Henryk Gąsior

Postrach snajperów *

Nie wiem, czy zawsze chciałem zostać bramkarzem, ale nigdy tego nie żałowałem. Bramkarz w piłce ręcznej to ktoś ważny. Jeżeli ma słabszy dzień to drużyna męczy się na boisku i nigdy nie jest pewna korzystnego wyniku. Zawsze lubiłem, żeby cos zależało ode mnie. W sporcie uczyniłem zadość swoim tęsknotom.

W bramce stanąłem w 1950 roku w Zrywie Chorzów, a następnie do roku 1973 broniłem barw AZS Katowice i WKS Śląsk Wrocław. Pierwszym moim trenerem był Romuald Skolud a później mogłem słuchać wskazówek innych znakomitych szkoleniowców, do których należeli: Jerzy Til, Tadeusz Breguła, Władysław Stawiarski, Antoni Szymański, Aleksander Gmyrek czy Janusz Czerwiński. Cztery razy startowałem w mistrzostwach świata, dwa razy w „siódemkę” i dwa razy w „jedenastkę”. W mistrzostwach świata w roku 1958 (NRD) Polska zajęła piąte miejsce a ja zostałem uznany trzecim bramkarzem na świecie. Pamiętam, że po meczu z Jugosławią zostałem obwołany bohaterem spotkania i otrzymałem śliczną piłkę z autografami. 

W 1963 roku odbyły się mistrzostwa świata w „jedenastce” w Szwajcarii. To były dla polskiej piłki ręcznej udane zawody. Zajęliśmy  czwarte miejsce a ja zostałem uznany najlepszym bramkarzem turnieju. Dużo o tym pisano w prasie, otrzymałem też kilka znaczących nagród. Jako ciekawostkę podam, że w przerwie pomiędzy mistrzowskimi meczami rozegraliśmy  mecz piłki nożnej Europa – Ameryka. Również w piłkę nożną grałem nieźle, wraz z europejskim kolegami nie daliśmy żadnych szans Ameryce wygrywając ten mecz 8:1.

W reprezentacji Polski występowałem w latach 1956 – 1967. Jak pierwszy zawodnik, w grach zespołowych, z orzełkiem na piersi rozegrałem 100 spotkań międzypaństwowych, nie licząc meczów międzynarodowych i klubowych. Równocześnie grałem w piłkę nożną. Z powodzeniem udało mi się pogodzić te dwie dyscypliny sportu oraz naukę i pracę zawodową. We wrocławskim Śląsku grałem już tylko w piłkę ręczną, zdobywając tytuły mistrza Polski.

Gdybym miał opisać wszystkie ciekawe wydarzenia z mojej kariery sportowej to na pewno zabrakłoby miejsca dla innych wspomnień. Muszę jednak stanowczo zaznaczyć, że nigdy nie żałowałem swojego wyboru, pokochałem piłkę ręczną a ona odwzajemniła mi tę miłość.

*- przedruk wspomnień z wydawnictwa ZPRP „75 lat piłki ręcznej w Polsce – Warszawa 1993.