Strona główna | Seniorzy | Piotr Wyszomirski: Z kadry nie rezygnuję

Piotr Wyszomirski: Z kadry nie rezygnuję

 

W reprezentacji Polski rozegrał 134 mecze, dla narodowych barw rzucił trzy bramki. W dorobku ma brązowy medal Mistrzostw  Świata Katar 2015. W Rio de Janeiro walczył o podium olimpijskie. Piotr Wyszomirski od tego sezonu ponownie występuje w lidze węgierskiej – w Grundfos Tatabanya. Niestety pandemia COVID-19 nie ominęła rodowitego warszawiaka.

Fot.. Piotr Matusewicz / PressFocus

Jak się czujesz? W wywiadach podkreślałeś, że w dość trudny sposób przechodziłeś zakażenie koronawirusem?
Wirus trzymał mnie dwa tygodnie. Narzekałem na ból serca i klatki piersiowej. Teraz jest już zdecydowanie lepiej, czuję się dobrze. Ostatnio byłem z całą drużyną na kolejnych badaniach, w Budapeszcie. Wysiłkowe testy jednak coś wykazały i mam w najbliższy poniedziałek je powtórzyć. Lekarz odradził mi wznowienie normalnych treningów. Woli się upewnić. Wcześniej podjąłem już lekki rozruch.

Na czym teraz polegają Twoje zajęcia sportowe?
Powoli, powoli wracam do treningów. Za mną 2-3 treningi z zespołem. Wiadomo, że po miesięcznej przerwie moja kondycja jest słaba. W ogóle jestem „dętka”. Po tych ostatnich badaniach dla pewności trenuję tylko na rowerku, stosuję ćwiczenia stabilizacyjne i rozciąganie. Czekam na nową diagnozę lekarską.

A czy w zespole wszyscy są już zdrowi?
Mieliśmy dodatkowe testy.  Wszyscy są zdrowi i już trenują. 17 listopada mamy w planach pierwszy w tym sezonie mecz w Lidze Europejskiej. Chyba w nim jednak nie zagram.

A kiedy wznowicie występy w lidze węgierskiej?
Na ten moment nie znam terminu. Władze naszego klubu chcą powrót do krajowych rozgrywek  przesunąć w czasie. Przypomnę, że piętnastu zawodników, łącznie ze mną, dopadła ta choroba. Dopiero wznowiliśmy treningi i zbyt szybki powrót mógłby dla nas skończyć się niezbyt dobrze. Groziłoby to porażkami, a my chcemy zająć w lidze wysokie miejsce. Plan jest taki, że zagramy dwa mecze w Lidze Europejskiej, z RK Trimo Trebnje i Kadetten Schaffhausen i dopiero w grudniu wznowimy rozgrywki w lidze węgierskiej. We wrześniu zdążyliśmy rozegrać cztery spotkania. Od tamtej pory nic nie graliśmy.

Dodam, że na początku sezonu zakładano, aby do końca roku kluby w lidze rozegrały 70 procent spotkań. W lutym, po mistrzostwach świata, rozgrywki miały zostać dokończone. Życie szybko, już po 2. kolejce, zweryfikowało te plany. W Pick Szeged doliczyłem się teraz czwartej czy nawet piątej kwarantanny zespołu. W trakcie przygotowań do sezonu przeszliśmy badania krwi. Później nie byliśmy już testowani na obecność koronawirusa. To się na szczęście zmieniło. Władze federacji postanowiły, że w tygodniu, w którym jest mecz, to drużyna obowiązkowo musi przejść badania.

Fot. Grundfos Tatabanya

Czy na Węgrzech mecze odbywają się bez udziału publiczności?
Na początku sezonu dużo kibiców chodziło na mecze. Teraz, bodajże od środy, obowiązuje zakaz wstępu widzów na mecze. Sport mogą uprawiać tylko profesjonaliści. Amatorzy, juniorzy w niższych ligach nie mogą nawet trenować, nie mówiąc o rozgrywaniu meczów. Zamknięte są wszystkie restauracje, jedzenie z nich tylko na dowóz.

Niedawno w EURO CUP Węgry u siebie pokonały mistrza Europy, Hiszpanię. Można to spotkanie określić jako ku pokrzepieniu serc.
Węgrzy wygrali, ale wystąpili w mocno okrojonym składzie. Z drużyny Tatabanyi nikogo nie było, choć powołania otrzymało 7 czy 8 zawodników. Musieli przejść w tym czasie kwarantannę. Węgierscy kibice licznie stawili się w Veszprem Arena. Cieszyli się z dwóch powodów – ze zwycięstwa i z faktu, że mogli wyjść z domu na zawody sportowe.

“Sportowiec ma bardzo ciężko, gdy nie może trenować. Z mięśniem sercowym nie ma żartów.


A ulice są wyludnione? Wyczuwalna jest obawa ludzi o możliwość zarażenia się w miejscu publicznym?
Na Węgrzech nie ma obowiązku noszenia maseczek na zewnątrz pomieszczeń zamkniętych. Psychoza to jest w Polsce. Ostatnio, gdy byłem na badaniach okresowych kadry w Warszawie to na pustą ulicę, rano, wyszedłem bez maseczki. Po prostu zapomniałem o tym. Jedna pani podeszła do mnie i w ostrych słowach zwróciła mi uwagę.  

Wychodzisz z choroby. A czy Twoi najbliżsi, mając z Tobą codzienny kontakt, jakoś to odczuli?
Jestem z żoną i córką. One jeśli już, to chorobę przechodziły bezobjawowo. Cały czas są zdrowe.

Nie miałeś dotąd w trakcie sezonu tak długiej przerwy od zajęć sportowych?
Nie. Nawet jak były wakacje, to zawsze trenowałem. Starałem się utrzymać w formie. Pierwszy raz w życiu coś mi się takiego przydarzyło. Teraz gdy się lepiej poczułem, to próbowałem ćwiczyć w domu. Niestety to nie było to. Nawet najmniejszy trening sprawiał mi dużo problemów. Następnego dnia słabo się poczułem. Wówczas powiedziałem sobie: „ Dobra odpuszczam. Musi minąć te sześć tygodni i znowu wrócę do treningu”. Sportowiec ma bardzo ciężko, gdy nie może trenować. Z mięśniem sercowym nie ma żartów. Bardzo źle to przeżywałem. Gdy brałem 3-letnią córkę na ręce to aż mnie z wysiłku zatykało. Byłem w strasznym stanie. Z całego zespołu najciężej przechodziłem zarażenie koronawirusem.

Medaliści MŚ 2015: Piotr Wyszomirski, Andrzej Rojewski i Piotr Masłowski/ Fot. Norbert Barczyk

Pamiętasz swój ostatni mecz w reprezentacji Polski?
(Chwila zastanowienia). To było w styczniu ubr.r.. gdy kadrą kierował trener Przybecki. To było chyba z jakąś Arabią…

Ze Szwajcarią. Rozumiem, że nie rezygnujesz z gry w zespole narodowym. Dalej chcesz być pełnoprawnym kadrowiczem. Zbliżają się mistrzostwa świata w Egipcie.
Na Węgrzech, gdy zaczął się sezon to dużo i nieźle grałem. Sławek (Szmal) do mnie dzwonił i zaznaczył, że chciałby mnie zobaczyć na kadrze. Wszystko fajnie, ale ja teraz nie jestem w formie fizycznej, gdyż w ogóle nie mogłem trenować. Wszystko zaczynam od zera. Najpierw muszę wrócić do wysokiej dyspozycji w klubie. Oczywiście z kadry nie rezygnuję. Chciałbym jeszcze zagrać z orzełkiem na koszulce. Zobaczymy czy MŚ w Egipcie w ogóle się odbędą.

Marek Skorupski