Strona główna | PGNiG Superliga mężczyzn | Janusz Terlecki: Miałem sen. Spełnił się

Janusz Terlecki: Miałem sen. Spełnił się

 

Niedawno na stanowisku prezesa superligowego zespołu Grupy Azoty Tarnów nastąpiła zmiana. 96-letni Janusz Terlecki ustąpił z funkcji. Na jego miejsce został powołany Krzysztof Mogielnicki, dotychczasowy wiceprezes zarządu oraz dyrektor sportowy tarnowskiego klubu, . Prezes Terlecki to prawdopodobnie najstarszy działacz tej rangi w polskim sporcie.

– To w dużej mierze dzięki niemu w Tarnowie ligowa piła ręczna występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej, bo zaczynał z zespołem w II lidze, a teraz występujemy w PGNiG Superlidze. To dla niego duży sukces i zwieńczenie jego kariery jako działacza piłki ręcznej. Pan Terlecki zostanie w naszym zarządzie jako honorowy prezes – mówi nowy prezes tarnowskiego klubu, Krzysztof Mogielnicki.

My ze swej strony zwróciliśmy się do nestora polskich prezesów o wypowiedź.

Jak zaczęła się pana przygoda z tarnowską piłką?
– Może zacznę od tego, że mnie trochę już krępowało, aby tyle lat prowadzić sekcję piłki ręcznej w Tarnowie. Dlatego postanowiliśmy odmłodzić sztab szkoleniowy, drużynę no i prezesa. Trzeba cofnąć się do roku 1978 kiedy pracowałem na stanowisku kierowniczym w Zakładach Azotowych w Tarnowie. Była wówczas możliwość zatrudnienia na etatach zawodników. Może to i były skromne pensje, ale stałe. Graliśmy w II lidze. W latach 90. dwa razy awansowaliśmy o szczebel wyżej. Jestem z tego dumny. Jestem skromną osobą i wiem, że nie zostałoby to osiągnięte bez pracy i współpracy wielu osób. 

” Polubiłem piłkę ręczną, choć wcześniej, dużą sympatią darzyłem siatkówkę.

Wówczas działaliśmy w strukturach wielofunkcyjnego klubu jakim była Unia Tarnów. Odnosiłem wrażenie, że prezes chętnie pozbyłby się sekcji piłki ręcznej. Wynikało to z problemów finansowych, później w procesie oddłużania udział wzięło miasto. W roku 2010, w klubie  nastąpiła restrukturyzacja. Powiedziano nam, że jako dyscyplina możemy szukać szczęścia, ale już samodzielnie. To był dla nas bardzo trudny czas. Nie mieliśmy hali, ani środków trwałych, które ułatwiłyby nam zaciągnięcie jakiś pożyczek. Trzeba było pozyskać sponsorów. To pomogło nam wystartować w II lidze. Później dostaliśmy od firmy Control Process 300 tys. zł, a dzięki Termoizolacji mieliśmy opłacane koszty transportu. Najwięcej jednak zawdzięczamy Grupie Azoty. Po wygraniu grupy I ligi to dzięki temu podmiotowi zgromadziliśmy budżet, który miał nam pomóc w grze w PGNiG Superlidze. Warte podkreślenia jest, że awans uzyskaliśmy dzięki własnym wychowankom lub graczom z lokalnych klubów tj. Pałacu Młodzieży i LUKS Skrzyszów. Mimo sędziwego wieku znalazłem siły, aby uczestniczyć w tym wszystkim co nazywa się zarządzaniem i organizacją klubu. Polubiłem piłkę ręczną, choć wcześniej, dużą sympatią darzyłem siatkówkę.

Pierwsze podejście do elity, z przyczyn proceduralnych, jednak się nie powiodło.
Za dużą uwagę zwróciliśmy na osiągnięcia sportowe, a zaniedbaliśmy zupełnie sprawy organizacyjne. Byliśmy stowarzyszeniem, a nie zdążyliśmy się przekształcić w spółkę z o.o. lub akcyjną. Deklaracje o wsparciu ze strony prezydenta miasta i prezesa Grupy Azotów były spóźnione. W efekcie nie otrzymaliśmy licencji na grę w lidze zawodowej.

W kolejnym sezonie nic już wam nie przeszkodziło i zameldowaliście w PGNiG Superlidze jako klub spełniający wszystkie wymogi.
Byliśmy już dobrze przygotowani od strony organizacyjnej. To było wielkie osiągnięcia dla miasta jakim jest Tarnów. Rzeczywistość boiskowa udowodniła jednak, że sportowo odstawaliśmy od innych zespołów. Tak, pierwsze nasze występy były fatalne. Przegrywaliśmy w końcówkach spotkań. Można to położyć na karb braku doświadczenia i nietrafionych transferów. Podejrzewam, że gdyby nie pandemia to ciężko by było nam się utrzymać.

” Moje marzenie, podobnie jak u Martina Luthera Kinga – „miałem sen”, się spełniło. W naszym przypadku, moim i kolegów, była to gra w Superlidze. Stało się!

Jakie wnioski wyciągnęliście po pierwszym sezonie?
Postanowiliśmy rozstać się z trenerem (Marcin Markuszewski – przyp. autor), któremu zwyczajnie zabrakło doświadczenia. Nowym szkoleniowcem został Patrik Liljestrand. Jego praca na treningach robi wrażenie. Szwed utrzymuje, że zespół stać na uplasowanie się w połowie tabeli. Zmniejszyliśmy kadrę zespołu do 16 zawodników. W tej grupie mamy dwóch Japończyków i Słowaka. Siłą rzeczy  bazujemy na polskich piłkarzach, w tym na utalentowanych wychowankach miejscowego Pałacu Młodzieży i absolwentach Szkół Mistrzostwa Sportowego. Planujemy zgłosić drugą drużynę do rozgrywek II ligi, aby dać więcej szans na grę młodym zawodnikom. Staramy się pozyskać także i drobnych sponsorów. Każde 5 tys. zł w naszym przypadku jest bardzo cenne. Liczymy na większe wsparcie od miasta. Dzięki nam Tarnów znany jest w całej sportowej Polsce. Marzy się nam taki układ jak np. w Mielcu, gdzie wszyscy piłkarze ręczni Superligi mają stypendia fundowane właśnie przez władze miasta. Wielką przychylność okazuje nam prezes Grupy Azoty, pan Wojciech Wardacki. Jestem wdzięczny tej firmie za wsparcie, mając na uwadze fakt, że finansują również klub z Puław. Kibice w pierwszym sezonie, mimo nie najlepszych wyników, licznie meldowali się na naszych meczach w Tarnowie. To dla nas ważne. Miasto stworzyło im naprawdę dogodne warunki, modernizując Arenę Jaskółkę.  

Czego oprócz zdrowia panu życzyć?
Życzyć, abyśmy się utrzymali przez wiele, wiele lat w Superlidze. Aby po euforii, tak jak to było po awansie, zaraz nie nastąpiła klęska. Trener Liljestrand dzięki doświadczeniu z Bundesligi powinien dać sobie radę w oszlifowaniu młodych zawodników. Zachowałem jeszcze prezesurę Stowarzyszenia Piłki Ręcznej Tarnów, które z czasem wygasimy. Do końca roku będę doradzał zarządowi klubu. Chciałbym jeszcze doprowadzić do podpisania wieloletniej umowy z Grupą Azoty. Moje marzenie, podobnie jak u Martina Luthera Kinga, „miałem sen”, się spełniło. W naszym przypadku, moim i kolegów, była to gra w Superlidze. Stało się!

Marek Skorupski