Jerzy Garpiel

Rodzina i sport

16 luty 2017  – obchodzę moje 60 urodziny. Pracuję w ogrodzie przed naszym domem w Nowym Wiśniczu i oczywiście trudno nie oprzeć się chwili refleksji w tym dniu. Moje rozmyślania przerywa mi pojawiające się na podjeździe auto naszego listonosza, który z trudem wyładowuje (już się domyślam !) ogromnych rozmiarów prezent urodzinowy od syna i synowej. Każdy prezent urodzinowy od dzieci to coś szczególnego. Zawsze zaskakują mnie pomysłowością. Ze wzruszeniem wspominam moje piędziesiąte urodziny, zapamiętaliśmy je z żoną szczególnie, bo spędziliśmy je w 2007 roku w Kolonii.

Dzieci podarowały nam bilety na Finały Mistrzostw Świata w piłce ręcznej. Wtedy nikt z nas nie sądził, że w finale zagra polska drużyna z gospodarzami Turnieju – Niemcami. Dla mnie to była szczególna chwila, bo z jednej strony długo grałem i mieszkałem w Niemczech, a z drugiej, dokładnie po 25 latach od zdobycia przez naszą drużynę narodową pierwszego medalu Mistrzostw Świata również w Niemczech. Polacy ponownie stanęli na podium zdobywając srebrny medal. I własnie wtedy przypominaja się te chwile, w których przyszło nam pracować na ten pierwszy w historii polskiej piłki ręcznej medal Mistrzostw Świata. W tamtym czasie, rywalizacja o miejsce w reprezentacji była tak duża, że dla przykładu w Zakopanem na obozie letnim najbardziej ucierpieli biegający z nami zawodowi przewodnicy górscy, którzy z trudem utrzymywali tempo niektórych zawodników. W drodze rewanżu, jeden z nich zaproponował krótsze ale jak się później okazało dużo trudniejsze zejście poza szlakiem z Giewontu. W lecie leżał tam jeszcze zmarznięty śnieg. Ze względu na nasz letni ubiór było nam bardzo trudno przemieszczać się po oblodzonym żlebie i zaplanowane na 30 minut zejście, zajęło nam ponad 4 godziny. Przewodnik górski, który był inicjatorem tego „skrutu“ nie krył zadowolenia z udanego rewanżu.

Wspominając to i inne wydarzenia oraz czas spędzony na treningach,  zgrupowaniach, meczach i turniejach pragnę pozdrowić kolegów z boiska, trenerów oraz wszystkich, którzy towarzyszyli mi w mojej długiej przygodzie sportowej.