Strona główna | Europejskie Puchary | Kielczanie nie zwalniają tempa

Kielczanie nie zwalniają tempa

 

Łomża Vive Kielce po raz ósmy wygrała mecz Ligi Mistrzów w tym sezonie. Mistrzowie Polski wysoko pokonali Elveum Handball 39:29 (20:14). Zespół Talanta Dujszebajewa w lutym rozegrał już sześć z 10 zaplanowanych meczów.  

Artsem Karalek Credit Adam Starszynski / PressFocus

Aż dwa miesiące musiał czekać mistrz Norwegii na kolejny mecz Champions League Mistrzów. To jedyny zespół w tych elitarnych rozrywkach, który w tym roku nie rozegrał jeszcze żadnego spotkania. Zresztą ekipa trenera Borge Lunda (drugi szkoleniowiec reprezentacji Norwegii) po raz ostatni w spotkaniu o stawkę wystąpiła 29 grudnia – w rozgrywkach o krajowy puchar.

Mecz w Hali Legionów rozpoczął się od strzeleckiej kanonady z obu stron. Nic dziwnego, że po 8 minutach tablica wskazywała remisowy wynik 6:6. W tym okresie bardzo dobrze kieleckiej bramki bronił Mateusz Kornecki. Dużą aktywnością wykazywał się Artsem Karalek, który z koła był czterokrotnie bezbłędny. W przeciwnym obozie dorobek bramkowy rozkładał się na wielu zawodników.

Arkadiusz Moyto w czwatek byl bezbłędny Fot. Adam Starszyński / PressFocus

Goście, podobnie jak pierwszym meczu tych drużyn, często wycofywali bramkarza kosztem dodatkowego gracza w ataku. Ta taktyka nie za bardzo się sprawdzała, gdyż Thorsten Fries nie zawsze zdążał wrócić na posterunek. Zresztą obaj bramkarze (również Emil Imsgard) Elverum nie mieli najlepszego dnia. W pierwszej połowie zdołali obronić tylko jeden rzut na 21 prób powiększenia wyniku przez mistrzów Polski.

Kielczanie drugi kwadrans rozpoczęli z małą zaliczką, która do przerwy urosła do sześciu trafień. W protokole w tym okresie golami, po dwa razy, zapisali się reprezentanci Polski, Michał Olejniczak i Szymon Sićko. Warty odnotowania był zwłaszcza drugi rzut Sićki – z ponad 10 metrów. Islandzki prawoskrzydłowy Sigvaldi Gudjonsson, który poprzednie dwa sezony spędził właśnie w norweskiej drużynie, także pomnożył konto Łomża Vive.

Mateusz Kornecki miał duży udział w wysokim zwycięstwie Fot. dam Starszyński / PressFocus

Kornecki po zmianie stron szybko ponownie zaprezentował wysokie umiejętności. Słabo za to spisywał Dominik Mathe. Węgierski rozgrywający, który zaliczył bardzo udane mistrzostwa świata, tym razem nie miał za dużo pomysłów na sforsowanie kieleckiej bramki. Z wydarzeń dotyczących drugiej połowy warto wymienić bezbłędne trafienia (6/6) Arkadiusza Moryto. Na boisku pojawił się również mulitimedalista najważniejszych imprez świata, Luc Abalo.

Wysokie prowadzenie uśpiło kielczan. Rywale zaczęli odrabiać straty. Duża w tym zasługa obrotowego Thomasa Solstada. To szybko spowodowało nerwową reakcję trenera Talenta Dujszebajewa, który bez wahania poprosił o przerwę na żądanie. Przywołani do porządku podopieczni ponownie skoncentrowali się na swojej pracy.  

Lutowa epopeja Łomża Vive, która wynosi 10 odcinków, wciąż trwa. Mistrzom Polski z tej dawki zostały jeszcze cztery mecze. Najbliższe w Chamions League, zaległe z 9 kolejki, odbędzie się 23 lutego z Paris Saint Germain.  

Tomasz Gębala Fot. Adam Starszynski / PressFocus

Liga Mistrzów / Grupa A / 12. kolejka:

Łomża Vive Kielce – Elverum Handball 39:29 (20:14)
Lomża Vive:
Kornecki, Wałach – Vujović 1, Olejniczak 3, Sićko 3, A. Dujszebajew 4, Tournat 5, Karacić 1, Kulesz 1, Moryto 6, Surgiel, D. Dujszebajew 1, Gębala 2, Karalek 7, Gudjonsson 5. Kary 6 min
Elverum: Imsgard, Fries – Hedberg 1, Hubert 1, Schoenningsen 1, Pettersen, Fingren 2, Grondahl 2, Svensson, Abalo 1, Langaas 3, Nilsen-Nygaard, Mathe 2, Solstad 8, Pujol 5, Christoffersen 3. Kary 12 min.
Sędziowali: Kursad Erdogan, Ibrahim Ozdeniz (Turcja).