Jan Węglarz

Wspomnienia z lat młodzieńczych

Wszystko zaczęło się na początku lat 50 dwudziestego wieku. Jako uczeń szkoły podstawowej nie poświęcałem zbyt wiele czasu nauce (wtedy to było możliwe), więc pozostało go dużo na wszystkie możliwe „ gry i zabawy ruchowe”. W drugiej klasie, jako prezent komunijny (jedyny, który pamiętam) dostałem piłkę do piłki nożnej. Od tego momentu (do całkowitego zużycia się piłki) byłem najbardziej oczekiwanym kolegą na podwórku. Tak oto przez około pięć lat (po różnych podwórkach) grałem głównie w piłkę nożną.

Po skończeniu szkoły podstawowej rozpocząłem naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. J Śniadeckiego w Siemianowicach Śląskich. Tak się złożyło, że nauczyciel wf-u mgr E. Chlebik jednocześnie prowadził juniorów piłki ręcznej w Górniku Siemianowice. Wszyscy uczniowie byli przetestowani pod względem możliwości uprawiania piłki ręcznej. Znalazłem się w grupie, która została zakwalifikowana do dalszej „obróbki”. Jednocześnie na zajęciach wf-u  poznawaliśmy zasady gier zespołowych, ćwiczyliśmy elementy gimnastyki, lekkiej atletyki a nawet tańce towarzyskie. W okresie jesienno – zimowym na terenie szkoły odbywały się turnieje między klasowe w koszykówce, siatkówce, szachach. We wszystkich tych przedsięwzięciach miałem swój udział. Jeżeli dodam, że 50m od Liceum znajdowała się kryta pływalnia, którą odwiedzałem bardzo często (miałem propozycję podjęcia treningu pływackiego). Zastanawiam się jak ja to wszystko godziłem, a przecież w Liceum na pierwszym miejscu była nauka. Rok 1958 był momentem, w którym podjąłem decyzję o kierunku dalszej aktywności sportowej. Na początku roku zostałem zakwalifikowany do grupy juniorów, która w wakacje miała wyjechać na tygodniowy obóz w Hamburgu. Wiązało się to z wypełnieniem kilku stronicowego kwestionariusza paszportowego, który musiał podpisać dyrektor szkoły. To był kij wsadzony w mrowisko. Trudno dzisiaj z perspektywy kilkudziesięciu lat opisywać jak był odbierany wyjazd sportowy 16 latka do Niemiec szczególnie na Śląsku. Do tego doszedł wyjazd z reprezentacją juniorów na dwa mecze do Rumunii. W międzyczasie uczestniczyłem w dwutygodniowym obozie w Sierakowie. Skończyły się wakacje zaczęły się zajęcia szkolne, ale jednocześnie rozgrywki ligowe 11-ki, a później mistrzostwa okręgu w 7-ce, z których można było awansować do dalszych rozgrywek o mistrzostwo Polski. To był okres, w którym nauczyłem się godzić naukę ze sportem i odwrotnie.  W tym czasie nastąpiła zmiana trenera seniorów Górnika Siemianowice. Został nim Alojzy Chruszcz absolwent warszawskiej AWF. Jego metody treningowe były tak ciekawe i atrakcyjne, że nie czuło się wysiłku wkładanego w trening. To zaowocowało tym, że młodzi zawodnicy zaczęli wchodzić do drużyny seniorów. W tym gronie znalazłem się również ja. Niestety trener Chruszcz zmienił dyscyplinę i podjął pracę z piłkarzami nożnymi.  W Górniku Siemianowice rozpoczęła się era Jerzego Tila. Era piłki ręcznej 11=osobowej trwała. Większość drużyn wywodziła się z województw wrocławskiego, opolskiego i katowickiego. Ze względu na niezbyt duże odległości przez kilka lat na mecze jeździło się ciężarówkami krytymi brezentem, na których ustawiano ruchome ławki, a my siadaliśmy na nich w strojach sportowych. Było ciekawie i wesoło. Zgrupowania i obozy kadry młodzieżowej, na które byłem powoływany odbywały się głównie w okresie wakacyjnym. Nic nie stało na przeszkodzie by coraz bardziej połykać bakcyla sportowego. W tym czasie upadła koncepcja włączenia piłki ręcznej do programu Igrzysk Olimpijskich Tokio1964. Na kolejną okazję trzeba było czekać do1972r. Nadszedł rok 1960, a z nim matura, egzamin wstępny na Politechnikę Śląską i zgrupowanie kadry młodzieżowej w Jeleniej Górze. Kierownikiem tego zgrupowania, w którym uczestniczyła również kadra juniorów, był prof. Szymański, który gdy dowiedział się, że jestem świeżym maturzystą sugerował rozpoczęcie studiów w ówczesnej WSWF we Wrocławiu. Wszystko zweryfikowała jedna kartka pocztowa z informacją, że po zdanym egzaminie wstępnym zostałem studentem Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Zaczęły się trudne miesiące łączenia treningów, wyjazdów na mecze z nauką. Sprawy szły w dobrym kierunku, gdyż w styczniu zaliczyłem pierwszy semestr. Od lutego nasz rocznik rozpoczynał semestralną praktykę robotniczą (przez co nasze studia trwały pięć i pół roku, a nie pięć). Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Praktykę odbywałem w patronackim zakładzie pracy, miałem więc okazję na dużo większe zaangażowanie treningowe. Trenowałem indywidualnie i z drużyną, jednak efekty nikogo nie zadawalały. Występy w meczach ligowych były przeciętne. Po skończonych rozgrywkach zrobiłem sobie przerwę w treningach, Wiedziałem, że na wyjazd do NRD na mecz reprezentacji młodzieżowej 11 osobowej nie mam szans, gdyż nie załatwiono dla mnie paszportu, ale na zgrupowanie przed tym wyjazdem zostałem powołany. W trakcie przygotowań rozegraliśmy kilka sparingów z seniorską reprezentacją, która w tym czasie również przygotowywała się do meczów międzypaństwowych. We wszystkich tych sparingach młodzieżowcy byli lepsi. Moja postawa w tych meczach musiała być pozytywna, gdyż zostałem powołany na mecz reprezentacji 7 osobowej z Czechosłowacją w Łodzi wygrany przez nas 14:13. Był to okres, w którym reprezentacje piłce ręcznej 11 i 7 osobowej niewiele się różniły składem personalnym. Rozgrywki o mistrzostwo Polski toczyły się wiosną, latem i wczesną jesienią w p.r.11 osobowej, natomiast późną jesienią i zimą w p.r. 7 osobowej. Drużyna Górnika Siemianowice, której byłem zawodnikiem brała udział w rozgrywkach 7 i11 osobowej p.r. Jako student drugiego roku stawałem na głowie by to wszystko się zazębiało. Muszę stwierdzić, że skutecznie. Jako ciekawostkę przedstawię rozkład dnia: 6.15 wyjście z domu na autobus do Katowic, 7.00 pociąg Katowice – Gliwice 8.00 – 15.00 zajęcia na uczelni, około 17.00 powrót do domu, szybki obiad 17.30 autobus do Tarnowskich Gór na trening. Powrót do domu około 23.00. W tym rytmie funkcjonowałem 2-3 razy w tygodniu przez 3-4 zimowe miesiące, gdyż w jednostce wojskowej w Tarnowskich Górach była hala, w której można było trenować i grać mecze p.r. 7 osobowej. Gdy wydawało się, że wszystko można pogodzić okazało się, że nie. W 1963 roku odbywały się M.Ś. 11 osobowej p.r. w Szwajcarii. Ja w lutym tego roku rozpoczynałem 6-ty semestr. W programie były laboratoria z dwóch kluczowych przedmiotów. 10 ćwiczeń, 11 terminów- rachunek prosty. Możesz odrobić tylko jedną nieobecność z każdego. Trzeba było dokonać wyboru. Ja wybrałem – naukę. Trudno dzisiaj rozstrzygać, jaką bym podjął decyzję gdyby piłka ręczna znalazła się w programie I.O-1964r. W latach 1962 i1963 jako student często musiałem rozwiązywać trudne sprawy. Podam dwa przykłady 1-szy – zbiegły się dwa terminy. Jeden to egzamin drugi to wyjazd na mecz towarzyski do Paryża z Francją. Piszę do związku prośbę o nieuwzględnianie mnie w związku z terminem mojego egzaminu. Ze strony Związku -cisza. Na dwa dni przed terminem wyjazdu dochodzi do mnie wiadomość (nieoficjalna), że ówczesny prezes Jarecki zadzwonił na Uczelnię żeby mi przełożyć termin egzaminu i sprawa jest załatwiona. Ja nie dałem wiary w tą informację (u tego profesora to było niespotykane). W ustalonym terminie zgłaszam się na egzamin, podaję indeks i słyszę – przecież miało pana dzisiaj nie być, ale jak pan jest to proszę siadać.

Wyjazd na towarzyski mecz p.r. 11osobowej do NRD. Reprezentacja jedzie pociągiem z Warszawy do Lipska przez Wrocław. Ja dostaję zgodę, że dołączę do drużyny we Wrocławiu. Wyruszam z Katowic tak by we Wrocławiu być godzinę przed pociągiem z Warszawy. Niestety pociąg z Katowic do Wrocławia spóźnił się o więcej niż godzinę. Szybka decyzja – taksówka i do Legnicy. W Legnicy pociągu również już nie było. Kupiłem bilet powrotny i wróciłem do domu. Po przegranym meczu trzeba było wyciągnąć konsekwencje. Dyskwalifikacja pół roku podpisana przez ówczesnego przewodniczącego WGiD pana Ignacego Demiańczuka. Złożyłem odwołanie, opisałem, dołączyłem rachunek z taksówki, oraz bilet powrotny z Legnicy, w efekcie dyskwalifikację cofnięto. W lutym 1963 rozpoczął się semestr w programie, którego znalazły się laboratoria z dwóch kluczowych przedmiotów. Program każdego z nich zakładał wykonanie 10 ćwiczeń, na co było 11 terminów. Wiadomo było, że tego nie da się pogodzić z cyklem przygotowań do MŚ w Szwajcarii 1963. Z bólem zrezygnowałem z tych przygotowań
i możliwości uczestnictwa w MŚ. Dzisiaj z perspektywy wielu lat nie wiem, jaka by była moja decyzja gdyby w programie IO Tokio 1964 znalazła się piłka ręczna. Od jesieni1963r zaczęły znikać problemy na linii nauka -sport. Można było jedno z drugim godzić. W perspektywie pojawiły się kolejne MŚ p.r.11osobowej w Austrii w1966 r., oraz eliminacje do MŚ w Szwecji w 1967, w których zajęliśmy drugie miejsce w grupie i zdobyliśmy kwalifikację. Rok 1966 rozpoczął się zgrupowaniami przed MŚ w Austrii. W marcu tego roku obroniłem pracę dyplomową uzyskując tytuł magistra inżyniera górnika. Tym samym zakończyłem studia stacjonarne na Politechnice Śląskiej. Przed wyjazdem do Austrii trzeba było „zorganizować sobie buty piłkarskie”(kupić było trudno, a było to w gestii zawodnika). Efekt był taki, że buty – dzisiaj nazwałbym je „korko trampki” na kauczukowej podeszwie pożyczył mi kolega H. Breguła, który przywiózł je z poprzednich mistrzostw, jako podarunek od zawodnika z USA. W trakcie tych mistrzostw doszło do meczu z drużyną z RFN. Mecz odbywał się na idealnej nawierzchni trawiastej przy padającej mżawce. Katastrofa. Koledzy dysponowali podobnym sprzętem, który mnie udało się zdobyć przed wyjazdem, mecz przegraliśmy, wyniku lepiej nie pamiętać. Po meczu zawodnicy Niemieccy podarowali nam buty, które oni mieli do dyspozycji. Mistrzostwa skończyliśmy na czwartym miejscu. Mistrzostwa Świata w Szwecji były bez historii. Po przegranych meczach ze Szwecją i Jugosławią oraz wygraną ze Szwajcarią odpadliśmy z dalszych rozgrywek. Zdałem sobie sprawę, że po tym turnieju zostałem jedynym piłkarzem ręcznym, który skończył studia stacjonarne, a potem uczestniczył w dwóch turniejach finałowych MŚ 11 osobowej oraz 7 osobowej p.r. Jednocześnie postanowiłem zakończyć karierę sportową. W tym momencie pojawiła się propozycja nie do odrzucenia. Przejść do Pogoni Zabrze z perspektywą szybkiego (okazało się, że to są 3 lata) otrzymania mieszkania. Zgodziłem się na to w związku z czym kontynuowałem karierę klubową do1972r., która rozpoczęła się meczem w barwach Górnika Siemianowice przeciwko drużynie Budowlani Groszowice w 11osobową p.r., a zakończyła meczem Pogoni Zabrze przeciwko Spójni Gdańsk w 1972r.

Pin It on Pinterest