Strona główna | Europejskie Puchary | Z Patrykiem Walczakiem o MŚ w Egipcie, ajwarze i wrzątku zamiast kawy

Z Patrykiem Walczakiem o MŚ w Egipcie, ajwarze i wrzątku zamiast kawy

 

Reprezentacyjny obrotowy, Patryk Walczak przyznaje, że był już w Egipcie, ale pojechałby tam ponownie. Tym razem w roli sportowca. I jego nie ominął koronawirus, ale każdego dnia stara się myśleć pozytywnie.

Fot: Rafal Rusek / PressFocus

Czy byłeś już w Egipcie?
W Egipcie? (następuje chwila zastanowienia). Byłem.

Jakie wrażenia? Który był to miesiąc?
Bardzo ciepło. Specyficzna kuchnia. To była końcówka czerwca. To było coś w rodzaju hotel, basen, odnowa biologiczna. Wakacje spędzałem z małżonką. Wówczas jeszcze z nami nie było naszej córeczki, która teraz ma 2.5 roku.

Konkurencja na Twojej pozycji w zespole narodowym jest zacna. Wśród obrotowych oprócz Ciebie jest Dawid Dawydzik, Maciej Gębala, Kamil Syprzak i Mateusz Piechowski Skład na mistrzostwa świata powoli się krystalizuje, ale i tak wiadomo, że wszyscy naraz nie będziecie grali. O czas na boisku każdy z Was stale musi zabiegać.
Rywalizacja na pewno jest duża. Staram się wykonywać założenia trenera a ostateczna decyzja i tak będzie należała do niego. On zadecyduje kto mu najbardziej pasuje do założeń taktycznych i kto je najlepiej realizuje. Wszyscy zawodnicy na każdej pozycji dają z siebie wszystko.

Na mistrzostwach świata Polska kolejno w grupie zagra z Tunezją, Hiszpanią i Brazylią. Prosta kalkulacja wskazuje, że aby awansować do następnej rundy trzeba przynajmniej jeden mecz wygrać.
Tak. To najprostsza kalkulacja. Trzeba jednak mierzyć wysoko i poprzeczkę zawieszać wysoko. W każdym spotkaniu trzeba walczyć o zwycięstwo. To jest turniej. Wszystko się może zdarzyć. Najważniejsze to być skoncentrowanym na 100 procent. Mieć świadomość po co wychodzi się na boisko. Wówczas można wygrać z każdym.


A grałeś już z rywalami Polski, z którymi przyjdzie się Wam mierzyć w Egipcie?
Z Hiszpanią i Brazylią grałem. Z Tunezją nie przypominam sobie takiego meczu. Miałem styczność z niektórymi zawodnikami z tego kraju w lidze francuskiej i grać przeciwko nim jak Mohamed Soussi, znam środkowego rozgrywającego z drużyny Bukaresztu, Kamela Alouini.

Jak można scharakteryzować te zespoły, na co trzeba szczególnie zwracać uwagę?
Na pewno w meczu z Tunezją , gdy wynik będzie na styku, to trzeba też być przygotowanym na „nieczystą grę”. Mam tu na myśli podkładanie się, prowokacje, nie można dać się sprowokować.

Czy można zaryzykować stwierdzenie, że to będzie dziwny turniej? Kilku czołowych reprezentantów Niemiec zrezygnowało z udziału w mistrzostwach. Tłumaczyli, że w tych trudnych czasach nie chcą zostawiać swoich rodzin na tak długi czas.
Żyjemy w takich czasach, że w każdej dziedzinie na całym świecie, niezależnie czy to jest sport czy gospodarka, ta sytuacja jest dziwna. Wszyscy muszą się w tym odnaleźć. Bardziej skupiam się na stronie sportowej niż covidowej. Wiele przesłanek, choćby szczepionka, wskazuje na to, że sytuacja zmierza w dobrym kierunku i ten bałagan wreszcie się skończy.

Porozmawiajmy o Twoim klubowym pracodawcy, czyli Vardarze Skopje. Czy przechodząc tam nie miałeś wątpliwości, że właściciel klubu Siergiej Samsonenko, który kilka razy już ogłaszał, że wycofa się ze sponsorowania wreszcie to definitywnie zrobi.
Była lekka obawa. Z wielu stron dostałem zapewnienia oraz dużo pozytywnych opinii na temat nowego prezesa, Mihajlo Mihaljlovskiego, który ma nową wizję zespołu. Pana Samsonenki nie ma już w klubie. Rzeczywiście to był krok w dobrą stronę. W klubie, jeżeli mówimy o finansach lub organizacji, nie ma żadnych problemów. Sportowo to wygląda trochę gorzej, ale duży wpływ na to miała pandemia koronawirusa. W Lidze Mistrzów, w grupie A, okupujemy ostatnie miejsce, ale rozegraliśmy też najmniej spotkań. Patrzę pozytywnie w przyszłość. Dużo gry czeka nas od nowego roku. 

Grałeś we Francji, Niemczech teraz w Macedonii Północnej. Gdzie jest najciekawiej? I wcale nie chodzi tu o aspekt sportowy np. otoczenie, kibice…
Chciałbym powiedzieć, że to są właśnie kibice. Nie miałem jeszcze okazji grać przy wypełnionych trybunach hali w Skopje. Miałem zalążek możliwości naszych fanów w meczu z Kielcami. To była grupa może 30-40 osób. Naprawdę byłem w szoku, co tak mała grupa jest w stanie zrobić. Z niecierpliwością czekam na mecz w Skopje przy komplecie publiczności.

W Vardarze grają zawodnicy z różnych nacji: Francji, Rosji, Chorwacji, Macedonii, Serbii, Niemiec. Ty jesteś przedstawicielem siódmej narodowości w klubie.  Z kim utrzymujesz najbliższy kontakt?
Fajne jest to, od samego początku nie ma problemu, jeśli chodzi o komunikację. Zostałem miło i ciepło przyjęty przez zespół. Wszyscy ze wszystkimi się dogadują. Atmosfera jest naprawdę dobra, łącznie z szatnią. Jest jak w powiedzeniu – jeden za wszystkich wszyscy za jednego.

Fot. Paweł Bejnarowicz/ ZPRP

Jak Ty przychodziłeś do Kielc to Ivan Cupić odchodził. W Vive się rozminęliście, ale czas wspólnej gry nastał w Skopje.
Zgadza się. Wspominamy kieleckie czasy. Otrzymuję od niego bardzo dużo sportowych rad. Bardzo dużo mi pomaga. Pamięta dużo polskich słów i tym łatwiej jest nam ze sobą rozmawiać. W klubie gram na pozycji obok Ivana i dużo mi podpowiada na temat ustawienia, w kwestiach jak się poruszać, jak mamy się asekurować w obronie. Mamy wspólne zagrywki. To była też jego inicjatywa, abym śmiało mówił, jak mam jakiś pomysł. Jest bardzo kreatywny, ma bardzo dużą wiedzę jeśli chodzi o piłkę ręczną.

Jak wygląda Twoje życie w Skopje, gdzie mieszkasz, co zaoferował klub?
Od samego początku tj. dwa dni od podpisania kontraktu otrzymałem wideo przedstawiające mieszkanie, które usytuowane jest ok. kilometra od hali. Mieszkanie w apartamentowcu już było urządzone i czekało na mój przyjazd.  To fajna, spokojna okolica. Ze mną jest żona i córeczka.

Czym się zajmuje żona?
Anita jest w rozjazdach. Prowadzi biznes w naszym rodzinnym mieście, w Szczecinie. W miarę możliwości jest ze mną w Skopje, ale wiadomo, że musi też przypilnować pracy w Polsce. Żona ma przyjechać na dłużej do Skopje, a córka pójdzie do prywatnego przedszkola z językiem angielskim.

A jak spędzasz wolny czas? Choć wiadomo, że koronawirus poważnie ograniczył możliwości.
To na pewno. Poza granicę Macedonii Północnej nie udało mi się jeszcze wyjechać. Mieliśmy dotąd tylko 2-3 dni wolnego. W okresie przygotowawczym byliśmy na turnieju w Ochrid. To największy akwen wodny w tym kraju. Udało mi się zabrać żonę z córką. To był fajnie spędzony czas, przeznaczony też na spacery i zwiedzanie. Widoki były super, fajne jezioro i dobra kuchnia.

Jaką potrawę byś polecił?
Kuchnia macedońska opiera się na daniach grillowanych. Miałem już okazję spróbować różnych dań mięsnych, przyrządzonych miejscowymi przyprawami. Ajwar jest bardzo dobry. To lekko pikantna pasta warzywna, którą lubię zjeść do śniadania.

Jak pandemia COVID-19 zmieniła Twoje życie?

Sam początek był najgorszy z tego względu, że przez 3,5 miesiąca byłem bez najbliższych w Niemczech. Czekałem na możliwości powrotu do Polski. Długo nie było żadnej oficjalnej wiadomości od władz Bundesligi. Klub nie był w stanie wypuścić żadnego z zawodników zagranicznych. Co chwilę słyszeliśmy, że być może za dwa tygodnie rozgrywki zostaną wznowione. Po powrocie musielibyśmy poddać się kwarantannie. To był najtrudniejszy okres. Teraz staram się myśleć pozytywnie i na tym się skupiać. Nikt nie jest temu winien i musimy poczekać aż służby medyczne pozwolą nam wrócić do normalności.

A czy przechodziłeś już koronawirusa?
W klubie już trzykrotnie mieliśmy kwarantannę. Czyli mieliśmy trzy dziesięciodniowe przerwy od treningów. Ta izolację po meczu w Kielcach miała najpoważniejszy przebieg dla drużyny, gdyż po każdym teście powiększała się liczba zakażonych zawodników. Chyba tylko dwóch lub trzech graczy Vardaru nie przechodziło jeszcze korony. Już na to chorowałem, miałem temperaturę 37,2 -37,5 stopni. Straciłem na kilku dni smak i węch. To dziwne uczucie, gdyż bardzo lubię kawę. Rano po przebudzeniu zawsze ją piję, ale wtedy czułem, że piję sam wrzątek.   

A jakie procedury sanitarne obowiązują w Vardarze?
Jest opracowany specjalny regulamin. Nie możemy wychodzić bez potrzeby z domu. Z drugiej strony tak naprawdę nie ma gdzie wyjść na miasto. Większość sklepów lokali i sklepów jest pozamakana, restauracje działają na wynos. W hali jest zakaz korzystania z pryszniców. Jesteśmy testowani przed każdym meczem w Lidze Mistrzów. W przypadku gdy u kogoś z drużyny pojawi się objaw czy wynik niejednoznaczny natychmiast odwoływany jest trening i w ciągu 3-4 godzin spotykamy się na testy. Jako zespół na mecze latamy czarterami. Ludzie w Macedonii przestrzegają przepisów sanitarnych, chodzą w maseczkach, dezynfekują ręce.

A jaki masz kontakt z trenerem Stevche Alushovskim? Nie jest to może dziwne, ale zdecydowanie na pozycji obrotowego stawia na Stojanche Stoiłowa a jest przecież jeszcze Gleb Karałasz. Uważasz, że warunki rywalizacji są sprawiedliwe?
Nie mnie to oceniać. Mam dobry kontakt z trenerem. Wiadomo jakiej klasy jest Stoiłow. Z kolei Karałasz jest podstawowym obrońcą w zespole. Wykorzystuję swoje chwile, które dostaję w ataku czy w obronie. Na tym się koncentruję. Buduję zaufanie dane od trenera na boisku. Jak będzie więcej meczów, to dla każdego będzie więcej grania. Ma dojść jeszcze liga SEHA.

Na co w tym sezonie liczą władze klubu?
Trudno się przygotowywać w sytuacji, gdy na dzień przed meczem otrzymujemy sygnał, że zawodnik z drużyny przeciwnej bądź naszej ma wynik pozytywny i trzeba udać się na izolację. Przeplatanie meczów kwarantannami powoduje, że nie jest łatwo ani trenerowi, ani nam zawodnikom dobrze nastawić się mentalnie pod zawody. Na ten moment chcemy się piąć w tabeli Ligi Mistrzów. Nie wyobrażam sobie, aby w tym sezonie Vardar nie awansował do następnej fazy.

Marek Skorupski