Strona główna | Handball Polska | Bramkarz 90-lecia – Andrzej Szymczak

Bramkarz 90-lecia – Andrzej Szymczak

 

Przypominamy materiały o wybitnych osobowościach polskiej piłki ręcznej, które w dziale historia, przez lata ukazały się w magazynie „Handball Polska”.

Handball Polska nr 08/112/2016
Tekst > Władysław Zieleśkiewicz
Zdjęcia > ze zbiorów ZPRP

Był bramkarzem o niezwykłej wprost intuicji, refleksie, szybkości ruchu i umiejętności ustawiania się, ulegającym gorącej atmosferze meczu. Był zaporą trudną do przebycia nawet dla najlepiej atakujących na świecie, prawdziwym dyrygentem defensywy i niedoścignionym mistrzem w obronie rzutów karnych. To właśnie Andrzej Szymczak obsadził tę pozycję w plebiscycie 90-lecia polskiej piłki ręcznej.

U progu wielkiej kariery

Andrzej Szymczak urodził się w Konstantynowie Łódzkim i pozostał wierny temu miastu do samego końca. Zdolnego i utalentowanego sportowo chłopaka wypatrzył nauczyciel wuefu Robert Szklennik w szóstej klasie „podstawówki”. Odtąd sprawy toczyły się bardzo szybko. Mając 16 lat Andrzej został zawodnikiem Włókniarza, a potem Sokoła Konstantynów i pojechał na ważne zawody do Gdańska, skąd przywiózł tytuł mistrza Polski młodzików. Jeszcze w tym samym roku wywalczył w Radomiu brązowy medal MP juniorów i otrzymał powołanie do kadry narodowej w tej kategorii wiekowej. Okazało się jednak, że poziom jaki wtedy prezentował kwalifikował go wprost do „młodzieżówki”. Jakby tego było mało, w połowie 1965 roku został bramkarzem KS Anilana i trafił do drugiej reprezentacji Polski seniorów na Turniej o Puchar Bałtyku. Nieprawdopodobny wręcz awans i piękny start do wielkiej kariery.

Z Anilany do Śląska po pierwszy medal MP

W latach 1965-1970 Andrzej Szymczak był zawodnikiem Anilany, która pozostawała w cieniu Wybrzeża Gdańsk i Śląska Wrocław, a później gdańskiej Spójni, zajmując miejsca poza strefą medalową. Najwyższą, piątą lokatę łodzianie wywalczyli w roku 1966, a szóste miejsce przypadło im w latach 1969 i 1970. Kiedy zdecydowano, że w drugim roku zasadniczej służby wojskowej Andrzej przejdzie do wrocławskiego Śląska, pojawiła się szansa na pierwszy w jego dotychczasowej karierze medal mistrzostw Polski. Oczywiście „Szymek” nie zawiódł i w sezonie 1970/1971 wywalczył ze Śląskiem tytuł wicemistrzowski, tuż za niespodziewanym mistrzem kraju, Grunwaldem Poznań. Przez kolejnych pięć sezonów Andrzej Szymczak znowu grał dla Anilany, będąc prawdziwym filarem tej drużyny. W tym okresie zdobył 1 srebrny (1977) i 3 brązowe medale MP w latach 1972, 1974 i 1975. W jego dorobku znalazły się również 2 trofea Pucharu Polski wywalczone w 1973 i 1977 roku.

Przetartym szlakiem do Austrii

Krems 1977, Mecz Legionerzy – Austria:
 od lewej: Z. Dybol, Z. Pilny, Kowalik, W. Krygier, A. Lech, J. Sobczak, B. Michalak, Z. Kuchta, R. Guzik, A. Szymczak, A. Zimierski

Dopiero w wieku 28 lat, za zgodą sportowych władz, mógł wyjechać do zagranicznego klubu. Otrzymywał interesujące oferty, ale nie było klimatu politycznego do zawarcia kontraktu w Hiszpanii czy RFN, wybrał zatem Austrię. Szlak do tego kraju przetarli wcześniej inni reprezentanci Polski – Andrzej Wlazło, Andrzej Lech i Zygfryd Kuchta, partner klubowy z Anilany. Andrzej Szymczak trafił do drugoligowej drużyny Voest Linz i występował tam przez trzy sezony. Najpierw wywalczył z tą drużyną awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, a w kolejnych dwóch latach sięgnął po brązowe medale mistrzostw Austrii. Andrzej Szymczak mógł grać za granicą znacznie dłużej, ale w kwietniu 1980 roku postanowił wrócić do kraju, by spełnić kontrowersyjny warunek selekcjonera kadry do ubiegania się o miejsce w drużynie olimpijskiej. Poza tym czekała już na niego rodzina i koledzy z łódzkiej Anilany.

Powrót na stare śmiecie i kolejne medale MP

Powrót Andrzeja Szymczaka do Anilany był jego naturalnym wyborem. Gdy trenerem został Zygfryd Kuchta, pojawiła się szansa na wzmocnienie łódzkiej drużyny i walkę o medale, może nawet o tytuł mistrzowski. W tym czasie, obok Andrzeja, w Anilanie grali tak znani zawodnicy jak: Ryszard Bissinger, Bolesław Wrembel, Ryszard Przybysz, Zbigniew Robert, Grzegorz Kosma czy Marek Pazdur. Nic więc dziwnego, że w sezonie 1981/1982 zespół ten wywalczył brązowy medal, ustępując tylko Śląskowi Wrocław i Wybrzeżu Gdańsk. Przed sezonem 1982/1983 drużyna Andrzeja Szymczaka wzmocniła się jeszcze Lesławem Dziubą i Markiem Kordowieckim, detronizując wielokrotnych mistrzów Polski z Wrocławia i osiągając największy sukces w historii łódzkiego klubu. W kolejnym sezonie do bogatej kolekcji medalowej Andrzej Szymczak dorzucił jeszcze srebro. W sumie zdobył on 8 medali MP – 1 złoty, 3 srebrne i 4 brązowe.

Debiut w reprezentacji Polski seniorów

Zanim Andrzej Szymczak trafił do seniorskiej reprezentacji Polski zaliczył Światowe Igrzyska Młodzieży w Holandii, którym słusznie nadano rangę nieoficjalnych Mistrzostw Świata juniorów. Podopieczni Janusza Czerwińskiego w pięknym stylu wywalczyli tam srebrny medal, co w tamtym czasie było ogromnym sukcesem polskiej drużyny. W kadrze seniorów Andrzej zadebiutował w zwycięskim 21:18 meczu z Węgrami podczas zawodów w Bukareszcie, w listopadzie 1967 roku. W kolejnych dwóch sezonach praktycznie nie rozstawał się z zespołem narodowym. W roku 1970 wystąpił w nieudanych dla Polski mistrzostwach świata we Francji. Należał do tych nielicznych, którzy nie zawiedli w polskiej drużynie. Nasza ekipa sklasyfikowana została wówczas na miejscach 13/16. W tym czasie, obok Andrzeja Szymczaka, polskiej bramki bronili ponadto Bogdan Kowalczyk i Andrzej Szybka.

IO w Monachium (1972) i pamiętne MŚ (1974)

Polska 1972 IO:
 stoją od lewej: R. Zawada, J. Gmyrek, A. Lech, Z. Antczak, W. Wachowicz, J. Melcer, Z. Dybol, A. Sokołowski, F. Gąsior, Z. Kuchta, E. Szolc, W. Popielarski;  1 rząd od lewej: II trener M. Rozwadowski, H. Pniociński, A. Szymczak, B. Kowalczyk, H. Rozmiarek

Po 36 latach przerwy piłka ręczna wracała na olimpijskie areny, dlatego zainteresowanie turniejem w Monachium było ogromne. Andrzej Szymczak był już wtedy bramkarzem numer 1 naszej kadry i prezentował wysoką formę, ale nadzieje Polaków na wysoką lokatę w turnieju się nie spełniły. Remis ze Szwecją 13:13, zwycięstwo nad Danią 11:8 i porażka ze Związkiem Radzieckim 11:17 dawała już tylko możliwość gry o 9/12 miejsca. Po pewnym zwycięstwie nad Islandią 20:17 nasi szczypiorniści przegrali po dogrywce z Norwegami 20:23, zajmując ostatecznie 10 miejsce w turnieju. Andrzej Szymczak na długo zapamiętał sytuację, w której  trafiono go piłką w twarz i był zniesiony z boiska. Niezbyt udany start w Monachium paradoksalnie zaostrzył nasze apetyty na sukces w mistrzostwach świata – 1974, a marzenia sięgały aż półfinałów. Mimo nienajlepszego początku (porażka 14:18 z obrońcami tytułu, Rumunami), następne mecze grupowe ze Szwecją i Hiszpanią Polacy wygrali już zdecydowanie, zapewniając sobie przejście do strefy półfinałowej. W meczu ze Szwedami najlepszym graczem na boisku był Andrzej Szymczak, który obronił trzy rzuty karne i zapobiegł utracie bramek w kilku sytuacjach sam na sam. W spotkaniu z Hiszpanami znów wspaniale zagrał Szymczak, broniąc siedem rzutów karnych. Niestety, przy jednej z interwencji upadając na parkiet stłukł sobie bok i w kolejnych spotkaniach musiał grać z blokadą. Mimo to w kolejnych zwycięskich meczach z Czechosłowacją (19:16) i Danią (14:9) znów dawał pokaz bramkarskiego kunsztu. W starciu o brązowy medal po wyrównanej grze Polacy ulegli Jugosławii 16:18 i w końcowej klasyfikacji MŚ zajęli ostatecznie 4. miejsce za Rumunią, NRD i Jugosławią, co i tak było największym dotychczasowym osiągnięciem polskiej „siódemki”.

Andrzej Szymczak obronił w tym turnieju 19 z 27 rzutów karnych i znalazł się w drużynie All Stars MŚ. Wkrótce powołany został także do Reprezentacji Świata na mecz z Jugosławią w Lublanie, w dniu 13 października 1974 roku.

Późną jesienią tego samego roku nasi szczypiorniści wywalczyli jeszcze srebro podczas zawodów o Puchar Świata w Szwecji. Dla Andrzeja Szymczaka był to pierwszy medal przywieziony z tak ważnego turnieju.

Wyprawa po olimpijski medal (1976)

Polska – 1976:
Stoją od lewej: trener S. Majorek, Z. Kuchta, J. Melcer, J. Klempel, A. Sokołowski, P. Cieśla, M. Wojczak, A. Szymczak, H. Rozmiarek, Z. Antczak, trener J. Czerwiński; klęczą od lewej: J. Gmyrek, A. Kałuziński, W. Zieliński, J. Brzozowski, R. Przybysz.

„Szymek” zaliczany był do grupy zawodników najbardziej doświadczonych i prezentujących najwyższy światowy poziom. Orientował się jak duża odpowiedzialność na nim spoczywa i jakie są oczekiwania. W doborowej „czternastce” Stanisława Majorka i Janusza Czerwińskiego na Montreal znaleźli się najlepsi polscy gracze, może z wyjątkiem świetnego lewoskrzydłowego Zbigniewa Dybola. Andrzej Szymczak, podobnie jak inni koledzy z zespołu, świadomy był wielkiej życiowej szansy. Początek był wymarzony, bo Polacy wysoko wygrali z Tunezją 26:12, ale po wycofaniu się tej ekipy nasze konto punktowe ciągle było zerowe. Dopiero zwycięstwa nad Węgrami 18:16 i Czechosłowacją 21:18, wywalczone po zaciętej walce, dały Biało-Czerwonym pierwsze punkty. Andrzej Szymczak jak zwykle stawał na wysokości zadania, odbijając wiele piłek po silnych rzutach rywali, zwłaszcza dwumetrowego Węgra Petera Kovacsa. W kolejnym, teoretycznie łatwiejszym spotkaniu turniejowym z USA (26:20) „Szymek” mógł wreszcie odpocząć. Godnie zastąpili go Henryk Rozmiarek i Mieczysław Wojczak. W najważniejszym meczu grupowych eliminacji Polacy  ulegli nieznacznie utytułowanym Rumunom 15:17, głównie za sprawą znakomitego egzekutora Stefana Birtalana. Paru naszych zawodników zagrało nieco poniżej swoich możliwości. Nie wszyscy też słuchali okrzyków Szymczaka, który w swoim stylu dyrygował obroną. Oficjalnie komentowano, że zabrakło Polakom atutów i większej wiary w zwycięstwo. Nasz zespół zajął więc w grupie eliminacyjnej drugie miejsce i otrzymał prawo gry o brązowy medal z Republiką Federalną Niemiec. Od początku polski zespół nadawał ton grze i zasłużenie prowadził do przerwy 11:9. Także i później byliśmy stroną przeważającą, jednak przy stanie 17:14 jeden z naszych graczy popełnił przewinienie i opuścił boisko, co skrzętnie wykorzystali rywale, doprowadzając do wyrównania po trafieniu Joachima Deckarma. O brązowym medalu musiała zadecydować dogrywka, w której Polacy wykorzystali swoją szansę. Mecz zakończył się wynikiem 21:18, a kropkę nad „i” postawił kapitan zespołu Zygfryd Kuchta. Biało-Czerwoni odnieśli w ten sposób największy sukces w dotychczasowej historii polskiej piłki ręcznej, zdobywając brązowy medal olimpijski. Andrzej Szymczak bez wątpienia był jednym z tych, którzy mieli w tym sukcesie największy udział. Po powrocie do kraju uhonorowany został Brązowym Medalem „Za wybitne osiągnięcia sportowe”, podobnie jak inni koledzy z zespołu.

Niespełnione marzenia

Brązowy medal Montreal ’76

Po olimpijskim sukcesie w Montrealu polska opinia publiczna oczekiwała medalu mistrzostw świata podczas turnieju w Danii (1978). Tym bardziej, że obok Andrzeja Szymczaka w naszej ekipie wystąpiło jeszcze ośmiu innych olimpijczyków i była dobra atmosfera w drużynie. A tymczasem po łatwych zwycięstwach nad Japonią, Bułgarią i Szwecją przyszły porażki z Danią 23:25, ZSRR 16:18 i Jugosławią 19:21. Szóste miejsce Biało-Czerwonych wywołało falę nie do końca słusznej krytyki, jaka spadła na zawodników i sztab trenerski. Wprawdzie przegrywaliśmy, ale o wyniku decydowały niuanse. Co by nie powiedzieć, to szóste miejsce zapewniło naszemu zespołowi start na igrzyskach olimpijskich w Moskwie. Andrzej Szymczak nie wiedział jeszcze wtedy, że moskiewska olimpiada pozostanie jego niespełnionym marzeniem. Jako zawodnik światowej klasy i z ogromnym doświadczeniem pominięty został przy ustalaniu olimpijskiego składu przez ówczesnego selekcjonera kadry, Jacka Zglinickiego. „Szymek” bezpowrotnie utracił szansę na udział w trzeciej kolejnej olimpiadzie. A start Polaków na moskiewskich igrzyskach okazał się prawdziwym niewypałem. Siódma lokata była dotkliwą porażką zarówno samego trenera jak i całej drużyny.

Brązowy medal MŚ (1982)

Po niepowodzeniu w Moskwie szybko doszło do zmiany na stanowisku selekcjonera kadry. Wraz z przyjściem Zygfryda Kuchty odżyły nadzieje na lepsze jutro polskiej „siódemki”. Nasz zespół z Szymczakiem, Klempelem, Kałuzińskim i Waszkiewiczem w składzie przeszedł jak burza przez turniej o MŚ grupy „B” we Francji i uzyskał kwalifikację do imprezy docelowej, jaką były MŚ grupy „A” w Republice Federalnej Niemiec. W drużynie Zygfryda Kuchty znalazło się 11 olimpijczyków z Moskwy, do których dołączyło dwóch bramkarzy – Andrzej Szymczak i Andrzej Mientus oraz Lesław Dziuba i Henryk Mrowiec. Już pierwszy mecz ze Szwajcarią zakończony minimalnym zwycięstwem Polaków 16:15 zapowiadał zaciętą rywalizację w dalszej części turnieju. Łatwe spotkanie z Japonią (28:19) było tylko przetarciem przed konfrontacją z NRD. W spotkaniu z naszym zachodnim sąsiadem ważyły się losy zwycięstwa. Na minutę przed końcem rywale objęli prowadzenie 19:18 po golu Franka Wahla i zrobiło się bardzo nerwowo. Kiedy czas już upływał nieubłaganie, na jedną sekundę przed końcem gry Jerzy Klempel zdobył bramkę na wagę remisu, który – jak się później okazało – miał ogromne znaczenie dla układu tabeli w półfinałach. Po porażkach z RFN 16:17 i Związkiem Radzieckim 21:27 w drugiej fazie turnieju nasz zespół znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Przed nimi był jeszcze mecz z Czechosłowacją. W tym bardzo ważnym spotkaniu Polacy prowadzili do przerwy 15:9, ale później mecz wymknął im się spod kontroli. Na szczęście Andrzej Szymczak dwukrotnie zapobiegł utracie bramki i poderwał do walki współpartnerów, co dało wygraną 24:23 i pozwoliło zainkasować cenne punkty. Sensacyjny remis obrońców tytułu mistrzowskiego, drużyny RFN, ze Szwajcarami 16:16 zagmatwał układ tabeli „polskiej” grupy do tego stopnia, że o kolejności kilku zespołów musiała decydować różnica bramek. Okazało się, że po ZSRR właśnie polski zespół uzyskał awans do strefy medalowej i wywalczył prawo gry o brązowy medal z Danią. Spotkanie to rozgrywane w dortmundzkiej Westfalenhalle aż do 45 minuty przebiegało pod dyktando naszych rywali, którzy prowadzili nawet różnicą kilku bramek. W obliczu porażki wola walki i nieustępliwość Polaków jednak wzięła górę. Nastąpił okres znakomitej gry zawodników pierwszej „siódemki” – Szymczaka, Brzozowskiego, Mrowca, Gawlika, Klempela, Panasa i Waszkiewicza. Na minutę przed końcem ten ostatni uzyskał gola na 23:22, a podłamani Duńczycy nie zdołali już sforsować naszej bramki. Polska została brązowym medalistą MŚ i uzyskała kwalifikację olimpijską do Los Angeles.

Polska 1981:
 1 rząd od lewej: prezes ZPRP S. Monikowski, II trener A. Wiecanowski, Z. Gawlik, R. Jedliński, J. Brzozowski, H. Mrowiec, G. Kosma, D. Waszkiewicz, I trener Z. Kuchta, kierownik M. Golimowski; 2 rząd od lewej: A. Kącki, M. Gonciarczyk, L. Krowicki, A. Kałuziński, J. Garpiel, Z. Tłuczyński, A. Szymczak, M. Panas, J. Klempel, masażysta R. Biernat, lekarz S. Zawadziński.

 

Smutek i rozgoryczenie po bojkocie olimpiady

Dla Andrzeja Szymczaka i jego kolegów z reprezentacji wyjazd na drugą półkulę był dosłownie na wyciągnięcie ręki. Mieli szansę wystąpić na kolejnej olimpiadzie. A tymczasem, w ślad za postanowieniami innych krajów byłego obozu socjalistycznego, Polski Komitet Olimpijski podjął decyzję o rezygnacji ze startu w igrzyskach olimpijskich 1984 roku i nie wysyłaniu naszych sportowców do Los Angeles. Decyzja polskich władz wywołała duże rozgoryczenie w całym środowisku sportowym, także wśród zawodników, trenerów i działaczy piłki ręcznej. Nasza męska reprezentacja miała bowiem zapewniony udział w igrzyskach, z dużymi szansami na końcowy sukces. Na otarcie łez zorganizowano wielkie Zawody Przyjaźni w Magdeburgu. Polska drużyna z Andrzejem Szymczakiem, ale bez kilku czołowych zawodników, pojechała na te zawody by godnie się zaprezentować. Biało-Czerwoni zdobyli tam brązowy medal, wygrywając po dogrywce z Węgrami 22:21. Medalowa kolekcja Andrzeja Szymczaka powiększyła się zatem o kolejny brązowy krążek, ale nie był to krążek olimpijski. Zawody Przyjaźni były ukoronowaniem długiej, reprezentacyjnej kariery Andrzeja Szymczaka. Łącznie, w latach 1967-1984, rozegrał on w drużynie narodowej 229 spotkań. Mimo upływu kilku dekad zajmuje w klasyfikacji wszech czasów wysokie 5. miejsce za Sławomirem Szmalem, Karolem Bieleckim, Marcinem Lijewskim i Bartoszem Jureckim.

Pożegnanie wielkiego zawodnika

Z prezesem ZPRP Stefanem Monikowskim

Karierę zawodniczą zakończył po powrocie z Luksemburga w roku 1985, ale prawdziwe pożegnanie z boiskiem nastąpiło w grudniu 1987 roku. W Łodzi odbył się wtedy mecz Anilany z reprezentacją Polski prowadzoną przez Zenona Łakomego. „Szymek” wystąpił w łódzkim zespole po raz ostatni, zaś w drużynie narodowej zagrali dla niego tej klasy zawodnicy jak Jerzy Klempel, Bogdan Wenta czy Marek Kordowiecki.  Nie zamierzał jednak rozstawać się z ukochaną dyscypliną. Niemalże przez 10 lat był szkoleniowcem Anilany, dwukrotnie sięgając z tym klubem po wicemistrzostwo Polski (1986, 1987). W latach 1990-1992 był także drugim trenerem reprezentacji Polski seniorów, kiedy to współpracował z Michałem Kaniowskim. Niestety, ze względu na stan zdrowia  po roku 1995 nie mógł już kontynuować kariery trenerskiej. Jako zawodnik spędził na boisku 22 lata, a łącznie poświęcił piłce ręcznej ponad 30 lat życia.

Andrzej Szymczak był bramkarzem o niezwykłej wprost intuicji, refleksie, szybkości ruchu i umiejętności ustawiania się, ulegającym gorącej atmosferze meczu. Był zaporą trudną do przebycia nawet dla najlepiej atakujących na świecie, prawdziwym dyrygentem defensywy i niedoścignionym mistrzem w obronie rzutów karnych, jednym z najlepszych bramkarzy w historii polskiej piłki ręcznej. Jego wspaniałe wyczyny na trwałe wpisały się w historię szczypiorniaka, a tym samym w historię całego polskiego sportu.

Mimo upływu lat Andrzej Szymczak miał bardzo dobry kontakt z polską piłką ręczną, śledził i komentował bieżące wydarzenia, bywał na spotkaniach olimpijczyków i wybitnych reprezentantów Polski. Udzielał się w akcjach promujących sport i piłkę ręczną. Po jednej z takich imprez wrócił z Wągrowca, gdy nagle serce odmówiło posłuszeństwa. Zmarł 6 września 2016 r. w swoim rodzinnym mieście, Konstantynowie Łódzkim, pogrążając w bólu żonę Halinę, syna Michała i córkę Ewę z rodzinami, w tym „czwórkę” wspaniałych wnucząt. Swoim odejściem zasmucił liczne grono swoich przyjaciół,  kolegów z boiska i trenerów.

Takim zapamiętali go także koledzy z reprezentacji i wybitni trenerzy.

Zygfryd Kuchta: wieloletni reprezentant Polski i kapitan drużyny narodowej, brązowy medalista olimpijski z Montrealu; trener drużyny, która wywalczyła brąz na MŚ 1982.
Wspaniały, charyzmatyczny bramkarz, doskonale ustawiający się i wyczuwający zamiary atakującego, umiejętnie dyrygujący obroną. Ogromnie wartościowy zawodnik, często przechylający szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny. Niezwykle silna osobowość i duży autorytet na boisku. Wielka postać w historii polskiej piłki ręcznej. Solidny i życzliwy człowiek, wypróbowany przyjaciel i bardzo dobry kolega.

Lesław Dziuba: 3-krotny uczestnik MŚ, brązowy medalista z roku 1982, 4-krotny „król strzelców” polskiej ekstraklasy.
Prawdziwy dynamit, silnie umotywowany, żył wydarzeniami na boisku i był częścią zespołu. Zawsze dawał z siebie maksimum i oczekiwał tego od innych. Gdy zachodziła potrzeba nie przebierał w słowach, ale robił to dla drużyny. Otwarty, życzliwy i tolerancyjny dla młodych zawodników, wzór do naśladowania. Poza boiskiem niezwykle skromny, spokojny i łagodny człowiek, wspaniały kolega, dusza towarzystwa.

Piotr Czaczka: olimpijczyk z Moskwy (1980), wielokrotny reprezentant Polski, 2-krotny mistrz kraju i zdobywca Pucharu Polski.
Bramkarz znakomity, w pewnym okresie najlepszy na świecie. Niezwykle wymagający od siebie i od partnerów z drużyny. Każdy mecz był dla niego ważny, nawet spotkania towarzyskie. Wielki autorytet na boisku i poza nim. Już sama jego obecność w bramce budziła respekt rywali. Zawsze miał swoje zdanie, ale nie narzucał go innym. Ciekawie opowiadał o piłce ręcznej, która ciągle była w centrum jego zainteresowań. Człowiek bardzo koleżeńskii serdeczny.

Bogdan Kowalczyk: olimpijczyk z Monachium (1972), 3-krotny uczestnik MŚ, wielokrotny reprezentant kraju, 7-krotny mistrz Polski, doświadczony trener.
Bramkarz o świetnych warunkach fizycznych, zawodnik z charakterem „nie pękający” na widok przeciwnika, znakomity analityk i taktyk, dobrze współpracujący z defensywą, specjalista od obrony rzutów karnych, dobrze broniący również rzuty z najbliższej odległości, ze skrzydła, z koła czy z kontry. Przez wiele sezonów bramkarz numer 1 w kraju i jeden z najlepszych na świecie. Gdyby zabrano go na IO do Moskwy byłaby szansa na drugi olimpijski medal dla Polski. Mógł występować w Atletico Madryt czy Bundeslidze, ale ówczesna sytuacja polityczna nie sprzyjała takim transferom. I tak osiągnął bardzo wiele, zapisując piękną kartę w historii polskiego szczypiorniaka. Odszedł jeden z najlepszych naszych zawodników.

Stanisław Majorek: znakomity trener, w roku 1976 wraz z Januszem Czerwińskim poprowadził polski zespół do brązowego medalu olimpijskiego.
Jeden z filarów i legenda naszej reprezentacji. Świetny bramkarz o znakomitych – jak na tamte czasy – warunkach fizycznych i dużym zasięgu ramion. Jako jeden z pierwszych zaczął współpracować z obrońcami i umiejętnie kierował defensywą; nie bał się żadnego przeciwnika i miał niesamowite serce do walki. Bardzo wiele potrafił, dlatego cieszył się dużym autorytetem u kolegów, którzy liczyli się z jego zdaniem. W interesie drużyny niekiedy kierował ostrą uwagę po złym zagraniu partnera, by za chwilę go pochwalić po udanej akcji. Znakomity taktyk, po mistrzowsku bronił rzuty karne.

Janusz Czerwiński, reprezentant kraju, a później znakomity trener, współautor brązowego medalu olimpijskiego, długoletni działacz piłki ręcznej, Honorowy Prezes ZPRP.
Biografia Andrzeja Szymczaka dowodzi, iż w pełni wykorzystał szansę, jaką dało mu życie. Nauczył nas, że warto ciężko pracować mając wytyczony cel i że praca jest gwarantem sukcesu. „Szymek” przyciągał do siebie ludzi potrzebujących wsparcia i otuchy, stąd tak wielka sympatia dla niego ze strony młodych sportowców. Mimo wielkich osiągnięć nigdy nie należał do ludzi walczących o swoje przywileje. Zawsze utożsamiał się ze środowiskiem piłkarzy ręcznych, ciesząc się z każdego dobrego wyniku Biało-Czerwonych. Wśród wielu zalet Andrzeja godnymi podkreślenia przymiotami były: emocjonalne ciepło i pogoda ducha oraz skromność. Z jego odejściem trudno nam się pogodzić, był bowiem wielką postacią piłki ręcznej i całego polskiego sportu. I takim pozostanie w naszej pamięci.

Andrzej Szymczak latach 1967-1984 rozegrał w drużynie narodowej 229 spotkań

Andrzej SZYMCZAK ur. 8.09.1948, Konstantynów Łódzki, zm. 06.09.2016 r. Konstantynów Łódzki; bramkarz – 193 cm, 96 kg; kluby: Włókniarz Konstantynów Łódzki (1963-1964),  MKS Sokół Konstantynów Łódzki (1964-1965), Śląsk Wrocław (1970-1971), Anilana Łódź (1965-1977, 1980-1984), Austria – Voest Linz (1977-1980), Luksemburg – HC Berchem (1984-1985); 2-krotny olimpijczyk (1972, 1976), brązowy medalista olimpijski z Montrealu (1976); brązowy medalista Zawodów Przyjaźni zorganizowanych w związku z bojkotem IO w Los Angeles (1984); 4-krotny uczestnik MŚ gr. A i B, brązowy medalista z RFN (1982), najlepszy bramkarz z turnieju w NRD (1974), gdzie obronił 19 z 27 rzutów karnych; srebrny medalista PŚ (1974); powołany do Reprezentacji Świata na mecz z Jugosławią w Ljubljanie (1974); finalista Pucharu Bałtyku (1970); brązowy medalista Akademickich MŚ (1975); 2-krotny brązowy medalista Mistrzostw Armii Zaprzyjaźnionych; 229-krotny reprezentant kraju  w latach 1967-1984 (2 miejsce w klasyfikacji wszech czasów za S.Szmalem i M.Lijewskim); mistrz Polski (1983), 3-krotny wicemistrz kraju (1971, 1977, 1984), 4-krotny brązowy medalista MP (1972, 1974, 1975, 1982); 2-krotny zdobywca Pucharu Polski (1973, 1977); 2-krotny brązowy medalista Mistrzostw Austrii (1979, 1980); wychowanek trenerów R.Szklennika i T.Wadycha; wybrany do „siódemki” 90-lecia polskiej piłki ręcznej (2008); trener łódzkiej Anilany (1985-1989, 1990-1995), drugi trener męskiej reprezentacji seniorów, współpracujący z M.Kaniowskim (1990-1992); Zasłużony Mistrz Sportu (1974), odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi i 2-krotnie Brązowym Medalem „Za wybitne osiągnięcia sportowe” (1976, 1982), uhonorowany Odznaką Diamentową z Wieńcem „Za Zasługi dla Piłki Ręcznej” (2013); absolwent Liceum Ogólnokształcącego w Konstantynowie Łódzkim i gdańskiej AWF; od 2013 roku był na emeryturze, wcześniej przez szereg lat wraz żoną prowadził zakład gastronomiczny w Konstantynowie; pseudonim sportowy „Szymek”.
IO: 1972 – 10, 1976 – 3; MŚ gr. A: 1970 – 13/16, 1974 – 4, 1978 – 6, 1982 – 3; MŚ gr. B: 1981 – 1; Zawody Przyjaźni: 1984 – 3; PŚ: 1974 – 2, 1984 – 5; AMŚ: 1975 – 3;