy Śląska powetował sobie długą absencję w kadrze bardzo dobrym występem na zawodach Pucharu Świata w Szwecji. Polska ekipa przywiozła stamtąd srebrny medal, a Andrzej Sokołowski należał do najlepszych i zdobył sześć bramek. Był graczem pierwszej „siódemki” obok Szymczaka, Brzozowskiego, Melcera, Kałuzińskiego, Gmyrka i Klempela. Teraz głównym jego celem były igrzyska olimpijskie w Montrealu.

Olimpijski medal

Brązowy medal olimpijski Montreal 1976

Planowane zgrupowanie wysokogórskie we Francji nie doszło do skutku, pozostał więc obóz sportowy w Dolinie Pięciu Stawów, gdzie w spartańskich warunkach przyszło wykuwać olimpijską formę. Do Montrealu Sokołowski jechał z dużymi nadziejami. Na początek zespół Majorka i Czerwińskiego pokonał Tunezję 26:12, ale później z powodu wycofania się tej ekipy wynik został anulowany. Pierwsze punkty na koncie Biało-Czerwonych zapisano więc dopiero po zwycięstwie nad Węgrami 18:16. Nie był to łatwy mecz, a na 10 minut przed końcem przegrywaliśmy różnicą pięciu goli. O końcowym zwycięstwie przesądziła znakomita skuteczność Alfreda Kałuzińskiego i postawa Andrzeja Szymczaka, który kilkakrotnie zastopował dwumetrowego Kovacsa. Podobnie wyrównany przebieg miało spotkanie z Czechosłowacją zakończone naszym zwycięstwem 21:18. W każdym z tych meczów na listę strzelców wpisywał się obrotowy Sokołowski. Dopiero Stany Zjednoczone okazały się nieco łatwiejszym rywalem. Rezultat 26:20 dla Polski nie budził wątpliwości, kto w tej potyczce był lepszy. Najtrudniejszy pojedynek grupowych eliminacji miał dopiero nadejść. W spotkaniu z Rumunią do 51 minuty utrzymywał się wynik remisowy 12:12, jednak wykluczenie jednego z naszych graczy i wspaniała dyspozycja strzelecka Stefana Birtalana przesądziła o nieznacznej wygranej 17:15 utytułowanych Rumunów. Sokołowski popisał się dwoma trafieniami, ale Polakom zabrakło atutów i większej wiary w zwycięstwo. Nasz zespół zajął więc w grupie eliminacyjnej 2. miejsce, za Rumunią i otrzymał prawo gry o brązowy medal z Republiką Federalną Niemiec. W spotkaniu z Niemcami przez długi czas mieliśmy minimalną przewagę bramkową i schodziliśmy na przerwę z rezultatem 11:9, jednak po zmianie stron rywale nie skapitulowali, a wynik ciągle oscylował wokół remisu. Na 20 sekund przed końcem spotkania przy prowadzeniu 17:16 oddaliśmy niecelny rzut, co 12 sekund później wykorzystał Joachim Deckarm, doprowadzając do wyrównania 17:17.

Sokołowski, który wypracował w tym meczu cztery rzuty karne, zaraz po gwizdku sędziego kończącym 60 minutę gry krzyknął do kolegów – „Nie ma sprawy chłopaki, tę dogrywkę i tak wygramy”. I rzeczywiście, tej ostatniej szansy Polacy z rąk już nie wypuścili.

Skutecznie atakowali i mecz zakończył się wynikiem 21:18, a kropkę nad „i” postawił jeden z najbardziej doświadczonych polskich graczy i kapitan zespołu Zygfryd Kuchta. Biało-Czerwoni odnieśli w ten sposób największy sukces w historii polskiej piłki ręcznej, zdobywając brązowy medal olimpijski. Dla Sokołowskiego medal był nagrodą za wiele lat pracy i wyrzeczeń oraz satysfakcją z wykorzystania życiowej szansy, jaką dała mu piłka ręczna. Po raz ostatni w koszulce z orłem wystąpił w lutym 1978 roku podczas mistrzostw świata w Danii, gdy w meczu o 5-6 miejsce Polska przegrała z Jugosławią 19:21. W sumie rozegrał w narodowych barwach 148 meczów i zdobył 180 bramek.

Belgia po raz pierwszy


od lewej: A. Sokołowski, B. Kowalczyk i A. Przybecki

Po raz pierwszy wyjechał do Belgii we wrześniu 1978 roku, zabierając ze sobą żonę i córkę. Miał oficjalną zgodę zarówno władz klubu, jak i ZPRP. W drużynie HC Mechelen od roku występował już jego kolega z wrocławskiego Śląska i z reprezentacji, Zdzisław Antczak, więc z adaptacją nie było większych problemów, a owocem dobrej atmosfery w klubie był tytuł mistrza Belgii wywalczony w sezonie 1978/1979. W sierpniu następnego roku rodzina Sokołowskiego nie otrzymała paszportów i nie mogła wrócić do Belgii po wakacjach spędzonych w Polsce. W tej sytuacji, w lutym 1981 roku, nasz szczypiornista postanowił rozstać się z Mechelen i wrócić do kraju. Z otwartymi rękami przyjęto go we Wrocławiu, gdzie z drużyną Śląska zdobył kolejne medale mistrzostw Polski.

Belgia po raz drugi

W styczniu 1987 roku wyjechał do Belgii po raz drugi i… tam został do dziś. Najpierw przez półtora sezonu był zawodnikiem, a później przez siedem lat trenerem, HC Apolloon Kortrijk. Prowadził ten zespół ze zmiennym szczęściem, bowiem awanse przeplatały się ze spadkami do niższej klasy rozgrywek. W roku 1996 przejął młody zespół trzecioligowy HC Izegem, by po trzech latach awansować z nim do pierwszej ligi. Kolejne sześć lat, to przysłowiowa huśtawka nastrojów. Od euforii po awansie do smutniejszych dni po degradacji. Określony potencjał tego zespołu nie pozwolił mu osiągnąć więcej. Od jesieni 2010 roku, aż do chwili obecnej, Andrzej Sokołowski prowadzi pierwszoligowy zespół kobiecy DHT Middelkerke-Izegem z wieloma studentkami w składzie, który aktualnie plasuje się w środku stawki 10 drużyn. I trener i zawodniczki nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Sukcesy mogą więc przyjść w każdej chwili.

Odwiedziny w ojczyźnie


Z żoną Krystyną i córką Jowitą w Gandawie

Od ponad 22 lat Andrzej Sokołowski mieszka z rodziną w Kortrijk. Żona Krystyna, absolwentka wrocławskiej AWF, jest nauczycielką w szkole średniej, zaś córka Jowita, była koszykarka Ślęzy Wrocław, jako menedżer w biurze socjalnym pomaga naszym rodakom w znalezieniu pracy i odpowiednich warunków do życia na emigracji. Sokołowscy zachowali jednak polską duszę i bywają w Polsce tak często, jak to tylko możliwe, nie rzadziej niż 3-4 razy w roku. Andrzej Sokołowski regularnie przyjeżdża do Kępna, gościł na spotkaniu w Nałęczowie zorganizowanym z okazji 75 urodzin profesora Janusza Czerwińskiego, zasłużonego trenera i honorowego prezesa ZPRP.

Uniwersalny na boisku i … najprzystojniejszy w drużynie

Andrzej Sokołowski uchodził za zawodnika o dużej inteligencji i ogromnej intuicji w grze, wspaniale współpracującego z partnerami. Był dobrym egzekutorem, choć rzadko rzucał „na siłę”. Czasami lubił „wywabić” bramkarza w głąb pola, by po dużym zamachu spokojnie przelobować nad wyciągniętym jak struna golkiperem. Nie zachwycał szybkością, ale zawsze potrafił znaleźć się tam, dokąd kierowana była piłka. Umiejętnie dzielił strefę obrony przeciwnika i świetnie współpracował ze skrzydłowymi, stwarzając im doskonałe pozycje rzutowe. Był wreszcie jednym z filarów defensywy. Grał ekonomicznie i elegancko, jakby dla podkreślenia swego iście królewskiego pseudonimu „Olaf”. A tak naprawdę był zawodnikiem uniwersalnym, gdyż poza grą na kole i w defensywie dobrze radził sobie również na środku rozegrania. Podobno był też… najprzystojniejszym w drużynie. Andrzej Sokołowski bez wątpienia zalicza się do najwybitniejszych postaci w historii polskiej piłki ręcznej.

Andrzej SOKOŁOWSKI
Ur.: 23.11.1948 w Komorznie
Pozycja: obrotowy
Wzrost/waga: 192 cm, 82 kg.
Kluby: Gwardia Opole (1964-1968), Śląsk Wrocław (1969-1978, 1981-1982), Belgia – HC Mechelen (1978-1980), HC Apolloon Kortrijk (1987-1988).
Wykształcenie: absolwent Technikum Przemysłu Budowlanych Materiałów Wiążących w Opolu (1967), studiował też na wrocławskiej AWF; mieszka i pracuje w belgijskim Kortrijk; Pseudonimy sportowe: „Olaf” i „Sokół”.
Sukcesy: 2-krotny olimpijczyk (1972, 1976), brązowy medalista olimpijski z Montrealu (1976); 2-krotny uczestnik MŚ; srebrny medalista PŚ (1974); brązowy medalista Akademickich MŚ (1975); mistrz Spartakiady Armii Zaprzyjaźnionych (1972); 148-krotny reprezentant kraju (1969-1978), zdobywca 180 bramek; 8-krotny mistrz Polski (1972-1978, 1982), 3-krotny wicemistrz kraju (1969-1971); mistrz Polski juniorów (1967); 4-krotny zdobywca Pucharu Polski (1969, 1976, 1981, 1982); mistrz Belgii (1979) i finalista zawodów o puchar tego kraju (1980); szkoleniowiec Śląska Wrocław (1983-1986); trener zespołów belgijskich: męskiej drużyny HC Apolloon Kortrijk (1987-1994) i żeńskiej „siódemki” w tym klubie (1994-1996), a następnie HC Izegem (1996-2005) i od jesieni 2010 r. kobiecej drużyny DHT Middelkerke-Izegem; Zasłużony Mistrz Sportu (1978), odznaczony Brązowym Medalem „Za wybitne osiągnięcia sportowe” (1976), uhonorowany Diamentową Odznaką ZPRP (1993);
IO: 1972 – 10, 1976 – 3; MŚ: 1970 – 13/16, 1978 – 6; PŚ: 1974 – 2; AMŚ: 1975 – 3;