Strona główna | Europejskie Puchary | LM: Mistrz Białorusi ograny w Kielcach

LM: Mistrz Białorusi ograny w Kielcach

 

W Kielcach tradycji stało się zadość. Szósta z rzędu rywalizacja w Hali Legionów pomiędzy Łomżą Vive a Mieszkowem Brześć zakończyła się wygraną mistrza Polski. Zespół Talanta Dujszebajewa triumfował 34:27.

Fot Adam Starszyński / PressFocus

Mecz został rozegrany bez udziału publiczność. To efekt pandemii COVID-19 i przepisów sanitarnych, które zakwalifikowały miasto Kielce do tzw. strefy czerwonej.

Mistrz Białorusi w przedmeczowych zapowiedziach przypominał, że z Vive rozegrał aż 10 spotkań w ciągu ostatnich czterech latach i sześciu miesiącach. Z żadnym innym zespołem Mieszkow w elicie tak dużo nie grał. Dziewięć potyczek zakończyło się zwycięstwem kielczan. Jedyna wygrana drużyny z Brześcia z tej serii datowana jest na wrzesień 2017 roku.    

Gospodarze do spotkania przystąpili bez swojego snajpera Wlada Kulesza. Białorusin uskarżał się na uraz uda. Rywale do Kielc przyjechali z trzema bramkarzami, a w 15-osobowym składzie mieli reprezentanta Polski, wypożyczonego z Vive, Pawła Paczkowskiego. Oba zespoły przed rozpoczęciem rywalizacji sąsiadowały w tabeli z identycznym dorobkiem punktowym (po 4).

Od pierwszych minut w szeregach gości bardzo aktywny, na środku rozegrania, był Stas Skube. Słoweniec sam kończył akcje lub dokładnymi podaniami obsługiwał partnerów. Po pierwszej kontrze kielczan, którą na gola zamienił Alex Dujszebajew, Łomża Vive po raz pierwszy objęła prowadzenie (4:3). Kolejne minuty pozwoliły gospodarzom powiększyć przewagę. Po części wynikało to z faktu, że działała kielecka „polisa ubezpieczeniowa”, w postaci udanych interwencji Andreasa Wolffa. Szymon Sićko bardzo się starał, ale długo nie udawało mu się zaskoczyć bramkarza Iwana Mackiewicza. To czego nie zdołał dokonać Polak z dystansu, to powiodło mu się z koła pod koniec połowy. Pierwszą część gry zdecydowanie można zapisać po stronie zysków kielczan.

Wolff zaraz po wznowieniu gry, dwoma obronami w jednej akcji, szybko przypomniał kto rządzi w jego strefie. Do dobrych wiadomości warto dodać pierwsze w sezonie Ligi Mistrzów dwa trafienia Tomasza Gębali. Nasz najwyższy reprezentant kraju obrał dobry kierunek, aby po okresie rekonwalescencji po kontuzji, nabierać niezbędnej pewności na boisku. W przeciwnym obozie bez zmian. Skube obdzielał asystami, na czym najwięcej korzystał obrotowy Wiaczesław Szumak. Tymczasem przewaga gospodarzy była constans.

W ostatnim kwadransie przyjezdni zaczęli stosować wariant gry z siedmioma zawodnikami w ataku. Przyniosło to skutek w postaci zniwelowania strat do -5. Trener Dujszebajew szybko zareagował prosząc o przerwę na żądanie. 2-minutowe wykluczenie Szumaka znacznie ułatwiło zdanie kielczanom. Niestety szybko ten sam los spotkał Daniela Dujszebajewa. Na finałowe minuty między słupkami kieleckiej bramki pojawił się Mateusz Kornecki, który też miał mały udział w trzecim zwycięstwie mistrzów Polski w tym sezonie Ligi Mistrzów.   

Tomasz Gębala zdobył pierwsze bramki w tym sezonie Ligi Mistrzów

Liga Mistrzów / Grupa A / 4. kolejka:

Łomża Vive Kielce – Mieszkow Brześć 34:27 (18:11)

Łomża Vive Kielce: Wolff, Kornecki – Fernandez 2, Surgiel 1, Sićko 3, T. Gębala 2,  Karacić 4, D. Dujszebajew 2, A. Dujszebajew 4, Vujović 3, Lijewski, Gudjonsson 4, Moryto 1, Karaliok 4, Tournat 4, Kaczor.

Mieszkow: Mackiewicz, Usik – Jurinok, Razgor, Santałow 2, Szkurinskij 5, Skube 3, Malus, Panić 2, Paczkowski, Waljupow 5, Szumak 6, Selwasiuk 4.

Sędziowali: 
Bojan Lah i David Sok (Słowenia). Widzów: bez publiczności.