Strona główna | Handball Polska | Zdzisław Antczak – brązowy medalista olimpijski, znakomity skrzydłowy

Zdzisław Antczak – brązowy medalista olimpijski, znakomity skrzydłowy

 

Przypominamy materiały o wybitnych osobowościach polskiej piłki ręcznej, które w dziale historia, przez lata ukazały się w magazynie „Handball Polska”.

Handball Polska nr 04/120/2017)
Tekst > Władysław Zieleśkiewicz
Zdjęcia > zbiory Janusza Czerwińskiego, Antoniego Turkiewicza, Zdzisława Antczaka i ZPRP

Był zawodnikiem leworęcznym, świetnym technicznie, niezwykle sprawnym i kreatywnym, dysponującym skutecznym, nietuzinkowym rzutem ze skrzydła, doskonale zagrywającym na koło, imponującym dużą wydolnością fizyczną, zaangażowaniem i ambicją. Kibice zapamiętali go przede wszystkim jako ważne ogniwo brązowej drużyny z Montrealu.

Ostrovia na dobry początek

Urodził się w Miłkowicach koło Legnicy, gdzie przez kilka lat przebywali jego rodzice. Młodzieńcze lata spędził już jednak w Ostrowie Wielkopolskim, skąd wywodzi się jego rodzina. Podczas zajęć szkolnych szybko wypatrzył go nauczyciel wychowania fizycznego, a zarazem znany trener piłki ręcznej, Jerzy Młoczyński. Pokaźny wzrost, znakomita lewa ręka i ogromna waleczność chłopaka wystarczyły, by rozpoznać w nim nieprzeciętny talent. W wieku 15 lat Zdzisiek zasilił szeregi miejscowej Ostrovii, z którą wkrótce awansował do trzeciej ligi. Grał wtedy na prawym rozegraniu i z każdym rokiem dojrzewał jako zawodnik. Pod koniec 1966 roku fikcyjnie wcielono go do miejscowej jednostki wojskowej tylko po to, by mógł wzmocnić „miejscowych” w organizowanym turnieju z udziałem drużyn wojskowych. Cała sprawa wyszła później na jaw, ale młody gracz z Ostrowa już zdążył się zaprezentować wysłannikom czołowych klubów, robiąc na nich duże wrażenie. Najszybciej zareagował sztab szkoleniowy wrocławskiego Śląska. Charyzmatyczny trener WKS, Kazimierz Frąszczak zapragnął mieć Zdzisława Antczaka u siebie. A sposób na jego pozyskanie szybko się znalazł. Ostrowianin był już bowiem w wieku poborowym i mógł zostać żołnierzem służby zasadniczej.

Pod skrzydła Kazimierza Frąszczaka

W kwietniu 1967 roku, za sprawą Frąszczaka, Zdzisław Antczak trafił zatem na Dolny Śląsk. Przez sześć tygodni był w szeregach kompanii sportowej utworzonej specjalnie dla czołowych sportowców powołanych do wojska. W jednej formacji ćwiczyli m.in. ciężarowcy, lekkoatleci, piłkarze nożni i szczypiorniści. Zdzisław Antczak dzielił pokój z człowiekiem, który  kilka lat później „zatrzymał Anglię”. Mowa o naszym wybitnym bramkarzu Janie Tomaszewskim. W tym czasie WKS Śląsk zapewniał swoim podopiecznym znakomite warunki bytowe i treningowe, rywalizując z Legią o palmę pierwszeństwa. Przed Zdzisławem Antczakiem otwierała się wielka szansa na zrealizowanie życiowych i sportowych planów. Pod skrzydłami Kazimierza Frąszczaka adaptacja Zdziśka do „siódemki” Śląska była wręcz błyskawiczna. „Szyna”, bo tak właśnie długiego i chudego gracza nazwali koledzy z zespołu, stawał się zawodnikiem pierwszoplanowym, jednym z tych, którzy brali na siebie odpowiedzialność za wyniki drużyny.

Śląsk Wrocław – 1967; stoją od lewej: J. Milewski, K. Kłosek, A. Wrzeski, P. Ruśniok, A. Żygis, Z. Antczak, A. Przybecki, J. Fronia, Z. Mateńko, A. Sokołowski, klęczą od lewej: B. Kowalczyk, R. Konieczny

Pierwsze trofea

Był rok 1967, kiedy to po sezonie przerwy drużyna Śląska Wrocław odzyskała mistrzowską koronę, dystansując zarówno Wybrzeże, jak i następną w tabeli Pogoń Zabrze. W tym czasie trzon zespołu „wojskowych” stanowili: grający trener Kazimierz Frąszczak, Henryk Gąsior, Krystian Kłosek, Ryszard Franitza, Alfred Wrzeski, Zbigniew Mateńko, Jan Milewski i Piotr Ruśniok. Pozyskany Zdzisław Antczak wchodził do składu na prawe rozegranie i przez pewien czas występował na tej właśnie pozycji. Dopiero później, dla dobra drużyny, szkoleniowcy ustawili „Szynę” na prawym skrzydle, widząc drzemiące w tym graczu możliwości. Szybko okazało się, że mieli rację. Tymczasem jednak, po przedwczesnym odejściu Kazimierza Frąszczaka, nadszedł gorszy okres dla Śląska. Trzy razy z rzędu mistrzostwo Polski zdobywał zespół Spójni Gdańsk pod wodzą trenera Janusza Czerwińskiego. Zdzisław Antczak i jego koledzy zadowolić się musieli brązowym (1968) i dwoma srebrnymi medalami (1969, 1970). Zwłaszcza w sezonie 1969/1970 wrocławianom zabrakło do szczęścia bardzo niewiele, bo zaledwie punktu. Z kolei w roku 1971 prawie pewne złoto „wygarnął” Śląskowi poznański Grunwald. „Wojskowym” znów zatem przypadł tytuł wicemistrzowski. W składzie drużyny wrocławskiej było wtedy aż pięciu aktualnych reprezentantów kraju, a mimo to zabrakło argumentów. Jakby trochę na osłodę, Śląsk zdobył Puchar Polski w roku 1969. Dla Zdzisława Antczaka były to pierwsze, ale jakże ważne sportowe trofea. Po ukończeniu służby zasadniczej został żołnierzem zawodowym z perspektywą pozostania we wrocławskim klubie. Jego miejsce w drużynie było teraz niepodważalne.

Sześć tytułów mistrza Polski z rzędu

W zespole wrocławskim obok Bogdana Kowalczyka, Andrzeja Sokołowskiego, Stanisława Piekarka i Zdzisława Antczaka pojawili się teraz bardzo młodzi i niezwykle utalentowani gracze – Jerzy Klempel oraz Bogdan Falęta. Główny szkoleniowiec Ryszard Franitza mógł jeszcze liczyć na duże doświadczenie Krystiana Kłoska i Alfreda Wrzeskiego, którzy zbliżali się do końca sportowej kariery. W sezonie 1971/1972 piłkarze ręczni Śląska Wrocław nie dali już sobie wydrzeć tytułu mistrza Polski, wyprzedzając na mecie poznański Grunwald i łódzką Anilanę. Dopiero na piątym miejscu ukończyła sezon Spójnia Gdańsk. Wrocławianie rozpoczęli tym samym wspaniałą serię siedmiu kolejnych tytułów mistrzowskich. Prawie wszystkie wywalczone zostały w sposób nie podlegający dyskusji z przewagą co najmniej kilku, a w latach 1975 i 1977 nawet kilkunastu punktów. W pokonanym polu pozostawały takie drużyny jak: Spójnia Gdańsk, Anilana Łódź, Grunwald Poznań, Stal Mielec czy Pogoń Zabrze. Aż sześć razy w składach mistrzowskich ekip Śląska znajdował się Zdzisław Antczak. Popularny „Szyna” zawsze należał do najlepszych w zespole. Był obok Klempela i Sokołowskiego jednym z jego liderów, zdobywającym wiele bramek, decydującym o formie drużyny i wyniku sportowej rywalizacji. W ostatnim sezonie ligowym obok Antczaka w Śląsku występowali:  bramkarze – Bogdan Kowalczyk, Piotr Krok i Krzysztof Sip oraz zawodnicy w polu – Wojciech Burzyński, Jan Czykaluk, Bogdan Falęta, Włodzimierz Frąszczak, Waldemar Jaszczuk, Jerzy Klempel, Andrzej Kocjan, Krzysztof Kowacki, Jacek Moczulski, Wojciech Rybarczyk, Andrzej Sokołowski, Jerzy Tomasik, Daniel Waszkiewicz i Zbigniew Żak. Trenerem zespołu był Bogdan Kowalczyk. Imponujący jest dorobek medalowy Zdzisława Antczaka. Łącznie wywalczył 10 medali mistrzostw Polski – 6 złotych (1972-1977), 3 srebrne (1969-1971) i 1 brązowy (1968). Ponadto dwukrotnie w latach 1969 i 1976 zdobył Puchar Polski.

od lewej: Z. Antczak, J. Melcer i E. Szolc

W szrankach europejskich pucharów

W okresie gry w Śląsku Wrocław Zdzisław Antczak wystąpił w sześciu edycjach klubowego Pucharu Europy. Trzykrotnie ekipa wrocławska odpadała już w pierwszej rundzie rozgrywek. Tak też było w sezonie 1974/1975, gdy mistrzowie Polski nie sprostali najlepszej drużynie NRD –  ASK Vorvaerts Frankfurt n/Odrą (12:18 i 17:18), późniejszemu zdobywcy Pucharu Europy. W kolejnych dwóch edycjach Śląsk dochodził do ćwierćfinałów, gdzie „rozbijał się” o mistrza RFN VfL Gummersbach, kilkakrotnego triumfatora europejskich pucharów. W sezonie 1975/1976 zespól Antczaka był bliski awansu do półfinału, bowiem w pierwszym meczu zwyciężył różnicą 7 bramek 22:15, jednak w rewanżu na boisku przeciwnika uległ 9 golami 11:20 i odpadł z dalszej rywalizacji. Po zdobyciu przez Śląsk – z Antczakiem w składzie – mistrzostwa Polski w roku 1977, nie dane już było „Szynie” zagrać w rozgrywkach pucharowych, bowiem wyjechał właśnie za granicę. Tymczasem wrocławianie sprawili sobie i kibicom przemiłą niespodziankę awansując – jako pierwsza polska drużyna – do finału Pucharu Europy i tam dopiero przegrali z mistrzem NRD, SC Magdeburg 22:28.

Wyjazd do Belgii

Zdzisław Antczak był jednym z pierwszych polskich szczypiornistów, którzy wyjechali na oficjalny kontrakt zagraniczny. Spełnił wymagane warunki, bowiem miał odpowiedni dorobek sportowy i ukończone 30 lat.

Wyjechał do Belgii, gdzie został zawodnikiem KV Mechelen należącym do ścisłej czołówki krajowej. Rok później dołączył do niego inny znany piłkarz ręczny, Andrzej Sokołowski. Nie mieli łatwo, gdyż we dwójkę udźwignąć musieli cały ciężar gry, harując zarówno w ataku jak i w obronie przy niedużym tylko wsparciu graczy belgijskich. Zdzisław Antczak był również czołowym egzekutorem drużyny. Dobra gra Polaków zapewniła drużynie KV Mechelen tytuł mistrza Belgii w roku 1979. W tym czasie Antczak miał propozycje przejścia do klubów Republiki Federalnej Niemiec, do Hannoveru i Hamburga. Okazało się jednak, że Centralny Ośrodek Sportu przystał w kontrakcie Antczaka na zapis o transferze definitywnym, co uniemożliwiało Polakowi zmianę klubu pod groźbą dyskwalifikacji. W sumie nasz zawodnik rozegrał w Belgii sześć sezonów ligowych, pięć w okresie 1977-1981 i jeden po kilkuletniej przerwie w roku 1987/1988. Antczak i Sokołowski występowali wówczas w zespole HC Apolloon Kortrijk, którego celem było utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Podczas gdy po sezonie „Szyna” wrócił już do kraju, Sokołowskiemu  powierzono w tym klubie rolę trenera. „Olaf” przebywa zresztą w Belgii do dnia dzisiejszego.

Powołania do kadry narodowej

POLSKA – 1972; stoją od lewej: trener M. Rozwadowski, J. Melcer, B. Kowalczyk, H. Pniociński, J. Gmyrek, A. Lech, Z. Dybol, E. Szolc, Z. Antczak, H. Rozmiarek, A. Sokołowski, trener J. Czerwiński; klęczą od lewej: Z. Kuchta, R. Zawada, W. Popielarski, A. Szymczak, F. Gąsior, W. Wachowicz

Miał niespełna 20 lat, gdy trener Stanisław Majorek powołał go do młodzieżowej reprezentacji Polski. W lipcu 1968 roku, w Gdańsku, rozgrywano II Turniej o „Puchar Sportu” z udziałem drużyn narodowych ZSRR, NRD, Węgier, Rumunii, Danii i Szwecji oraz pierwszej i młodzieżowej reprezentacji Polski. Nasza „młodzieżówka” toczyła wtedy wyrównane spotkania z najlepszymi i była bardzo chwalona przez zagranicznych fachowców. Obok Zdzisława Antczaka, który był autorem trzech bramek, reprezentacyjne szlify zdobywali m.in. Wojciech Nowiński, Henryk Rozmiarek, Włodzimierz Wachowicz, Stanisław Piekarek, Wiesław Predehl, Andrzej Lisiewicz i Tadeusz Radziewicz. Warto dodać, że wspomniany turniej został wkrótce przemianowany na Puchar Bałtyku i w okresie swojej świetności uznawany był za nieoficjalne mistrzostwa Europy. Po niezbyt udanych dla Polaków mistrzostwach świata w Szwecji (1967) następowała prawdziwa zmiana warty w kadrze narodowej. Odchodzili tak znani gracze jak: Franciszek Cholewa, Kazimierz Mieleszczuk, Krystian Kłosek, Andrzej Wlazło czy Alfred Wrzeski. Szukając następców duet trenerski Czerwiński – Majorek szybko dostrzegł czyniącego duże postępy Zdzisława Antczaka. W kwietniu 1969 roku otrzymał pierwsze powołanie do kadry seniorów. Antczak zadebiutował w reprezentacji wyjazdowymi spotkaniami z Danią i Szwecją, zdobywając w trzech meczach pięć bramek. W polskiej drużynie brylowali wówczas tacy zawodnicy jak Zygfryd Kuchta i Robert Zawada. W tym czasie potencjalnymi rywalami Antczaka na prawym rozegraniu byli m.in.: Krystian Kłosek, Engelbert Szolc i Jan Piechota.

Igrzyska olimpijskie w Monachium (1972)

IO w Monachium (od lewej): Z. Antczak, Z. Kuchta, II trener M. Rozwadowski, I trener J. Czerwiński, prezes ZPRP S. Monikowski

Zdzisław Antczak był w bardzo dobrej formie i miał pewne miejsce w drużynie na mistrzostwa świata we Francji (1970). Niestety, kontuzja barku odniesiona dwa tygodnie przed rozpoczęciem turnieju ostatecznie wyeliminowała szczypiornistę Śląska z tej imprezy. Nasz zespół zawiódł zresztą na całej linii i nie przebrnął fazy grupowej. Z dużymi nadziejami jechał więc Zdzisław Antczak na swoją pierwszą olimpiadę. Z chwilą ogłoszenia decyzji MKOl o powrocie piłki ręcznej do programu olimpijskiego podczas igrzysk w Monachium (1972), właściwe przygotowanie do tej imprezy stało się celem numer 1 dla naszej męskiej reprezentacji. W połowie grudnia 1971 roku w wyjazdowym zwycięskim dwumeczu z Austriakami „Szyna” zaaplikował rywalom osiem goli. Dokładnie taką samą liczbę bramek rzucił też Hiszpanom podczas eliminacji olimpijskich w Barcelonie, 20 marca 1972 roku. Zwycięstwo Polaków 21:16 w dużej mierze przesądziło o naszym awansie na igrzyska. Zdzisiek nie był jeszcze wtedy znany na europejskiej arenie i do pewnego stopnia był „asem z rękawa” wyciągniętym przez polskich trenerów. W olimpijskim debiucie, mimo kilkakrotnego prowadzenia, Polska tylko zremisowała ze Szwecją 13:13, a Antczak zaliczył dwa trafienia. Smak pierwszego zwycięstwa poczuli Polacy dopiero w meczu z Duńczykami, których ograli 11:8. Nasz prawoskrzydłowy znowu stanął na wysokości zadania, zdobywając dwie ważne bramki. Umiejętności i sił nie starczyło już jednak do pokonania drużyny ZSRR. Porażka 11:17 odbierała Polakom szanse na zajęcie wysokiej lokaty w turnieju. W spotkaniach o miejsca 9/12 nasi szczypiorniści najpierw odnieśli zwycięstwo nad Islandią 20:17 (pięć bramek Antczaka), a następnie ulegli Norwegii 20:23 (dwa trafienia), zajmując ostatecznie 10 miejsce. Trener Janusz Czerwiński i sami zawodnicy nie kryli niedosytu. Zespół polski był bowiem dobrze przygotowany do turnieju, ale wykazał słabą odporność psychiczną, co decydowało o utracie bramek w końcówkach spotkań.

Tuż za podium na mistrzostwach świata w NRD (1974)

Po igrzyskach olimpijskich w Monachium przez dziewięć miesięcy nasza reprezentacja nie rozgrywała meczów międzypaństwowych. Dopiero w połowie 1973 roku nowy selekcjoner, Stanisław Majorek, powołał kadrę na eliminacyjne mecze do MŚ. Próżno szukać w niej było Zdzisława Antczaka, który odczuwając zmęczenie i pewien przesyt piłką ręczną postanowił trochę odpocząć od reprezentacji. W tym czasie znakomicie zaprezentował się w Mistrzostwach Armii Zaprzyjaźnionych. We wrześniu 1972 roku podczas turnieju we Wrocławiu, zespół Wojska Polskiego, tradycyjnie oparty na graczach wrocławskiego Śląska i poznańskiego Grunwaldu, odniósł sześć zwycięstw, a w meczu  o złoto pokonał ekipę Armii Radzieckiej 23:21. Zdzisław Antczak miał duży udział w tym sukcesie. Rok później, na podobnych zawodach w Pradze, nasi wojskowi wywalczyli brązowy medal. Na decyzję Antczaka o powrocie do kadry od dłuższego czasu czekał trener Stanisław Majorek. Rozmowa w cztery oczy z zawodnikiem przyniosła rezultaty i prawoskrzydłowy Śląska Wrocław był gotowy na mistrzostwa świata w NRD. Obok Zdzisława Antczaka w reprezentacji było jeszcze dwóch innych graczy Śląska – Jerzy Klempel i Bogdan Falęta, a ponadto: Henryk Rozmiarek, Andrzej Szybka, Andrzej Szymczak, Jan Gmyrek, Henryk Trojanowski, Ryszard Guzik, Andrzej Lech, Zbigniew Dybol, Alfred Kałuziński, Zygfryd Kuchta, Jerzy Melcer, Marek Panas i Engelbert Szolc. Na inaugurację Polacy przegrali 14:18 z obrońcami tytułu Rumunami, których najlepszym graczem był Stefan Birtalan, zdobywca siedmiu bramek. W tym jedynym meczu nie wystąpił Zdzisław Antczak. Dwie następne potyczki grupowe Polacy wygrali już zdecydowanie, zapewniając sobie przejście do strefy półfinałowej. Pokonani zostali Szwedzi (20:10) i Hiszpanie (21:15), a osiem goli zapisał na swoim koncie Antczak, wybrany najlepszym zawodnikiem polsko-hiszpańskiej konfrontacji. Zarówno w tych jak i w pozostałych spotkaniach cudów w bramce dokonywał Andrzej Szymczak, który łącznie obronił w tym turnieju 19 z 27 rzutów karnych. W półfinałach po bardzo dobrych występach Polacy pokonali w Karl-Marx-Stadt wicemistrzów olimpijskich, Czechosłowaków 19:16 i groźnych Duńczyków 14:9, przy czym końcowa tabela uwzględniała także wcześniejszą porażkę z Rumunami. Kolejnych pięć bramek zdobył Zdzisław Antczak. Druga pozycja w grupie półfinałowej dawała prawo gry o brązowy medal z mistrzem olimpijskim, Jugosławią. Mecz ten rozegrany w berlińskiej Seelebinderhalle dostarczył wiele emocji zgromadzonej czterotysięcznej publiczności, ale „Plavi” mieli znacznie więcej atutów, wygrywając ostatecznie 18:16. Tym razem najskuteczniejszym w naszej drużynie był Zbigniew Dybol, zdobywca pięciu goli. Jedną bramkę dorzucił również Zdzisław Antczak. Razem uzbierał ich aż 14 i wraz z Szymczakiem wybrany został do najlepszej „siódemki” turnieju. W końcowej klasyfikacji mistrzostw świata Polska zajęła 4. miejsce za Rumunią, NRD i Jugosławią. Zagraniczni fachowcy okrzyknęli Polaków prawdziwą rewelacją turnieju twierdząc, że jest to drużyna przyszłości. Podkreślano doskonałą współpracę trenerskiego duetu Majorek – Czerwiński.

W drodze do Montrealu

Kadra Polski przed IO w Montrealu – 1976 (stoją od lewej): masażysta J. Wierzbiński, trener J. Czerwiński, trener S. Majorek, A. Sokołowski, R. Przybysz, J. Klempel, J. Kuleczka, J. Melcer, Z. Antczak, M. Wojczak, P. Cieśla, Z. Kuchta, A. Szymczak, kierownik Gajewski; w przysiadzie od lewej: J. Kozieł, J. Gmyrek, Z. Dybol, A. Kałuziński, J. Brzozowski, W. Zieliński, W. Popielarski, H. Rozmiarek

W dniach 24-29 września 1974 roku w Katowicach rozegrano VII już edycję Pucharu Bałtyku z udziałem ZSRR, NRD, RFN, Szwecji i Polski. Nasza drużyna zaprezentowała dość nierówną formę i wygrała tylko dwa z czterech spotkań, zajmując 3. miejsce w klasyfikacji turniejowej. Był to jednak udany turniej dla Zdzisława Antczaka, który w każdym meczu zdobywał bramki (razem rzucił ich 12) i był jednym z jaśniejszych punktów zespołu. Niestety „Szyny”, podobnie jak Zygfryda Kuchty i Andrzeja Lecha, zabrakło w listopadowym turnieju o Puchar Świata w Szwecji, a mimo to Polacy wywalczyli srebrny medal. Antczak wrócił do reprezentacji w sierpniu 1975 roku na zawodach w Martinie, gdzie rzucił osiem bramek. Polski zespół pokonał tam NRD 17:16 i Węgry 23:19, a uległ Rumunii 15:17. Miesiąc później z dobrej strony pokazała się nasza reprezentacja na turnieju przedolimpijskim w Kanadzie. Zdzisław Antczak zagrał w zwycięskich spotkaniach z USA, Japonią i Danią oraz w przegranym 16:21 meczu z ZSRR, zaliczając łącznie osiem trafień. Świetnie też wypadł w kwalifikacjach do IO. W wygranym meczu z Norwegami 25:19 w Skien zdobył sześć bramek. Antczak wystąpił również na zawodach w jugosłowiańskim Niszu, na sześć tygodni przed olimpiadą. W trudnych konfrontacjach z gospodarzami turnieju oraz Rumunią, Norwegią i ZSRR osiem razy wpisywał się na listę strzelców. Jego wyjazd do Montrealu nie budził wątpliwości. Był jednym z pewniaków w talii Stanisława Majorka.

Upragniony olimpijski medal

Brązowy medal olimpijski (1976)

Przygotowania do olimpiady były bardzo wyczerpujące. Obóz sportowy w Dolinie Pięciu Stawów, gdzie w spartańskich warunkach wykuwano olimpijską formę, dał się we znaki każdemu. Przed odlotem do Montrealu nasi kadrowicze dwukrotnie pokonali w Gdańsku Bułgarów 27:23 i 21:17. W tych meczach chodziło głównie o szlifowanie formy, zgranie zespołu i przećwiczenie pewnych elementów taktycznych. Wśród wybrańców Stanisława Majorka i Janusza Czerwińskiego znaleźli się: bramkarze – Henryk Rozmiarek, Andrzej Szymczak i Mieczysław Wojczak, skrzydłowi – Zdzisław Antczak, Janusz Brzozowski, Jerzy Melcer i Ryszard Przybysz, obrotowi – Andrzej Sokołowski i Zygfryd Kuchta oraz rozgrywający – Jerzy Klempel, Alfred Kałuziński, Piotr Cieśla, Włodzimierz Zieliński i Jan Gmyrek. Zabrakło miejsca dla świetnego lewoskrzydłowego Zbigniewa Dybola. Polacy wyjeżdżali za ocean z dużymi nadziejami. Wiedzieli bowiem, że są dobrze przygotowani. Chodziło jednak o to, by tę wysoką formę potwierdzić w starciu z rywalami. Na początek polski zespół pokonał Tunezję 26:12, ale później z powodu wycofania się tej ekipy wynik został anulowany. Pierwsze punkty na koncie Biało-Czerwonych zapisano więc dopiero po zwycięstwie nad Węgrami 18:16. Jedną z bramek zdobył Zdzisław Antczak. Podobnie wyrównany przebieg miało spotkanie z Czechosłowacją zakończone naszym zwycięstwem 21:18. Dopiero Stany Zjednoczone okazały się nieco łatwiejszym rywalem. Polacy wygrali ten mecz 26:20, a najskuteczniejsi w naszej drużynie, Jerzy Klempel i Ryszard Przybysz, zdobyli po osiem bramek. Autorem jednego gola był także Zdzisław Antczak. Kolejne jego trafienie nie pomogło w spotkaniu z Rumunią Było to bez wątpienia najtrudniejsze starcie grupowych eliminacji. Do 51 minuty utrzymywał się wynik remisowy 12:12, jednak wykluczenie jednego z naszych graczy i wspaniała dyspozycja strzelecka Stefana Birtalana przesądziła o nieznacznej wygranej 17:15 utytułowanych Rumunów. Polakom zabrakło większej wiary w zwycięstwo. Nasz zespół zajął więc w grupie eliminacyjnej 2. miejsce za Rumunią i otrzymał prawo gry o brązowy medal z Republiką Federalną Niemiec. W walce o podium przez długi czas mieliśmy minimalną przewagę bramkową i prowadziliśmy do przerwy 11:9, jednak po zmianie stron rywale odrobili straty i wynik ciągle był sprawą otwartą. Na 20 sekund przed końcem spotkania przy prowadzeniu 17:16 oddaliśmy niecelny rzut, co 12 sekund później wykorzystał Joachim Deckarm, doprowadzając do wyrównania 17:17. O brązowym medalu zadecydowała dogrywka. Polacy skutecznie atakowali i mecz zakończył się wynikiem 21:18, a ostatniego gola zdobył kapitan zespołu, Zygfryd Kuchta, który umiejętnie kierował całym zespołem. Dwie wspaniale bramki rzucił ze skrzydła Zdzisław Antczak, jedną wspaniałym uderzeniem w „krótki” górny róg bramki. Biało-Czerwoni odnieśli w ten sposób największy sukces w historii polskiej piłki ręcznej, zdobywając brązowy medal olimpijski. Dla Zdzisława Antczaka medal ten był nagrodą za lata wytężonej pracy i wiele wyrzeczeń oraz satysfakcją z wykorzystania życiowej szansy, jaką dała mu piłka ręczna. Po powrocie do kraju wszyscy zawodnicy zostali uhonorowani wysokimi odznaczeniami sportowymi. Występami w Montrealu Zdzisław Antczak zakończył swoją reprezentacyjną karierę. W latach 1969-1976 ogółem rozegrał w reprezentacji 81 spotkań i zdobył 156 bramek. Szkoda, że w wieku 29 lat podjął decyzję o rozstaniu się z kadrą.

POLSKA – 1976; od lewej: Z. Antczak, Z. Kuchta, M. Wojczak, J. Melcer, trener S. Majorek, A. Kałuziński, trener J. Czerwiński, R. Przybysz, J. Brzozowski, J. Klempel, W. Zieliński, P. Cieśla, A. Sokołowski, H. Rozmiarek, A. Szymczak, J. Gmyrek

Zdzisław Antczak był zawodnikiem leworęcznym, świetnym technicznie, niezwykle sprawnym i kreatywnym, dysponującym bardzo skutecznym nietuzinkowym rzutem ze skrzydła, doskonale zagrywającym na koło, imponującym dużą wydolnością fizyczną, zaangażowaniem i ambicją.

O ile w latach wcześniejszych nieco gorzej bywało z jego odpornością psychiczną, o tyle później był nieprawdopodobnym wsparciem i filarem w trudnych chwilach dla drużyny. Lubił grę „na pamięć”, ale jednocześnie uwielbiał improwizację, stroniąc od gry sztywnej i schematycznej.

Kiedy występował jeszcze na prawym rozegraniu chwalono go za nietypowy, bardzo celny rzut z wyskoku oraz za asysty do koła. Prawoskrzydłowego Zdzisława Antczaka ceniono natomiast za błyskotliwość w akcjach ofensywnych, za doskonałe zagrania otwierające drogę do bramki i za bardzo dobry przegląd sytuacji. Jego specjalnością był rzut ze skrzydła z zabiegu na koło.

Podobno w początkach kariery Zdzisław Antczak nie potrafił dobrze i szybko biegać, ale wielka pracowitość i zdyscyplinowanie pozwoliły mu pozbyć się tej wady. Na jednym ze sprawdzianów przed montrealską olimpiadą przebiegł 300 metrów w 35,8 sekundy.

Gdy był jeszcze czynnym zawodnikiem zadano mu pytanie, czym jest piłka ręczna. Odpowiedział wtedy, że „… to możliwość pokazania czegoś przez ręce, przez sam układ dłoni”. I rzeczywiście. Jak pisał „Sportowiec” Zdzisław Antczak słynął z niesamowitej lewej ręki, która była ponoć tak zręczna, jakby miała o jeden staw więcej, co pozwalało na zupełnie nietypowe operowanie piłką. Był bardzo lubiany za koleżeński stosunek zwłaszcza do młodych zawodników, za niemal ojcowską życzliwość.

Zdzisław Antczak zdobył fach jako technik samochodowy. Druga jego profesja, to żołnierz zawodowy. Z mundurem rozstał się w roku 1976 jako chorąży sztabowy, przed wyjazdem na kontrakt do Belgii. Przez wiele lat był prywatnym przedsiębiorcą – właścicielem agencji reklamowej, dopiero w roku 2015 przeszedł na emeryturę. Był też założycielem fundacji, która pozyskiwała środki od sponsorów i z reklam dla wsparcia drużyny szczypiornistów Śląska Wrocław.

Zdzisław Antczak był niezwykle ciepłą i kontaktową osobą, spełnioną życiowo, usatysfakcjonowaną osiągnięciami w sporcie i doceniającą wartości jakie z niego wyniósł. Aktywnie wspierał Stowarzyszenie Zasłużonego Reprezentanta Polski i wiernie kibicował naszej drużynie narodowej. Na początku ub.r. zmarł po ciężkiej corobie.

Oto krótkie wypowiedzi o Antczaku, jego kolegów z klubu i reprezentacji:

Jan MILEWSKI (reprezentant kraju, 11-krotny mistrz Polski w „siódemce” i „jedenastce” ze Śląskiem Wrocław): – Znakomity zawodnik. Miał bardzo dobry przegląd sytuacji i dużo widział na boisku. Dysponował precyzyjnym rzutem z lewej ręki, którym zdobywał wiele bramek. Był jednym z filarów zespołu Śląska i etatowym reprezentantem kraju.

Andrzej SOKOŁOWSKI (2-krotny olimpijczyk, brązowy medalista z Montrealu, 8-krotny mistrz Polski ze Śląskiem Wrocław): – Przez wiele lat razem graliśmy w Śląsku Wrocław, a później przez dwa lata także w Belgii. Graliśmy obok siebie również w reprezentacji. Antczak był wybitnym prawoskrzydłowym. Słynny Francuz Luc Abalo mógłby podglądać niektóre akcje Zdzicha, bo wykonywane były z wielką swobodą i równie spektakularnie. Zdzisiek był zawodnikiem bardzo dobrym technicznie, posiadał dużą łatwość  zdobywania bramek, zarówno ze skrzydła jak i z zabiegu do środka. Miał bardzo dobry przegląd sytuacji i potrafił to bezwzględnie wykorzystać, rzucając samemu lub podając do Jurka Klempela, czy też do mnie na koło. Nie interesowało go kto ile bramek zdobył w danym meczu, liczyło się to czy mecz wygraliśmy. Grając w trójkącie Antczak – Klempel – Sokołowski stanowiliśmy duże zagrożenie dla każdego zespołu ligowego i dla reprezentacji innych krajów.

Zdzisław ANTCZAK ur. 20.11.1947, Miłkowice koło Legnicy, zm. 28.02.2019 ; rozgrywający i skrzydłowy – 192 cm, 82 kg; kluby: Ostrovia Ostrów Wielkopolski (1962-1967), Śląsk Wrocław (1967-1977), Belgia – KV Mechelen (1977-1981), HC Kortrijk (1987-1988); 2-krotny olimpijczyk (1972, 1976), brązowy medalista olimpijski z Montrealu (1976); uczestnik MŚ w roku 1974, gdzie został uznany najlepszym skrzydłowym; finalista Pucharu Bałtyku (1970); złoty i brązowy medalista Mistrzostw Armii Zaprzyjaźnionych we Wrocławiu (1972) i Pradze (1973); 81-krotny reprezentant kraju (1969-1976), zdobywca 156  bramek; 6-krotny mistrz Polski (1972-1977), 3-krotny wicemistrz kraju (1969-1971) i brązowy medalista MP (1968); 2-krotny zdobywca Pucharu Polski (1969, 1976); mistrz Belgii (1979) i finalista zawodów o puchar tego kraju (1980); wychowanek Jerzego Młoczyńskiego, podopieczny m.in. K. Frąszczaka, J. Czerwińskiego i S. Majorka; w ankiecie krakowskiego „Tempa” na najlepszą polską „siódemkę” XX wieku wybrany został najlepszym prawoskrzydłowym, w gronie nominowanych do „siódemki” 90-lecia polskiej piłki ręcznej (2008); Zasłużony Mistrz Sportu (1976), odznaczony Brązowym Medalem „Za wybitne osiągnięcia sportowe” (1976), uhonorowany Diamentową Odznaką ZPRP (1993); absolwent Technikum Samochodowego we Wrocławiu (1976), prywatny przedsiębiorca – właściciel agencji reklamowej, od 2015    r. na emeryturze; mieszkał w miejscowości Smolec, gmina Kąty Wrocławskie; pseudonim sportowy „Szyna”.
IO: 1972 – 10, 1976 – 3; MŚ: 1974 – 4;