Zygfryd Nowak

„AZS Katowice” – kolebka akademickiego sportu na Śląsku 

Warto przypomnieć, że znany dzisiaj Śląski Uniwersytet Ekonomiczny – pierwsza wyższa uczelnia na Górnym Śląsku swoje powstanie zawdzięcza inicjatywie podjętej w Śląskich Technicznych Zakładach Naukowych w potrzebie kształcenia – oprócz techników – także ekonomistów i administratorów dla Śląska. Inauguracja odbyła się 1 stycznia 1937 roku ale dopiero po wojnie  w 1945 roku przeniesiono ją na teren szkoły przy ulicy Bogucickiej, którą wybrano jako siedzibę wraz z Ratuszem Gminy Bogucice. Uzyskała wtedy nazwę Wyższej Szkoły Ekonomicznej. To na jej terenie zaczął się rozwijać śląski akademicki ruch sportowy wzorując się na AZS-sie, istniejącym już w Polsce od 1909 r. 

Grupa Inicjatywna studentów-sportowców podjęła w uzgodnieniu z władzami uczelni akcję organizacyjną a na czele powołanego Klubu AZS Katowice stanęli  ówcześni studenci a dzisiaj „aktywni nestorzy środowiska akademickiego” Tadeusz Janik i dr Juliusz Szaflik. Dr Szaflik mając u boku jako „sekretarza” Tadeusza Kopla został pierwszym prezesem. Tak powstała pierwsza organizacja sportowa akademików, która dzisiaj znacznie się rozwinęła i nosi miano „Organizacji Środowiskowej AZS Katowice” i współpracuje 23 klubami uczelnianymi AZS !!! na terenie województwa śląskiego, organizując różnego rodzaju imprezy zarówno w skali lokalnej, krajowej, jak i światowej. 

Jedną z cennych inicjatyw, które wprowadziła Organizacja Środowiskowej AZS Katowice jest instytucja „Gali Śląskiego Sportu Akademickiego” w czasie której wyróżnia: najbardziej aktywnych działaczy akademickiego życia sportowego, wyróżniające się wynikami sportowymi kluby, osoby samorządów terytorialnych, współpracujące i wspierające sport akademicki. W latach 40-tych sport akademicki zaczęła grupa entuzjastów dwóch gałęzi sportu: piłki ręcznej i hokeja i te dwie sekcje są najstarszymi w AZS Katowice. Zainteresowania studentów sportem rosło i dzisiaj tych dyscyplin i sekcji  jest kilkadziesiąt. 

Początek dała jednak drużyna piłki ręcznej pod wodzą Tadeusza Kopla, która  sięgnęła w 1948 roku po tytuł Mistrza Śląska. Był to początek wyczynowej piłki ręcznej w AZS. Oto niektóre nazwiska: Saratowicz (bramkarz), Kopel, Janik, bracia Kałdonkowie, Guertler, bracia Szaflikowie, Jeleń. Od początku w rozgrywkach uczestniczyły również kobiety tworząc drużynę z udziałem także katowickich entuzjastek piłki ręcznej spoza uczelni. Warto podkreślić, że żeńska drużyna  wielokrotnie uzyskiwała lepsze wyniki niż mężczyźni.

To tytułem wstępu, gdyż historia „Piłki Ręcznej”, którą chcę opowiedzieć jest w zasadzie również  „historią istotnej części mojego życia” i dlatego trochę inaczej zacznę:

Piłkę ręczną AZS-u, mojego okresu sportowej aktywności stworzyły w zasadzie „dwie ciekawe postacie:

  • Józef Grzbiela – wspaniały nauczyciel wychowania fizycznego katowickiego Gimnazjum im. Adama Mickiewicza – śląski patriota, który w 1922 roku przeniósł się wraz z rodziną z niemieckich wówczas Gliwic do Mysłowic – absolwent przedwojennego Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego, który ukończył pisząc pracę magisterską pt. „Gry zespołowe w wychowaniu fizycznym młodzieży” 

oraz 

  • Ernest Kałdonek – także zawodnik „1-szej drużyny piłki ręcznej AZS Katowice”, który był w latach 40-tych i 50-tych dyrektorem  „Supersamu”, zlokalizowanego naprzeciwko „Mickiewicza”, którego można określić dzisiejszym mianem ”Talents Hunter” czyli łowca talentów, wypatrującym z okna swojego biura uczniów „Mickiewicza” grających na szkolnym boisku  pod nadzorem prof. Grzbieli.

Z tej uzgodnionej później współpracy do sportu wyczynowego: piłki ręcznej, siatkówki i koszykówki trafiło „dziesiątki zawodników” – wychowanków prof. Grzbieli – którzy stanowili trzon dwóch rywalizujących z sobą klubów katowickich AZS-u i Spójni/Sparty ale także reprezentacji Polski w piłce ręcznej: Garcorz (AZS i reprezentant Polski), Hauffe (AZS i reprezentant Polski), Niestrój (AZS), Wiatrok (AZS), Skraburski (AZS), Nowak ( AZS i reprezentant Polski). „Sparta/Spójnia zdołała zwerbować m. innymi: Foksińskiego (Sparta i reprezentant Polski), Dauksza (Sparta i reprezentant Polski), Warwas (Sparta i reprezentant Polski), Solik (Sparta i reprezentant Polski), Piszczek (Sparta i reprezentant Polski), Zawadziński (Sparta i reprezentant Polski). To zawodnicy, którzy z boiska „ Mickiewicza” weszli do historii polskiego sportu. 

Nie byłbym jednak wystarczająco rzetelny, gdybym nie wymienił innego na Śląsku nauczyciela WF, który miasto w którym pracował uczynił „Miastem Piłki Ręcznej”. Był to prof. Babirecki a miasto to Tarnowskie Góry. Drużyny w każdej szkole, turnieje międzyszkolne i wreszcie drużyna ligowa „Kolejarz Tarnowskie Góry” bardzo trudny przeciwnik na boisku.

Życie składa się na ogół z precedensów/zdarzeń.

Taką formułę przyjąłem dla mojego opisu aktywności sportowej w niniejszej publikacji chcąc ją przybliżyć a czytelnicy wybaczą amatorskie podejście do tematu. Można w zasadzie przyjąć, że podobnie działo się w innych klubach i dyscyplinach, gdyż ówczesny system polityczny jednakowo traktował sport i sportowców. Smaku dodają jedynie zdarzenia osobiste o których piszę, gdyż one pokazują „kuchnię powstawania sportu w „Ludowej Polsce” i nasze osobiste problemy. Może warto przyjąć, jako początek tych zdarzeń rok 1947, kiedy ówczesny Polski Związek Piłki Ręcznej (PZPR) zmuszono do natychmiastowej zmiany na ZPRP czyli Związek Piłki Ręcznej w Polsce co zadowoliło powstającą wtedy Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą. Szczegóły można odnaleźć we wspaniałej monografii Stanisława Jareckiego. Opisuje ona perypetie sportu w Polsce, w szczególności piłki ręcznej i co jest szczególnie cenne wspaniałych ludzi, którzy sobie z tymi kłopotami radzili.

Dylemat: lekkoatletyka czy piłka ręczna.

Trafiłem do piłki ręcznej ponieważ w 1951 roku z dobrymi wynikami w lekkoatletyce juniora (sprint i skok wdal) znalazłem się wśród seniorów przeciętniaków a w dodatku te cechy ułatwiały mi grę w piłkę ręczną. Pozwoliło mi to grać zarówno w zespole 11-ki jak i 7-ki. 

Tadeusz Tomosz – trener – pozytywny despota i Jego otoczenie.

Dzisiaj już wiemy jak ważną rolę odgrywa „selekcjoner-trener” Nie byłoby według mojej oceny wieloletnich naszych sukcesów gdyby nie Tadeusz Tomosz, który po wielu latach pracy jako działacz piłki ręcznej nie dokonał wyboru wychowania w tym czasie najmłodszej drużyny w Polsce – najmłodszy miał wtedy 16 lat i grał w drużynie seniorów. Był despotycznym trenerem, ale dotyczyło to nowoczesnych metod systematycznego, wszechstronnego całorocznego treningu. Zrozumieliśmy to dopiero, gdy naszym trenerem został Wagner – trener z NRD, najlepszej wtedy drużyny świata.

Popisy – przepisy – boisko.

Mecze 11-osobowej drużyny ligowej zaczynały się na otwartym boisku w ostatnią niedzielę marca a kończyły w pierwszą niedzielę listopada. Dla wygody własnej a także kibiców AZS przeniósł rozgrywki ze „Stadionu Słowiana” obok uczelni w Bogucicach na boisko ”Gwardii” naprzeciwko Parku Kościuszki. Miało to swoją wadę – typową zresztą na tamte czasy, jedynym źródłem wody do mycia był zbiornik z zimną wodą stojący cały rok na boisku. Na atrakcyjność meczów wpływ miały również ówczesne przepisy, zaczynaliśmy według przepisów piłki nożnej – oczywiście z tzw. kołem bramkowym (11m) oraz z przepisem „spalony”  jak w piłce nożnej, co czyniło szybką grę bardzo nieatrakcyjną i spowodowało następną modyfikację – gramy bez spalonego czyli 10 zawodników raz pod jedną i raz pod drugą bramką. Modyfikacja równie nieatrakcyjna i ostatecznie podzielono boisko na trzy strefy i w każdej z nich mogło przebywać równocześnie tylko 6 zawodników a koło bramkowe przesunięto na 13 m mierzone ze środka bramki co skracało rzuty ze  skrzydła o całe 2 m. Te przepisy dodały znacznej atrakcyjności „11-ce”, chociaż po piętach zaczęła deptać jej już „7-demka”, która w 1957 roku nawiązała pierwsze kontakty międzynarodowe. 

Podróżowanie z przygodami.

Osobliwością tamtych czasów było podróżowanie na mecze poza siedzibę klubu. Kolej nie była tak powszechna jak dzisiaj a miejsca dojazdu i wyznaczone godziny rozpoczęcia meczów czasami nawet uniemożliwiały korzystania z PKP. Szczególnie do drużyn opolskich: Kuźnia Raciborska, Groszowice, Szczepanowice trzeba raczej podróżować ciężarówką z plandeką i wbudowanymi ławkami, pożyczaną na niedzielę od lokalnych zakładów przemysłowych lub podstawianych przez drużynę rywala, co jednak było ryzykowne. Warto opisać takie zdarzenie, które miało miejsce gdy w drodze do Kuźni Raciborskiej dojechaliśmy pociągiem do stacji Nędza i czekaliśmy na obiecany transport. Podjechał do nas woźnica wozem drabiniastym i zapytał: przyjechaliście grać ? Choć mocno zaskoczeni odpowiedzieliśmy „Tak” i wsiedliśmy na wóz aby zdążyć na czas na mecz. W połowie drogi przez piękny las nagle woźnica zapytał: „a kaj mocie intrumenta” orientując się, że pomylił nas z orkiestrą weselną, po którą przyjechał. Drugą połowę drogi odbyliśmy w biegu aby zdążyć na mecz. 

Rosół i kotlet i niezasłużone koszty podróży.

Finansowanie sportu akademickiego było bardzo skromne i często nie pozwalało nawet na posiłki po meczu. W AZS słynne stało się powiedzenie naszego kierownika drużyny: „nie wybierać: ino rosół i kotlet”, co również przeszło do historii podobnie jak anegdotyczne negocjacje z przedstawicielem Zarządu Głównego AZS na temat zwrotu kosztów dojazdu (27 złotych) na treningi Gliwic, do Katowic gdzie większość z nas studiowała.  Zadecydowało miejsce zameldowania i zwrotu takich kosztów nie otrzymaliśmy jako mieszkańcy Katowic.

Mamy Mistrza Polski – 1955.  

To radosna pieśń zaintonowana w hotelu w Poznaniu, gdy poznaliśmy drogą telefoniczna wyniki dnia i okazało się, że nasze zwycięstwo z AZS-em Poznań było wystarczające aby AZS-Katowice został mistrzem Polski. Ale tę wielką radość psuł trochę fakt wywołujący w tym czasie zażenowanie w całej Polsce, nie byliśmy „Katowicami lecz „Stalinogrodem”. Trzeba było 60 lat aby się z tym oswoić, czego dowodem jest załączony dyplom znajdujący się w „Gabinecie Osobliwości” miasta Katowice – zdjęcie powyżej. W drużynie 6 zawodników to wychowankowie prof. Grzbieli. 

Warto w tym miejscu pokazać inny sukces polskiej piłki ręcznej. Rok  1955 – zdobycie 3-ciego miejsca Akademickich Mistrzostwach Świata w Warszawie. Drużynę, która tego dokonała jest pokazano na zdjęciu. Uczestniczyło w niej 5 zawodników AZS-Katowice. Wymienię tutaj niektórych najlepszych z lat 50-tych umieszczonych na tym zdjęciu: Pawła Thiela (pierwszy z lewej) – wieloletniego „króla strzelców Ligi 11-osobowej”,  Wiktora Garcorza (trzeci z lewej) – wicekróla strzelców ligi 11-osobowej”, Józefa Machnika (siódmy od lewej) – wspaniałego bramkarza zarówno ligi piłki ręcznej, jak i piłki nożnej.

Do wyróżniających się zarówno dobrą grą jak i aktywnością wychowawczą należy zaliczyć również Jana Malika (AZS- czwarty od prawej), który dla zainteresowanej młodzieży założył i prowadził „szkółkę piłki ręcznej – Maliki” z której wielu grała później w ligowej drużynie AZS.

1958 – rok 1-szego międzynarodowego sukcesu polskiej piłki ręcznej: Wiadomość, że Polska weźmie udział po raz 1-szy w mistrzostwach Europy w 7-ce była jak grom z jasnego nieba szczególnie, że mnie też zaliczono do reprezentacyjnego zespołu. Mecze odbywały się w Erfurcie, Lipsku i Berlinie. Odnieśliśmy jako „amatorzy” największy możliwy wtedy sukces: 5-te miejsce, podobnie jak nasza „zawodowa reprezentacja” w roku 2016. Jako ciekawostkę powiem, że Katowice, jako miasto „Mistrzostw Europy 2016” zaprosiło mnie jako „Ambasadora Mistrzostw”, co z przyjemnością traktuję jako  formę wyróżnienia i uznania dla Śląskiego Sportu Akademickiego

13 – nieszczęśliwa czy szczęśliwa liczba.  

Niewiarygodne ale także wspaniałą partnerkę życia Dobrochnę poznałem dzięki AZS-owi gdy wieloletni działacz AZS Katowice i mój  serdeczny przyjaciel – Kaziu Cygan przedstawił mi uroczą kobietę, która od razu zawładnęła moim trochę egoistycznym życiem. Lecz miało to również swoje znaczenie dla mojego dalszego losu. Założenie rodziny, narodziny syna, coraz bardziej absorbująca praca zawodowa, ale także „słuszny wiek własny” spowodowały pożegnanie ze sportem wyczynowym (1951 – 1963) po 13 latach pełnej aktywności.

Długa droga do nagrody.

Graliśmy  przede wszystkim dla własnej przyjemności, chociaż niektórzy z nas studentów bardzo pozytywnie odczuło, gdy rozpoczęło się wsparcie finansowe dla „kadrowiczów” czyli tzw. „kadrowe” Były również wyróżnienia w nadaniu tytułu „Zasłużonego Mistrza Sporu”. Dla mnie zdarzyła się ciekawostka opisująca równocześnie mój życiorys. Otóż w 1984 roku działacze Śląskiego Związku Piłki Ręcznej i AZS po mojej 33 letniej aktywności dla AZS-u wystąpili o bardzo prestiżowe wyróżnienie „Kalos Kagathos”. Nie wyszło i sen o wyróżnieniu miał się spełnić dopiero po 75 latach w postaci „ Honorowego Członkostwa AZS – Polska” nadanego przez XXVI Zjazd AZS jak to pokazano na zdjęciu Należy dodać, że to wyróżnienie poprzedzone było nadaniem przez Związek Piłki Ręcznej w Polsce kol. Garcorzowi, Hauffemu i mnie Odznaczenia za ”Zasługi dla Piłki Ręcznej”. 

Odznaczenie Polskiego Związku Piłki Ręcznej: „Za zasługi dla Piłki Ręcznej”.

Od lewej Z. Nowak, S. Hauffe, A. Kostka-Łamacz, W. Garcorz i władze ZPRP

Przyjaźń na zawsze ?.

Oczywiście najcenniejsze są codzienne kontakty osobiste utrzymywane w różnej formie – wspólne imieniny/urodziny spotkania dla omówienia „istotnych spraw społeczno-politycznych?” Nigdy nie zerwaliśmy kontaktów z AZS-em, jako środowiskiem i dzisiaj jesteśmy wpisani do Środowiskowego Zarządu AZS, jako jeden z  klubów: „Klub Seniora”. Regularne spotkania mają różny charakter, jak np. na zdjęciu pokazana „wspólna wigilia” patrz zdjęcie poniżej. 

Wigilia AZS z udziałem Seniorów 

Mamy również spotkania coroczne seniorów „Śląskiej Piłki Ręcznej” czyli wszystkich klubów, które zainicjował młodszy kolega z „boiska”– zawodnik AZS-u i wieloletni reprezentant Polski Kazik Mieleszczuk. Kolejne spotkanie odbyło się w grudniu ubiegłego roku co pokazano na zdjęciu.