Leon Wallerand

Chodząca legenda *

Urodziłem się w 1921 roku w Kościerzynie (Kaszubszczyzna to region bardzo piękny ale ubogi), tam też ukończyłem szkołę ćwiczeń przy Seminarium Nauczycielskim i Gimnazjum. Wojna zastała mnie na wsi pod Kościerzyną i nie przypuszczałem, że losy i wojna pokierują mnie w stronę odległych krajów, przez wiele granic. Powędrowałem przez Niemcy, Francję, Szwajcarię, Włochy, aż do Palestyny, gdzie w marcu 1943 roku dołączyłem do II Korpusu Wojska Polskiego, by po szkoleniu wylądować we Włoszech i uczestniczyć w kampanii włoskiej. W sierpniu 1944 roku moja jednostka została wycofana z dalszych działań wojennych i wywieziona  z powrotem do Egiptu w celu organizacji nowej jednostki pancernej. I znowu zostaliśmy przeniesieni do Włoch, a ja zostałem skierowany do Centralnego Ośrodka Sportowego II Korpusu, gdzie przeszedłem przeszkolenie instruktorskie. W ogóle miałem smykałkę do sportu. Jeszcze przed wojną grałem w piłkę nożną, chociaż największe predyspozycje, tak mi mówiono, miałem ponoć do biegania przełajów na dystansach 3 i 5 kilometrów. Ścigałem się trochę na rowerze. Pierwszy raz ze szczypiorniakiem zetknąłem się w 1938 roku. Będąc w Gdańsku na Jarmarku Dominikańskim obserwowałem mecz kobiet pomiędzy Odrą i Gedanią. Oczywiście nigdy nie przypuszczałem, że przez 50 lat będę całym sercem związany z tą dyscypliną, że pokocham ją miłością wielką.

Ale wracając do Italii. W Ośrodku Sportowym II Korpusu  w Sulmonie zainteresowali się mną ówcześni wykładowcy gier zespołowych, zachęcając mnie do rezygnacji z lekkiej atletyki  i przejścia do gier. Udało im się mnie przekonać i od tej pory moim sportem numer jeden stał się jedenastoosobowy szczypiorniak. Już jako instruktor sportowy ze specjalizacją szczypiorniaka znalazłem się w Pułku Śląskim 14 Wielkopolskiej Brygady Pancernej, gdzie zacząłem organizować drużyny szczypiorniaka i piłki nożnej. Miały też tam miejsce mecze towarzyskie pomiędzy poszczególnymi jednostkami wojskowymi II Korpusu oraz żołnierzami  z armii angielskiej.

Po wojnie zacząłem pracować jako wuefista w Liceum Pedagogicznym w Kościerzynie, równocześnie podejmując zaoczne studia w AWF, które zakończyłem egzaminem dyplomowym w 1953 roku. 1 lipca 1950 roku przeniosłem się do Gdańsk i zostałem nauczycielem wychowania fizycznego w tamtejszym  Technikum Budowy Miast i Osiedli, późniejszym Technikum Budowy Okrętów.

Nie mogłem oczywiście zapomnieć o ukochanej piłce ręcznej . W Kościerzynie zorganizowałem MKS Gryf, klub Budowlani i SKS Kaszubia. Z tą pierwszą drużyną wywalczyłem w Warszawie jakże cenny mistrzowski tytuł w „jedenastkę”. W 1951 roku w Gdańsku byłem jednym z organizatorów Okręgowego Związku Piłki Ręcznej i jego długoletnim prezesem. Wiedziałem, że trzeba bardzo szybko powoływać silne sekcje piłki ręcznej, żeby nie ustępować  pola przeciwnikom. Wtedy to powstała  gdańska Gwardia, (dzisiaj Wybrzeże Gdańsk), AZS Gdańsk, Spójnia, Stoczniowiec, Zryw, MKS Conradium. Wkrótce GKS Wybrzeże i Spójnia stają się czołowymi  drużynami w kraju. Wielokrotnym mistrzem MKS staje się Conradium, które miało za zadanie zasilać GKS w największe talenty. W tym czasie, wokół piłki ręcznej  w Gdańsku, panowała znakomita atmosfera, tworzył się prawdziwy „klan”, w dobrym tego słowa znaczeniu. Wszyscy marzyliśmy o wielkich sukcesach  i one przychodziły, bo wszędzie tam gdzie jest praca pojawia się sukces i triumf.  

Trudno jest w krótkim wspomnieniu ująć wszystko, zwłaszcza wtedy, kiedy zdrowie już liche i wszystko wydaje się ważne. Jedno jest wszakże pewne: piłka ręczna była  dla mnie czymś tak istotnym, że nie znajduję słów by to wyrazić.

*- przedruk wspomnień z wydawnictwa ZPRP „75 lat piłki ręcznej w Polsce – Warszawa 1993.