Na boisku Aleksandra Olek to obrotowa reprezentacji Polski i KRASOŃ MKS Piotrcovii. Prywatnie – miłośniczka tańca, dobrej muzyki, bez reszty zakochana w swoim psie Codim. Pochodząca z Lublina, a więc miasta poniekąd skazanego na szczypiorniak, 25-letnia zawodniczka zdradza nam kulisy swojej kariery, trudnej walki z kontuzją i opowiada o tym, jak ogromną siłą w sportowym świecie jest prawdziwa przyjaźń, która ma zaprowadzić ją na grudniowe Mistrzostwa Europy 2026 w Polsce.
„Staram się doceniać to, gdzie jestem i co robię. Za każdym razem wychodzę na parkiet z przeświadczeniem, że to może być mój ostatni raz, więc daję z siebie sto procent. Nie wybiegam myślami w przód. Co ma być jutro, to będzie” – przyznaje na początku szczerej rozmowy Aleksandra, która przebyła długą drogę, aby być dziś jedną z podstawowych zawodniczek w kadrze selekcjonera reprezentacji Polski Arne Senstada.
Poza boiskiem ceni spokój i kameralne grono najbliższych. Na parkiecie pokazuje jednak zupełnie inną stronę swojej osobowości.
„Poza boiskiem jestem spokojną osobą. Najchętniej spędzam czas z moim psem i w dość wąskim gronie znajomych. Z natury jestem introwertyczką, więc nie prowadzę szalonego życia, ale bardzo mi ono odpowiada” – charakteryzuje się Olek.
Jej sportowa droga rozpoczęła się w rodzinnym Lublinie, czyli mieście o potężnych tradycjach w kobiecym szczypiorniaku. Tamtejszy MKS ma przecież najwięcej tytułów mistrzyń Polski spośród wszystkich klubów w kraju.
Co ciekawe, Ola początkowo wcale nie zakładała, że to właśnie ta dyscyplina stanie się jej sposobem na życie. Jako dziecko łączyła różne pasje, w tym taniec, a na swój pierwszy obóz piłki ręcznej trafiła trochę przez przypadek.
„W szkole byłam bardzo chętna do wszystkich sportów. Nie miałam na początku w ogóle na celu, żeby iść w piłkę ręczną, próbowałam wszystkiego. Pani od WF-u zobaczyła, że lubię ćwiczyć, więc zaprosiła mnie na obóz sportowy. Myślałam, że to będą zajęcia ogólnosportowe. Kiedy pojechałam na miejsce i okazało się, że jest tam tylko piłka ręczna, byłam lekko zdziwiona” – wspomina z uśmiechem obrotowa.
Na początku do pozostania przy piłce ręcznej nie zachęciła jej sama dyscyplina, ale ludzie, którzy do dziś odgrywają w jej życiu ogromną rolę.
„Na pewno spodobała mi się moja drużyna i przyjaźnie, które tam zawarłam. Bardzo chętnie chodziłam na treningi głównie po to, żeby spędzać czas z innymi zawodniczkami” – dodaje reprezentantka Polski.
Olek nie spędziła jednak czasów szkolnych tylko w rodzinnym mieście. W liceum przeniosła się do Płocka, gdzie mogła rozwijać swój talent w Szkole Mistrzostwa Sportowego ZPRP. Na debiutancki sezon w seniorskiej karierze wróciła jednak do Lublina. Dla 19-latki, która od małego obserwowała wielki MKS z trybun, wejście do tej samej szatni i możliwość zagrania obok dawnych idolek były ogromnym przeżyciem. Jak sama wspomina, nie tylko spotkanie z utytułowanymi zawodniczkami, ale w ogóle sam przeskok do profesjonalnego grania stanowił dla niej wyjątkowy moment.
Po dwóch latach spędzonych w PGE MKS El-Volt Lublin przeniosła się do KPR-u Gminy Kobierzyce. Rozegrała tam dwa sezony, zdobywając z drużyną Puchar Polski oraz brązowy medal LOTTO Superligi Kobiet. To właśnie podczas drugiego roku gry w Kobierzycach (sezon 2022/2023) jej forma eksplodowała – wystąpiła we wszystkich 28 spotkaniach ligowych, rzucając 38 bramek. Świetna dyspozycja sprawiła, że Aleksandra zgarnęła prestiżowe nagrody Gladiatorów dla najlepszej obrończyni i obrotowej w lidze.
„Wcześniej cały czas walczyłam o swoje miejsce. Oczywiście czułam się częścią zespołu, ale taką mniejszą. Nie stanowiłam o jego sile, to nie ja decydowałam o losach meczów. W końcu nadszedł taki sezon, w którym poczułam, że dokładam do tego wszystkiego swoją własną cegiełkę. Cieszyłam się, że zostałam doceniona i miałam w tamtym okresie mnóstwo radości z gry. Nie tylko dlatego, że dobrze mi szło, ale przede wszystkim dlatego, że byłam realnym wsparciem dla drużyny i miałam wpływ na wyniki. Czułam, że po trzech latach gry na najwyższym poziomie w Polsce ta cała moja ciężka praca wreszcie zaczyna procentować i została zauważona” – wspomina obrotowa.

To właśnie grając w klubie z Kobierzyc, w 2022 roku, otrzymała swoje pierwsze powołanie do reprezentacji Polski. W kadrze zabrakło wówczas kilku doświadczonych reprezentantek, co otworzyło drzwi przed młodą zawodniczką.
„Byłam bardzo zaskoczona. Jechałam na kadrę z przeświadczeniem, że po prostu cieszę się, że tam jestem. Nie wymagałam od siebie, że nagle pokażę nie wiadomo co. Postanowiłam zaprezentować się jak najlepiej, ale nie narzucałam na siebie presji. Myślę, że to mi bardzo pomogło” – tłumaczy 25-latka.
Takie podejście przyniosło efekty. Trener Arne Senstad obdarzył debiutantkę dużym zaufaniem, dając jej od razu dużo czasu na parkiecie. Dziś również jest ważnym punktem drużyny narodowej – ma już na swoim koncie 42 występy w biało-czerwonych barwach, w których rzuciła 57 bramek.
„W pierwszych meczach dostałam bardzo duży kredyt zaufania, bo wyszłam w pierwszym składzie. Śmiałyśmy się przed meczem z dziewczynami i obstawiałyśmy, która rzuci pierwszą bramkę. Na pewno nie obstawiłabym siebie, a tak to się właśnie wydarzyło! Ten kredyt zaufania bardzo mi pomógł, podobnie jak to, że nie czułam, że muszę coś komukolwiek udowadniać. Po prostu czerpałam z tego wielką radość i to dało mi najwięcej” – kontynuuje.
Niestety, po wymarzonych dla obrotowej sezonach, nadeszły też trudniejsze momenty. Reprezentantka Polski, po czasie w Kobierzycach, zdecydowała się na powrót do PGE MKS El-Volt Lublin, gdzie doznała bardzo poważnej kontuzji, a mianowicie uszkodzenia łąkotek i więzadła krzyżowego. Jak sama przyznaje, początkowo nawet nie była tego świadoma i grała z urazem. Później jednak musiała przystopować, przejść skomplikowaną operację i w pełni skupić się na powrocie do zdrowia.
„Po kontuzji chciałam bardzo szybko wskoczyć na ten sam poziom. Wymagam od siebie dużo i stwierdziłam, że inni też tego ode mnie oczekują. Przez to, że wróciłam trochę za wcześnie i narzuciłam na siebie za dużą presję, po pewnym czasie morale upadły. To był dla mnie bardzo ciężki moment i długo zajęło mi odkopanie się z tego. Myślę, że długo uczyłam się i wciąż się uczę doceniania tego, co robię” – wyjaśnia zawodniczka.

Po tych przejściach Aleksandra zdecydowała się nie tylko odejść z lubelskiego klubu, ale też opuścić Polskę. Początkowo podpisała kontrakt z rumuńskim zespołem HC Dunărea Brăila. Na pytanie o to, dlaczego podjęła decyzję o wyjeździe z polskiej ligi, w której miała ugruntowaną pozycję, odpowiada:
„Wyjazd za granicę był moim marzeniem i jednym z celów, które sobie kiedyś postawiłam. Niezależnie od sytuacji w Polsce i w klubie, zawsze dążyłam do tego, żeby spróbować sił poza granicami kraju. Kiedy więc dostałam szansę, chciałam z niej jak najbardziej skorzystać. Uważam, że Rumunia to był bardzo dobry wybór. Tamtejsza liga jest niezwykle mocna, a poziom między zespołami równy. Bardzo dużo się tam nauczyłam, a treningi stały na o wiele wyższym poziomie. To doświadczenie poszerzyło moje horyzonty”.
W Rumunii nie dostawała jednak wystarczająco dużo szans. Sama przyznaje, że po kontuzji brakowało jej pewności siebie i pełnego zaufania do własnego ciała. Dlatego po krótkim epizodzie przeniosła się do chorwackiej Podravki Koprivnica. Priorytetem przy wyborze nowego klubu była możliwość gry w prestiżowej Lidze Mistrzyń. W Chorwacji nasza kadrowiczka łapała ważne minuty, co pozwoliło jej odbudować się sportowo. Zagraniczny transfer był jednak nie tylko zmianą barw, ale przede wszystkim potężną lekcją samodzielności.
„Szukałam siebie cały czas i uważam, że to było świetne doświadczenie. Życiowo nauczyłam się bardzo dużo, chociażby tego, jak organizować sobie czas na własną rękę. Oczywiście powtórzyłabym to jeszcze raz, bo uważam, że wyjście ze strefy komfortu jest niezbędne do rozwoju. Sportowo może nie czułam się w jakiejś kosmicznej formie, ale ogólnie dało mi to niesamowicie dużo” – zaznacza Olek.
Czas spędzony z dala od domu był dla niej prawdziwą szkołą życia, która paradoksalnie najbardziej zbliżyła ją do… Polski. Dopiero poza granicami zawodniczka w pełni zrozumiała, jak wielką wartość mają dla niej z pozoru najzwyklejsze sprawy.
„Nauczyłam się doceniać polskie realia. Życie w Polsce to naprawdę duży komfort. Docenia się małe rzeczy, chociażby to, że idziesz do sklepu i wszędzie widzisz swój język. Teraz patrzę na to inaczej. W Rumunii miałam ten komfort, że w drużynie grała Daria Michalak. Była tam już rok, więc bardzo mi pomogła w aklimatyzacji. Złapałyśmy super kontakt i do dziś utrzymujemy szczerą przyjaźń” – relacjonuje obrotowa.
Ogromnym wsparciem na krętej sportowej ścieżce są właśnie przyjaciele. Relacje z boiska zostały w jej życiu na stałe i mają dla niej nieocenioną wartość. Jak sama przyznaje, sport dał jej ludzi, których traktuje jak rodzinę.
„Mam niesamowite szczęście, bo z dziewczynami z czasów juniorskich przyjaźnię się do dziś. To są relacje nierozerwalne, traktuję je jak członków rodziny. Co by się nie działo, możemy na siebie liczyć. Mamy nawet taką tradycję, że Sylwestra zawsze spędzamy razem. Pamiętam, jak grałam w Kobierzycach, a dziewczyny potrafiły przyjechać do mnie z Lublina, żebym nie spędzała go sama. One doskonale znają mój tryb życia, wiedzą, że wiąże się to z wyrzeczeniami i że nie na każde spotkanie czy imprezę mogę pójść. Akceptują to i niesamowicie wspierają. To taki mój diamencik, który trzymam przy sobie cały czas” – Ola nie ukrywa wzruszenia.
Po sezonie spędzonym za granicą obrotowa wróciła do ojczyzny, wiążąc się z ekipą KRASOŃ MKS Piotrcovii, z którą zresztą już w tym sezonie miała szansę rywalizować w kwalifikacjach do europejskich pucharów przeciwko… PGE MKS El-Volt Lublin. Piotrkowianki przegrały ten dwumecz, ale świetnie radzą sobie w LOTTO Superlidze Kobiet, wygrywając wszystkie cztery pierwsze ligowe spotkania. Sama zawodniczka może pochwalić się 10 bramkami i skutecznością na poziomie 91%.
Z taką dyspozycją i wsparciem bliskich Olek celuje teraz w kolejne wielkie marzenie. Jej rodzina oraz przyjaciele już szykują się, by dopingować ją z trybun podczas zbliżających się Mistrzostw Europy Kobiet 2026, które już w grudniu będą rozgrywane m.in. w Katowicach (WIĘCEJ). Perspektywa gry na wielkim czempionacie we własnym kraju to spełnienie największych sportowych ambicji.
„Moja rodzina już się szykuje, żeby być z nami w Katowicach podczas EURO! Bardzo się cieszę, bo moje dotychczasowe osiągnięcia często były dla mnie niespodzianką i nigdy nie zakładałam, że będę grać na mistrzostwach we własnym kraju. Zawsze, gdy grałyśmy na turniejach z pełną halą kibiców, czułam tę niesamowitą atmosferę. A jeśli teraz będzie to polska publiczność, to naprawdę wierzę, że może nas to ponieść bardzo daleko. Chciałabym, żeby jak najwięcej ludzi zainteresowało się tym turniejem, bo piłka ręczna to niesamowicie widowiskowy sport, który wciąż jest nieco niedoceniany. Mam nadzieję, że sprawimy kibicom radość i odwdzięczymy się za ich obecność” – zapowiada zawodniczka KRASOŃ MKS Piotrcovii.

Zanim jednak Polki przystąpią do walki na mistrzostwach Europy, ich formę zweryfikują mecze kontrolne, w tym sobotnie starcie z Islandią podczas zgrupowania w Katowicach (BILETY). Dla reprezentacji to kluczowy czas szlifowania detali przed grudniowym czempionatem. Sama Olek z ogromnym optymizmem patrzy na potencjał drużyny narodowej.
„Mam bardzo duże nadzieje związane z tym zespołem. Uważam, że naprawdę małe detale mogą u nas zmienić cały obraz reprezentacji. Jeżeli nad nimi popracujemy, możemy pójść o kilka kroków do przodu. Najbliższy mecz z Islandią będzie sprawdzianem tego, nad czym obecnie pracujemy na treningach i analizach wideo, ale myślimy już stricte o przygotowaniach do mistrzostw. Jestem w tej kadrze na tyle długo, że widzę potencjał w każdej z dziewczyn. Każda zawodniczka, która tu przyjeżdża, stanowi o naszej sile. Bardzo bym chciała, żeby to był turniej, na którym te wszystkie puzzle połączą się w całość i w końcu pokażemy prawdziwą moc naszego zespołu” – analizuje obrotowa.
Wizja tysięcy kibiców śpiewających w katowickim Spodku Mazurka Dąbrowskiego już dziś wywołuje u niej ogromne poruszenie. Reprezentantka z pasją śledzi zmagania Polaków w innych dyscyplinach, szczególnym sentymentem darząc tenis i gorąco im kibicując, więc sukcesy naszych rodaków na arenie międzynarodowej zawsze napawają ją wielką dumą. Dziś sama staje przed szansą, by dostarczyć kibicom podobnych wzruszeń.
„Nawet jeśli przed meczem się stresuję, analizuję plan i za bardzo zapętlam się w myślach, to w momencie hymnu wszystkie te emocje ze mnie schodzą. Czuję, że to już się zaczyna. Koniec z kalkulowaniem, liczy się tylko tu i teraz. Bardzo na ten moment czekam” – kończy.
Poznaj więcej reprezentantek:
Joanna Gadzina. Nie sądziła, że jeszcze zagra w reprezentacji, choć rzuciła bramkę w meczu o brąz MŚ
Magda Balsam. Dąży do wielkości na przekór wszystkiemu
Dagmara Nocuń. Walka o powrót do kadry po półrocznej przerwie od piłki ręcznej
Zuzanna Zimnicka. Rewelacja kadry młodzieżowej wdziera się na salony
Dominika Więckowska. Odważny krok i wyjście z cienia siostry
Karolina Jureńczyk. Niespodziewany transfer otworzył nowy rozdział
Paulina Uścinowicz. Piłka ręczna może być czymś więcej niż sportową karierą – sposobem na poznawanie świata i samej siebie
Patrycja Noga. Na reprezentację nie ma drogi na skróty
Monika Łęgowska. Lojalność i ciężka praca zawsze przynoszą efekty
Adrianna Górna. Dlaczego w sporcie zawsze trzeba chcieć więcej?







